Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 116 540 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

LIGA MISTRZÓW TO WIELKA ŚCIEMA

poniedziałek, 26 maja 2014 9:23

 

   Moi drodzy. Pozwólcie mi wyrazić mą prywatną opinię na temat cyklicznej masowej imprezy, zwanej Ligą Mistrzów. Otóż w zeszłą sobotę, po po obejrzeniu finałowego meczu pomiędzy Realem Madryd a również madryckim Atletico, przeżyłem coś w rodzaju katharsis. Podjąłem też brzemienną w skutki decyzję: mam absolutnie dość oglądania oszukańczego gówna, zwanego Ligą Mistrzów, która tak naprawdę powinna nosić nazwę Ligi Cynicznych, Obłudnych, Bajecznie Bogatych Cwaniaczków. Spójrzmy na fakty. Real wygrywa Puchar Europy po raz dziesiąty, podczas gdy Atletico przegrywa finał po raz drugi w ciągu 40 lat. Real ma budżet wysokości 500 milionów euro, Atletico mniej więcej 5 razy mniejszy. W szeregach Realu gra co najmniej sześciu przedstawicieli drużyn narodowych, którzy na swoich pozycjach są najlepsi na świecie, a w klubach zarabiają po kilkanaście milionów euro rocznie. W Atletico – żaden. Siłą drużyny Atletico jest drużynowość, waleczność, ale – u licha – taką postawą nie załatasz dziur na ławce rezerwowych. Real i Bayern mogą wystawić drugie jedenastki z zawodników, którzy grzeją ławę.

 

   Taka rywalizacja jest z gruntu rzeczy niesprawiedliwa, bardziej przypominając rzymskie igrzyska niż konfrontację w szlachetnym duchu sportu i uczciwego układu sił. Wyobraźmy sobie, że walczymy z przedrzydle bogatym właścicielem gladiatora w ramach Ligi Gladiatorów. Nasz zawodnik to żylasty, zdeterminowany pieszy biedak z nożem. Jego przeciwnikiem jest przepłacony, świetnie odżywiony i wyszkolony krezus na koniu – na  dodatek z kopią, maczugą, nunczaku i maczetą... Wszyscy ekscytują się, kto wygra. Kto? No bez jaj – wygra bogatszy. Kto wygrywał Ligę Mistrzów w ostatnich latach? Real, Bayern, Barcelona, Manchester United, AC Milan, Chelsea, Inter Mediolan, Liverpool. Z rzadka zdarzało się, że najwyższe laury przypadkiem zdobywały drużyny w rodzaju Porto czy Crveny Zvezdy Belgrad. Mówi się wtedy, że to jest właśnie w futbolu najpiękniejsze. Że Dawid może wklepać Goliatowi. Ale na miłość boską, to nie są czasy biblijne! Może za kolejne 50 lat dzielne Atletico wróci do finału i zdobędzie upragniony tytuł. Ale powiedzcie fanom Osasuny, Hoffenheim czy Jagiellonii, że mają szansę wystapienia w finale LM. Ha, ha. Niedoczekanie. Nie dla psa kielbasa!

 

   Wniosek:  przestaję oglądać LM, bo to jawna kpina z widzów, którzy wierzą w swoje drużyny, angażują się i przeżywają. Pierdolę taki układ - szkoda mi czasu na to chore, nieuczciwe, kapitalistyczne gówno. Równe szanse bywają w NBA, gdzie istnieje salary cap i wybór w drafcie dla najsłabszych drużyn. Zdarzają się w boksie, gdzie mimo korupcji i sędziowskich oszustw może się zdarzyć, że „underdog“ Fonfara zdetronizuje mistrza świata Stevensona, bo będzie miał lepszy dzień. W świecie LM takie niespodzianki się nie zdarzają, bo poprzeczka jest ustawiona wyjątkowo wysoko: to impreza dla najbogatszych klubów z najdłuższą ławą rezerwowych. FIFA i UEFA to organizacje, która powinna mieć wpisana w swój statut: „robimy wała z ludzi, żeby z nich zedrzeć kasę“. Ze mnie mnie już nie zedrzecie, obłudni frajerzy. Wypisuję się z waszej ligi – szkoda mi na to czasu i zdrowia.

 

 


Podziel się

komentarze (80) | dodaj komentarz

MAŁY APDEJT

wtorek, 15 kwietnia 2014 10:13

 

