Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 094 269 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

MAŁY APDEJT

wtorek, 15 kwietnia 2014 10:13

 

   Jestem, jestem. Nie zamierzam Was perfidnie opuszczać, dlatego wracam do was jak trójmiejski bumerang, jak zły szeląg, ja – Wasz wierny, nieudaczny Batman,  pseudo-heros polskiej alternatywy.  Co się ze mną działo? Ano, musiałem się trochę zresetować po półrocznym pobycie w Warszawie. Pewnie pamiętacie, że w grudniu wraz z rodziną wróciłem do Trójmiejsca. Zamieszkaliśmy w Oliwie, w pięknym mieszkaniu kamienicy, graniczącej z Domem Zarazy, które to mieszkanie postanowiliśmy jednakowoż opuścić dla komfortu domku jednorodzinnego we Wrzeszczu. Zajebiście się mieszka w Oliwie, będzie mi jej naprawdę brak. Park Oliwski kilkanaście metrów od naszej klatki, wypasione sklepiki warzywne, przybytek rybny, domowy bar mleczny, trzy poczciwe restauracje (meksykańska, amerykańska oraz bar sushi)… Festiwal pysznego, wiejskiego żarła, którym co drugi piątek handlują  w świetlicy lokalnego domu kultury (widzę go z okien, wychodzących na podwórze)… Ba, jest tu nawet szanujący się krawiec, który produkuje gajery na miarę. A jednak zdradzamy Oliwę dla Wrzeszcza. Wielki Wrzeszcz – forever! Dla mnie ta przeprowadzka następuje ciut za wcześnie - lubię wyssać całą esencję z miejsca, w którym mieszkam. Zobaczyć, jak wygląda zimą, wiosną, jesienią i latem, poczuć jego charakterystyczny spleen. Ale nadarzyła się okazja ze sporym metrażem, więc trudno. Ale nie mówię, „Żegnaj, Oliwo“. Mówię: „Oliwo, do widzenia“.

 

   Co poza tym? Kupiłem rower, wróciłem też do treningów karate z moim ulubionym trenerem Józkiem. Józek i jego sekcja old-boyów - forever (sorry, Marzenka)! Pewnie już wiecie, że legendarny film „Polskie Gówno“ trafił do postprodukcji. Co to oznacza? Oznacza to mniej więcej tyle, że grupa specjalistów pracuje nad oczyszczeniem i korekcją dżwięku, a grupa muzyczna pod moim wezwaniem kończy pracę nad soundtrackiem. Gdy obydwie grupy uznają, iż uzyskały finalny efekt, całość zostanie zmiksowana w studiu filmowym, po czym nasz musical zostanie oddany do korekcji barwnej. Film będzie gotowy do prezentacji we wrześniu 2014 i jest to termin wiążący oraz ostateczny. W międzyczasie razem z zespołem Tranzystory otrzymaliśmy zacną propozycję, żeby nagrać płytę z coverami naszych ulubionych artystów. Wybraliśmy Presley’a, Berry’ego, Dylana, Stonesów, Beatesów, Zappę. Doorsów, Marley’a, Bowie’ego, Clashów, Joy Division, Nirvanę, Popa i QOTSA. Zaprosiliśmy też szanownych gości: Wojtka Waglewskiego, Kasię Nosowską i Natalię Przybysz. Zrobiliśmy sobie miesięczną przerwę w pracy nad „PG“, żeby trochę ochłonęły nasze rozpalone głowy. I jest bombowo, bo wybraliśmy same zajebiste numery - aż się sama morda śmieje! Mamy mało czasu: musimy oddać materiał do 15 maja. Zaraz po zmiksowaniu płyty z „tributami“ wracamy do naszych gównianych piosenek – trzeba jeszcze dograć dęciaki, część partii klawiszowych i wokale. Reasumując, roboty po pachy, ale nie będę narzekał –  zaczęła się wiosna i wreszcie coś się dzieje!


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

MÓJ TED-IKSOWY SPICZ

poniedziałek, 07 kwietnia 2014 9:20

 

   Szanowni Państwo! Nazywam się Tymon Tymański. Bywam muzykiem, kompozytorem, tekściarzem, felietonistą, scenarzystą i aktorem. Urodziłem się i wychowałem w Trójmieście, i pomimo oczywistych flirtów i związków z Warszawą, przeżyłem tu całkiem udane 45 lat. W przyszłym roku będę obchodził okrągłe 30-lecie działalności scenicznej. Kiedy uznałem, iż przeszedłem na zawodowstwo? Powiedzmy, że w pażdzierniku 1985, kiedy wraz z moją pierwszą kapelą zarobiłem za koncert w szczecińskim klubie. Co prawda przez następne pięć lat nie było już tak różowo, ale rocznica to rocznica, a hasło „3 dekady w branży“ - sami musicie przyznać - brzmi dość imponująco. 

 

   Mógłbym sporo mówić o mojej artystycznej pasji. O tym, jak śmiało i bezczelnie realizuję swoje marzenia, otrzymawszy w prezencie od sprzyjących gwiazd dość przeciętny talent. Oczywiście doza śmiałości, bezczelności oraz marzycielstwa zawsze się przydaje. W 1992 roku wraz z zespołem Miłość zajęliśmy drugie miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Jazz Juniors w Krakowie. Nasza nagroda implikowała skromne pół godziny nagrań w studiu Polskiego Radia Szczecin. Pamiętam, co na wejściu powiedziałem realizatorowi: „Jesteśmy zajebistym zespołem i przyjechaliśmy tutaj, żeby nagrać godzinną płytę. Mamy nadzieję, że macie tyle wolnej taśmy“. I tak dalej, i tak dalej. A jednak nie tkwię tu przed Wami po to, żeby się  puszyć i prężyć. Chcę natomiast zainspirować Was pewnym pomysłem. Chciałbym, żebyście przez chwilę pochylili się nad potencjałem Trójmiasta: młodymi, zdolnymi ludźmi, którzy potrzebują życiowej szansy, żeby spełniać się równie śmiało, jak ja.

 

   Jednym z najważniejszych słów naszego społecznego współistnienia jest słowo „równowaga“ – kluczowe hasło buddyzmu i taoizmu. Równowaga to dbałość o siebie i innych - naszych bliskich, naszych przyjaciół. Dzieci naszych przyjaciół. Wszystkie dzieci, które potrzebują pomocy. Równowaga to mądry wybór ścieżki pomiędzy zdrowym egoizmem a szlachetnym altruizmem. Ścieżki, która pozwala nam kochać siebie samych, ale też rozumieć, akceptować i działać dla dobra naszych życiowych partnerów, naszych znajomych, wreszcie nieznajomych. Pragniemy dobra naszego i naszych bliskich, ale powinniśmy równie intensywnie  życzyć dobra i szczęścia innym. To trochę trudne, a jednak jakże inspirujące.

 

  Nasze Trójmiasto zawsze było wyjątkowo kreatywnym miejscem. To tutaj w latach 50. triumfy święcił legendarny teatrzyk Bim-Bom ze Zbyszkiem Cybulskim i Bogumiłem Kobielą, to tutaj organizowano pierwszy DKF oraz ogólnopolski festiwal jazzowy.  W latac 60. w gdańskim Żaku debiutował zespół Niebiesko-Czarni z Czesławem Niemenem, Wojciechem Kordą i Adą Rusowicz, zaś w sopockim Non Stopie zainagurowały działalność Czerwone Gitary. Lata 80. kojarzą się fanom muzyki z aktywnością Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej, zaś 90. - z muzyką sceny yassowej. Do dzisiaj Trójmiasto pozostaje zagłębiem intrygująco brzmiących młodzieżowych kapel, wylęgarnią malarzy, fotografików i poetów. A jednak zdolną młodzież trudno spotkać w trójmiejskich klubach. Zmieniły się czasy: komercja po raz kolejny wygnała młodocianych buntowników do piwnic i garaży.

 

   Marzy mi się miejsce, które będzie promowało sztukę tych zdolnych, młodych ludzi. Współczesny, odpowiednio wyposażony, społeczny, interaktywny ośrodek kultury, który wygeneruje coś w rodzaju Akademii Młodych Talentów. Marzy mi stworzenie infrastruktury, która zaoferuje młodzieży szansę nauki i rozwoju u samego źrodła. Taki ośrodek to idealne miejsce dla społecznego studia, w którym zespoły bedą mogły nauczyć się realizacji nagrań. Akademia mogłaby prowadzić warsztaty dla początkujących kompozytorów i autorów tekstów, muzycznych producentów i realizatorów, dla poetów, pisarzy, filmowców, ludzi zainteresowanych współczesnym tańcem -  wszelkich "bezprizornych", nie objętych opieką państwowych instytucji. Akademia organizowałaby koncerty, festiwale, konkursy, slamy poetyckie, panele dyskusyjne. Jestem przekonany, iż uznani trójmiejscy artyści chętnie wspomogliby taką społeczną inicjatywę. Wielu z nas ma spore doświadczenie walki i przetrwania w okopach życia - w czasach, kiedy sztuka, kultura i alternatywa stają się topniejącą wysepką na oceanie galopującej komercji, tandety i chłamu. Niejeden z nas zaczynał w taki sam sposób i z przyjemnością podzieli się swoją wiedzą - z czystej potrzeby ducha i serca. 

 

  Drodzy Państwo! Żyjemy w świecie, w którym niemal za wszystko trzeba płacić. Płacimy za mieszkanie, jedzenie, naukę,  profesjonalną konsultację. Jeszcze niedawno żyliśmy w wielkim, komunistycznym Matriksie, dziś znaleźliśmy się po drugiej stronie medalu - pośrodku Matriksu bezwględnego kapitalizmu. Współczesny Babilon nie ustaje w  wysyłaniu nam dobitnego, brutalnego, ale też i fałszywego sygnału – „no money, no honey“. „Jeśli nie masz pieniędzy i kontaktów, nie zrobisz kariery“. „Bez kasy jesteś nikim, możesz tylko kraść oprogramowanie i muzykę z sieci“. A przecież to jawne kłamstwo. Jest wiele rzeczy, które nic nie kosztują. Miłość. Przyjaźń. Idee. Wsparcie. Inspiracja. Są szlachetne cele, które wymagają społecznej synergii. Są działania, mogące pomóc zmienić rzeczywistość, która wielu młodym, zdolnym artystom może się jawić jako rzeczony Matriks, bezduszna pralnia pieniędzy. Kochani - pomyślmy o organizacji społecznego ośrodka kultury z jego Akademią Młodych Talentów jako o sposobie podnoszenia kwalifikacji, jako o szansie, którą nasze miasto może zaoferować uzdolnionej, trójmiejskiej młodzieży.

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

MOJA KOMISJA WOJSKOWA

niedziela, 05 stycznia 2014 23:25

 

   Szanowny Marassonie, skoro już zapytałeś, opowiem Ci o moim pierwszym spotkaniu z wojskiem. W czerwcu 1986 roku zdałem na anglistykę na UG. Studiowałem w sumie przez trzy lata, ale tak naprawdę - dwa razy powtarzałem drugi rok. Studium wojskowe zaczęło się bodajże na drugim roku studiów, ale przez swoje pacyfistyczne poglądy nie trafiłem tam ani razu. Uznałem, że szkoda mi czasu na głupkowato-zupackie nauki o typach karabinów, czołgów, min tudzież masek przeciwgazowych. W czerwcu 1988 roku poszedłem na swoją pierwszą komisję wojskową, ubrany w czarny garnitur, z książką o Joy Division pod pachą (jakiś drugi obieg). Kiedy zobaczyłem, jak jakiś pierdolnięty major bezpardonowo wysyła w kamasze młodocianego ojca dwójki dzieci, który na kolanach prosił go o odroczenie, ogarnął mnie panika.

 

   Nocowałem wtedy często poza domem. Czasem przygarnęła mnie jakaś panna, innym razem zagadałem się o literaturze ze Zbychem Sajnogiem, guru Totartu, u którego zawsze można było liczyć na kromala z masłem i serem, kubek gorącej herbaty i wolne łożko do spania. Tego feralnego dnia wracałem wlaśnie z Gdańska od Mesjago. Na ramieniu miałem biały, marynarski worek z książkami do szkoły i nie tylko. Wygrzebałem z niego saszetkę, w której trzymałem przybory do porannych ablucji - szczoteczkę, pastę do zębów, nożyczki do paznokci. Za chwilę miała nastąpić moja kolej. Niewiele myśląc, wyciągnąłem nożyczki i wsunąłem je do majtek – reformopodobnych, czarnych wojskowych spodenek w klimacie dzisiejszych bokserek, które ojciec kupił mi pod choinkę (w liczbie pięciu par). Za chwilę zostalem wywołany i wszedłem na salę, w której obradowała komisja.

 

    Członkowie komisji  siedzieli za stołami, ustawionymi w kształcie odwróconej litery „U“. Klapnąłem po prawej stronie, twarzą w twarz z wojskowym lekarzem (pamiętam nawet jego nazwisko: dr Rytlewski). Gdy zaczął zadawać pytania, udałem mocno przymulonego. Spontanicznie włączyła mi się rola aktorska w klimacie lekkiego Aspergera – nie na próźno przez cały ranek czytałem książkę o Ianie Curtisie. Gdy lekarz zapytał mnie o narkotyki, wydukałem: „Nie, nie… Już nie“. Potem wymieniłem leki psychotropowe, z którymi eksperymentowałem w czwartej klasie, między innymi podczas matury: Nootropil, Bimanol, Imipramin, Luminal. To zastanowiło pana Rytlewskiego, który w rozpoznaniu wpisał: „podejrzenie lekomanii“. Zapunktowałem – wszak pamiętałem te wszystkie komisyjne historie o „głuchoniemych“, którzy kończyli w kompanii reprezentacyjnej, ze spektakularnym A1 w papierach. Ale najlepsze miało dopiero nadejść.

 

   Rytlewski kazał mi pójść za parawan i opuścić gacie. Zawahałem się. Doktor ponowił prośbę. „Nie mogę!“, stęknąłem rozpaczliwie. „Mam nożyczki w majtkach, sam nie wiem, dlaczego!“. Lekarz poprosił o pomoc dwóch wojskowych, którzy pomogli mi ściągnąć moje reformy. Wyciągnęli nożyczki i udali się na krótką naradę, zostawiając mnie za parawanem. Po chwili kazano mi usiąść przed główną ławą. Najstarszy stopniem (jakiś jebnięty podpułkownik czy coś w tym stylu) zapytał mnie, po co włożyłem nożyczki do majtek. „Panowie siedzą tu w mundurach, pod bronią“, wydukałem niepewnie, „a ja wchodzę na komisję w samych majtasach. Chciałem też być uzbrojony“. To był dobry strzał – zadziałało. Dostalem B12 (odroczenie na dwanaście miechów). Powód – zaburzenia osobowości. Byłem w siódmym niebie!

 

   Pobiegłem na uczelnię, po drodze spotkawszy Zbyszka Sajnoga, który również zmierzał na zajęcia. Mesjago wyściskał mnie serdecznie i powiedział: „No dobra, zdałeś pierwszy egzamin. Teraz musisz znaleźć lekarza, który wystawi ci żółte papiery“. Wiedziałem, w czym rzecz. Zadzwoniłem do ojca, który polecił mi panią dr B. z przychodni w Oliwie. Dr B. była bardzo kumata – gruntownie przegadaliśmy, co i jak. Wytłumaczyła mi, że tzw. „żółte papiery“ to wielce niewygodna rzecz: nie dość, że trzeba się nasymulować, to jeszcze na zawsze obciążają pracowniczy status delikwenta (nie mówiąc już o tym, że „wariata“ łatwiej ubezwłasnowolnić i tere-fere. „Co pani proponuje?“, zapytałem grzecznie. „Padaczka skroniowa, chłopcze. Tego nie sposób udowodnić“, powiedziała dr B. Chodziłem do pani doktor przez rok. To dzięki niej dostałem kultową naonczas kategorię „E“ – trwale niezdolny do służby wojskowej. Wielkie dzięki, droga pani Doktor! Fakt faktem, że miewałem później drobne kłopoty z powodu tego wpisu w książeczce wojskowej – na przykład przez parę lat nie chciano mnie ubezpieczyć. Czemu nie opisałem tego wszystkiego w książce? Aaa... Jakoś zapomniałem. Kiedy ktoś cię przepytuje, odpowiadasz dość wybiórczo. Myślę, że uzbierałoby się sporo historii, które nie załapały się do "ADHD"... Może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja, żeby je opowiedzieć. I to było na tyle, szanowny Marassonie.


Podziel się

komentarze (114) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 099 884  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2099884
Wpisy
  • liczba: 227

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Wiadomości