   Jestem, jestem. Nie zamierzam Was perfidnie opuszczać, dlatego wracam do was jak trójmiejski bumerang, jak zły szeląg, ja – Wasz wierny, nieudaczny Batman,  pseudo-heros polskiej alternatywy.  Co się ze mną działo? Ano, musiałem się trochę zresetować po półrocznym pobycie w Warszawie. Pewnie pamiętacie, że w grudniu wraz z rodziną wróciłem do Trójmiejsca. Zamieszkaliśmy w Oliwie, w pięknym mieszkaniu kamienicy, graniczącej z Domem Zarazy, które to mieszkanie postanowiliśmy jednakowoż opuścić dla komfortu domku jednorodzinnego we Wrzeszczu. Zajebiście się mieszka w Oliwie, będzie mi jej naprawdę brak. Park Oliwski kilkanaście metrów od naszej klatki, wypasione sklepiki warzywne, przybytek rybny, domowy bar mleczny, trzy poczciwe restauracje (meksykańska, amerykańska oraz bar sushi)… Festiwal pysznego, wiejskiego żarła, którym co drugi piątek handlują  w świetlicy lokalnego domu kultury (widzę go z okien, wychodzących na podwórze)… Ba, jest tu nawet szanujący się krawiec, który produkuje gajery na miarę. A jednak zdradzamy Oliwę dla Wrzeszcza. Wielki Wrzeszcz – forever! Dla mnie ta przeprowadzka następuje ciut za wcześnie - lubię wyssać całą esencję z miejsca, w którym mieszkam. Zobaczyć, jak wygląda zimą, wiosną, jesienią i latem, poczuć jego charakterystyczny spleen. Ale nadarzyła się okazja ze sporym metrażem, więc trudno. Ale nie mówię, „Żegnaj, Oliwo“. Mówię: „Oliwo, do widzenia“.

 

   Co poza tym? Kupiłem rower, wróciłem też do treningów karate z moim ulubionym trenerem Józkiem. Józek i jego sekcja old-boyów - forever (sorry, Marzenka)! Pewnie już wiecie, że legendarny film „Polskie Gówno“ trafił do postprodukcji. Co to oznacza? Oznacza to mniej więcej tyle, że grupa specjalistów pracuje nad oczyszczeniem i korekcją dżwięku, a grupa muzyczna pod moim wezwaniem kończy pracę nad soundtrackiem. Gdy obydwie grupy uznają, iż uzyskały finalny efekt, całość zostanie zmiksowana w studiu filmowym, po czym nasz musical zostanie oddany do korekcji barwnej. Film będzie gotowy do prezentacji we wrześniu 2014 i jest to termin wiążący oraz ostateczny. W międzyczasie razem z zespołem Tranzystory otrzymaliśmy zacną propozycję, żeby nagrać płytę z coverami naszych ulubionych artystów. Wybraliśmy Presley’a, Berry’ego, Dylana, Stonesów, Beatesów, Zappę. Doorsów, Marley’a, Bowie’ego, Clashów, Joy Division, Nirvanę, Popa i QOTSA. Zaprosiliśmy też szanownych gości: Wojtka Waglewskiego, Kasię Nosowską i Natalię Przybysz. Zrobiliśmy sobie miesięczną przerwę w pracy nad „PG“, żeby trochę ochłonęły nasze rozpalone głowy. I jest bombowo, bo wybraliśmy same zajebiste numery - aż się sama morda śmieje! Mamy mało czasu: musimy oddać materiał do 15 maja. Zaraz po zmiksowaniu płyty z „tributami“ wracamy do naszych gównianych piosenek – trzeba jeszcze dograć dęciaki, część partii klawiszowych i wokale. Reasumując, roboty po pachy, ale nie będę narzekał –  zaczęła się wiosna i wreszcie coś się dzieje!


Podziel się

komentarze (77) | dodaj komentarz

MÓJ TED-IKSOWY SPICZ

poniedziałek, 07 kwietnia 2014 9:20

 

   Szanowni Państwo! Nazywam się Tymon Tymański. Bywam muzykiem, kompozytorem, tekściarzem, felietonistą, scenarzystą i aktorem. Urodziłem się i wychowałem w Trójmieście, i pomimo oczywistych flirtów i związków z Warszawą, przeżyłem tu całkiem udane 45 lat. W przyszłym roku będę obchodził okrągłe 30-lecie działalności scenicznej. Kiedy uznałem, iż przeszedłem na zawodowstwo? Powiedzmy, że w pażdzierniku 1985, kiedy wraz z moją pierwszą kapelą zarobiłem za koncert w szczecińskim klubie. Co prawda przez następne pięć lat nie było już tak różowo, ale rocznica to rocznica, a hasło „3 dekady w branży“ - sami musicie przyznać - brzmi dość imponująco. 

 

   Mógłbym sporo mówić o mojej artystycznej pasji. O tym, jak śmiało i bezczelnie realizuję swoje marzenia, otrzymawszy w prezencie od sprzyjących gwiazd dość przeciętny talent. Oczywiście doza śmiałości, bezczelności oraz marzycielstwa zawsze się przydaje. W 1992 roku wraz z zespołem Miłość zajęliśmy drugie miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Jazz Juniors w Krakowie. Nasza nagroda implikowała skromne pół godziny nagrań w studiu Polskiego Radia Szczecin. Pamiętam, co na wejściu powiedziałem realizatorowi: „Jesteśmy zajebistym zespołem i przyjechaliśmy tutaj, żeby nagrać godzinną płytę. Mamy nadzieję, że macie tyle wolnej taśmy“. I tak dalej, i tak dalej. A jednak nie tkwię tu przed Wami po to, żeby się  puszyć i prężyć. Chcę natomiast zainspirować Was pewnym pomysłem. Chciałbym, żebyście przez chwilę pochylili się nad potencjałem Trójmiasta: młodymi, zdolnymi ludźmi, którzy potrzebują życiowej szansy, żeby spełniać się równie śmiało, jak ja.

 

   Jednym z najważniejszych słów naszego społecznego współistnienia jest słowo „równowaga“ – kluczowe hasło buddyzmu i taoizmu. Równowaga to dbałość o siebie i innych - naszych bliskich, naszych przyjaciół. Dzieci naszych przyjaciół. Wszystkie dzieci, które potrzebują pomocy. Równowaga to mądry wybór ścieżki pomiędzy zdrowym egoizmem a szlachetnym altruizmem. Ścieżki, która pozwala nam kochać siebie samych, ale też rozumieć, akceptować i działać dla dobra naszych życiowych partnerów, naszych znajomych, wreszcie nieznajomych. Pragniemy dobra naszego i naszych bliskich, ale powinniśmy równie intensywnie  życzyć dobra i szczęścia innym. To trochę trudne, a jednak jakże inspirujące.

 

  Nasze Trójmiasto zawsze było wyjątkowo kreatywnym miejscem. To tutaj w latach 50. triumfy święcił legendarny teatrzyk Bim-Bom ze Zbyszkiem Cybulskim i Bogumiłem Kobielą, to tutaj organizowano pierwszy DKF oraz ogólnopolski festiwal jazzowy.  W latac 60. w gdańskim Żaku debiutował zespół Niebiesko-Czarni z Czesławem Niemenem, Wojciechem Kordą i Adą Rusowicz, zaś w sopockim Non Stopie zainagurowały działalność Czerwone Gitary. Lata 80. kojarzą się fanom muzyki z aktywnością Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej, zaś 90. - z muzyką sceny yassowej. Do dzisiaj Trójmiasto pozostaje zagłębiem intrygująco brzmiących młodzieżowych kapel, wylęgarnią malarzy, fotografików i poetów. A jednak zdolną młodzież trudno spotkać w trójmiejskich klubach. Zmieniły się czasy: komercja po raz kolejny wygnała młodocianych buntowników do piwnic i garaży.

 

   Marzy mi się miejsce, które będzie promowało sztukę tych zdolnych, młodych ludzi. Współczesny, odpowiednio wyposażony, społeczny, interaktywny ośrodek kultury, który wygeneruje coś w rodzaju Akademii Młodych Talentów. Marzy mi stworzenie infrastruktury, która zaoferuje młodzieży szansę nauki i rozwoju u samego źrodła. Taki ośrodek to idealne miejsce dla społecznego studia, w którym zespoły bedą mogły nauczyć się realizacji nagrań. Akademia mogłaby prowadzić warsztaty dla początkujących kompozytorów i autorów tekstów, muzycznych producentów i realizatorów, dla poetów, pisarzy, filmowców, ludzi zainteresowanych współczesnym tańcem -  wszelkich "bezprizornych", nie objętych opieką państwowych instytucji. Akademia organizowałaby koncerty, festiwale, konkursy, slamy poetyckie, panele dyskusyjne. Jestem przekonany, iż uznani trójmiejscy artyści chętnie wspomogliby taką społeczną inicjatywę. Wielu z nas ma spore doświadczenie walki i przetrwania w okopach życia - w czasach, kiedy sztuka, kultura i alternatywa stają się topniejącą wysepką na oceanie galopującej komercji, tandety i chłamu. Niejeden z nas zaczynał w taki sam sposób i z przyjemnością podzieli się swoją wiedzą - z czystej potrzeby ducha i serca. 

 

  Drodzy Państwo! Żyjemy w świecie, w którym niemal za wszystko trzeba płacić. Płacimy za mieszkanie, jedzenie, naukę,  profesjonalną konsultację. Jeszcze niedawno żyliśmy w wielkim, komunistycznym Matriksie, dziś znaleźliśmy się po drugiej stronie medalu - pośrodku Matriksu bezwględnego kapitalizmu. Współczesny Babilon nie ustaje w  wysyłaniu nam dobitnego, brutalnego, ale też i fałszywego sygnału – „no money, no honey“. „Jeśli nie masz pieniędzy i kontaktów, nie zrobisz kariery“. „Bez kasy jesteś nikim, możesz tylko kraść oprogramowanie i muzykę z sieci“. A przecież to jawne kłamstwo. Jest wiele rzeczy, które nic nie kosztują. Miłość. Przyjaźń. Idee. Wsparcie. Inspiracja. Są szlachetne cele, które wymagają społecznej synergii. Są działania, mogące pomóc zmienić rzeczywistość, która wielu młodym, zdolnym artystom może się jawić jako rzeczony Matriks, bezduszna pralnia pieniędzy. Kochani - pomyślmy o organizacji społecznego ośrodka kultury z jego Akademią Młodych Talentów jako o sposobie podnoszenia kwalifikacji, jako o szansie, którą nasze miasto może zaoferować uzdolnionej, trójmiejskiej młodzieży.

 


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 287 366  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2287366
Wpisy
  • liczba: 228

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl