Bloog Wirtualna Polska
Są 1 145 964 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"POLSKIE GÓWNO" - JESZCZE 15 DNI!

czwartek, 22 stycznia 2015 16:03

 

   Drodzy Państwo! Do ogólnopolskiej kinowej premiery naszego musicalu zostało już tylko 15 dni. Na ponad tydzień  musiałem zniknąć, żeby zająć się dogrywaniem dźwięków do podwójnego albumu-soundtracku (jak zwykle postanowiliśmy nieco upiększyć oraz udoskonalić filmowe piosenki,  żeby płyta stanowiła wartość samą w sobie). Jesteśmy właśnie na etapie nagrywania ostatnich partii wokalnych, po czym zabieramy się za miksy. Dzisiaj swoją drugą piosenkę zaśpiewa Sonia Bohosiewicz (szlagier pt. „Brodacz“ o hipsterze z Placu Zbawiciela), natomiast w sobotę w rolę filmowego gwiazdora Seana Mrówki wcieli się Robert Janowski, który wykona hity supergrupy Zoltar pt. „Nie mam mózgu (Bo mi się nie opłaca)“ oraz „Królowie gówna“. W przyszłym tygodniu swoje dwie piosenki dośpiewa instrumentalno-wokalna grupa The Fruitcakes (numery pt. „Cukier, ciastka, miłość“ oraz „Prawdziwy facet rucha raz“), natomiast Wojtek Mazolewski podłoży swój głos w utworze pt. „Lato będzie cudnie upojne“… Wtedy do akcji wkroczy Tranzystor Marcin Gałązka, który nagra chórki swoich podopiecznych: zespołu wokalnego pięknych, młodych kobiet pod doraźną nazwą „The Stolp Girls“ (Słupszczanki“). Nawiasem mówiąc, dziewczęta śpiewają pięknie jak niegdysiejsze Alibabki.

 

   Płyta ukaże się na początku marca – dokładnie wtedy, kiedy ludzie wyjdą z kin i zaczną się o nią głośno dopytywać. Już w połowie przyszłego tygodnia zasiądziemy do miksów w dwóch podgrupach. Pierwszą płytę, zatytułowaną „Fiołki w Neapolu“ i firmowaną przez grupę Tranzystory, zmiksujemy wspólnie razem z Marcinem G. Na płycie znajdzie się 18 utworów: 13 numerów zespołu, dwa numery Stana Gudeyko (Robert Brylewski), dwie piosenki Czesława Skandala (Grzegorz Halama) oraz piosenka ojca, Henryka Bydgoszcza (Marian Dziędziel). Drugą płytkę, frywolnie nazwaną „Królowie gówna“, zmiksuje nasz ulubiony producent Piotr Pawlak (eks-Kury, eks-Łossskot, Kaszebe). Znajdzie się na niej 14 piosenek, wykonanych m. in. przez filmowe zespoły Zoltar, B. Sex, Astroswing, Księgowi, Lucy Fur oraz płk Kalitę & Zryte Berety. Razem – 32 piosenki w duchu starego, dobrego „P.O.L.O.V.I.R.U.S.a“. Rozumiem, że dobra muzyka jest sztuką bardzo wymagającą, stanowiącą amalgamat  akustyki, psychoakustyki, matematyki, metafizyki i kosmicznej abstrakcji. Dlatego przestałem marzyć o masach i skupiłem się na sobie oraz elicie otwartogłowych. Reasumując: z przekonaniem polecam tę płytę tym wszystkim, którzy słuchają dobrej muzyki (czyli jakimś pięciu tysiącom inteligentnych, atentywnych ludzi). Nawet jeśli jej nie kupicie, ostrzegam – ta muzyka będzie Was ścigać i dręczyć.


Podziel się

komentarze (64) | dodaj komentarz

"POLSKIE GÓWNO" - JESZCZE 25 DNI!

wtorek, 13 stycznia 2015 0:51

 

   Jest wrzesień 2007 roku. Razem z reżyserem Grzesiem Jankowskim, pisarzem i poetą Jackiem Dehnelem, dziennikarzem i producentem Maćkiem Chmielem oraz całą ekipą „Łossskotu“, telewizyjnego programu kulturalno-informacyjnego, kręcimy scenę w jakichś pseudo-szuwarach stawu na tyłach ulicy Bernardyńskiej. W Warszawie, ma się rozumieć. W rzeczonym odcinku jesteśmy detektywami i szukamy właśnie śladów zbrodni. W pewnym momencie nie daję rady i uderzam w swoje zwyczajowe solilokwium: „Panowie, wszystko fajnie, ale wiecie, że za parę lat naszego programu nikt nie będzie pamiętał. A skoro mamy na planie prawdziwych reżysera, pisarza, kompozytora, producenta oraz ekipę filmową z krwi i kości (oczywiście komplementowałem z czystego wyrachowania J), czemu nie mielibyśmy zrobić prawdziwego filmu?“. Zero odzewu, cisza, każdy dłubie swoje. Ciągnę więc dalej, sącząc swój złośliwy jad (ale przecie w szlachetnym, kreatywnym celu – żeby zmobilizować ludzi do działania poza systemem): „Na chuja ten cały program. Publicystyka jest jak gazety – żółknie w try miga. A sztuka, panowie – sztuka jest ponadczasowa. Jeśli zrobimy dobry obrazek, zostanie po nas jeszcze 50 lat‘. Wreszcie odzywa się Maciek Chmiel. Ma marsową minę a la mój starszy braciak, na czole robi mu się charakterystyczna bruzda implikująca pełnię dezaprobaty: „Tymonie. Przestań pierdolić i zabierz się do roboty. Zostałeś tu wynajęty jako dziennikarz, więc pilnie skup się na swoim zadaniu“. Już chcę mu odszczekać, że jest głupi, ograniczony, zniewolony racjonalizmem i materią, że starzeje się i dziwnie pachnie (gdy już na siebie jechaliśmy, robiliśmy to z wdziękiem wczesnego Eminema), kiedy w słowo wchodzi mi Grzesiek Jankowski: „Jaki film? Masz jakiś pomysł? Ja na to, że oczywiście mam, że wykoncypowałem dziesięć scenariuszowych pomysłów, ale ostatnio dręczy mnie temat mockumentary o koncertowej trasie zespołu Tranzystory z małego miasteczka pod Gdańskiem, którego menadżer, Czeslaw Skandal, jest człowiekiem zupełnie z innego świata… Tranzystory są nieudacznikami, ale po swojemu walczą z Babilonem, natomiast Skandal, babiarz i nałogowy hazardzista, notorycznie przepierdala ich kasę. Do tego mamy tło, w którym portretujemy równie nieudaczny polski szołbiz, pełen pretensjonalnych celebrytów, robimy pastisze ich klipów, no i to jest mniej więcej tyle… Na razie. Grzesiek słucha z uwagą, paląc papierosa za papierosem, i gdy kończę, mówi z poważną miną; „To dobry pomysł, ale to musiałby być musical“. Co, takiego, do jasnej ciasnej?... Gdy wypowiedział słowo „musical“, ugięły się pode mną kolana. „No co ty, Grzesiu? Pogięło cię? Kto w Polsce robi musicale?“. „Nikt. Dlatego właśnie my go zróbmy“. Byłem trochę zniesmaczony, a na dodatek zaczął na nas krzyczeć Chmielu, wyzywając od leserów i polskich robotników, których ulubionym hobby jest celebracja fajrantu. Zamknęliśmy japy i wróciliśmy do pracy.

 

   Przez trzy dni weekendu myśłałem o tej naszej rozmowie. Tak już bywa, że w muzyce i filmie potrzebujesz partnera, potrzebujesz tej bratniej duszy, która okaże się dla ciebie lustrem, lustrem totalnie zniekształcającym twój obraz siebie i świata – jak w wesołym miasteczku. Bo przecież zwykłe lustro to cichy pochlebca. Mamy cały system wewnętrznych tłumaczeń i gratyfikacji, więc lustro jest tylko potwierdzeniem naszego ego. A drugi człowiek inne myślenie, to zderzenie z inną galaktyką.  To zaproszenie do portalu, do czasoprzestrzennej przygody „trzeciego umysłu“ (używając trafnego sformułowania Burroughsa“). Grzesiek jest zodiakalną Wagą, tak jak ja, i podobnie jak ja miewa momenty, kiedy zaperza się i nie chce wysłuchać innej racji, ale potem zwycięża w nim potrzeba harmonii, sprawiedliwości, konsultatywności. Potrzebowałem kogoś takiego do teamu – kogoś, kto będzie ambitny, pracowity, będzie dysponował emocjonalną inteligencją, dystansem oraz poczuciem humoru. Szczerze mówiąc, dobraliśmy się w korcu maku.

 

   W poniedziałek wrócilem na plan „Łossskotu“ i gdy tylko wpadłem na Grzesia, powiedziałem mu: „Stary, masz absolutną rację. Ale zróbmy to dwojako – przełamując mockument musicalem“. „Jasne“, odparł Grzesiek. „Też nie myślałem o klasycznym musicalu, bo byśmy się przecież zrzygali z nudów“. Kilka tygodni później zacząłem na wariata opisywać tę swoją historię. Nie za bardzo miałem pojęcie, jak – przecież nigdy nie uczyłem się pisania scenariuszy filmowych – ale przynajmniej wiedziałem, jak to wygląda od środka. Co przydarzyło się nam samym, Tranzystorom, oraz grupie moich mainstreamowych i alternatywnych kumpli. Co kilka tygodni przynosiłem nowe wypociny Grzesiowi, który dokładał jakieś swoje trzy grosze. I tak prowadził ślepy kulawego, czy może odwrotnie. Przynajmniej do momentu, kiedy nie pojawił się wujek Smarzol. Ale zawsze trzeba jakoś zacząć i za to dziś wypijmy! Za tych, którzy nie boją się zaczynać na każdym etapie życia, zamiast grzecznie przykulać się z pracy do domu, pstrykać telewizor i grzać sobie parówki… Bo kto ryzykuje, ten zawsze ma szansę odmienić swój los, a nawet fuksem wpierdolić Tysonowi. A kto tego nie spróbuje, zostanie widzem w kinie!... Co jest przecież też potrzebne. Więc pierwszy toast za filmowych debiutantów, a drugi – za ich fanów!


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

"POLSKIE GÓWNO" - JESZCZE 26 DNI!

niedziela, 11 stycznia 2015 13:47

 

   Czy chcecie wiedzieć, jak wymyśliłem Jerzego Bydgoszcza? Będąc w trasie i zatrzymując sie na żarcie, oglądaliśmy jakieś Opole czy inne badziewie. Słuchaliśmy tej strasznej muzyki, torturującej wszystkie zmysły. Już dawno temu wraz z Robertem Brylewskim, filmowym Stanem Gudeyko (znakomita rola Robiego, który niejako „ukradł show“ mnie i Grzesiowi Halamie), wymyśliliśmy kary za „przecwelenie“ tekstu piosenki rockowej. Tekst „przecwelony‘ to tekst nieszczery, niepłynący z serca, jeno z głupoty i cwanego wyrachowania. Jeden z niewielu prawdziwie rokendrolowych zespołów w tym kraju, stary Oddział Zamknięty z Krzyśkiem Jaryczewskim (bo w moim mniemaniu kapele typu Perfect, Lady Pank, Feel czy nawet  Strachy na Lachy, owszem, mają w naszym kraju status zespołów rokendrolowych, ale w istocie rzeczy rzępolą smętno pseudo- czy agrorocka, będąc przykładem degeneracji gatunku), wykonywał numery, których teksty niekiedy trąciły subtelną grafomanią. Cóż z tego, kiedy wierzyło się tym piosenkom. Było w nich coś autentycznego, wiarygodnego, coś specjalnego, co poruszało serce. Nasze kary za „przecwelenie“ tekstu były oczywiście symboliczne. Najlżejszą karą była „muka“ tudzież „parolek“ w czoło delikwenta, najcięższą – bejsbol delikatnie wsunięty w pupę, przy wydatnej pomocy Sudocremu… Plus szereg nieprzyjemnych, pomniejszych sankcji, których większości nie pamiętam. Zdaje się, że jedną z nich było zakucie w dyby i zamknięcie na całą noc w piwnicy z rokręconym na maksa boomboxem, z którego leciała płyta „Nowy rozdział“ grupy Kombi…

 

   Czasem, kiedy włącza mi się rubaszna krytyka innych, jadę bez oporu i do rozpuku, ku uciesze moich kolegów z zespołu. Oczywiście lekki katzenjammer sprzyjał tej złośliwej kreatywności. Naraz wśród wykonawców pojawił się Bogu ducha winny Jerzy Grunwald, któremu niechcąco dostało się za całą podłość szołbizu. „Jak można wymyślić sobie takie pseudo“, parsknąłem sarkastycznie. „Co by było, gdybym postanowił nazwać się Jerzy Bydgoszcz?“. Nie wiadomo czemu, nowe pseudo okazało się zaraźliwe i nie chciało się od nas odczepić… Dosłownie kilka kaców póżniej Jerzy Bydgoszcz, dotąd cierpiący na scenariuszową samotność (nie wspominając bolesnego bejsbola w dupie), dostał kompana do pary – niejakiego Czesława Skandala. Czesław miał być menadżerem-oszustem, komornikiem, korpulentnym pyknikiem, człowiekiem z innej galaktyki rodem… Zatem mieliśmy już dwóch głównych bohaterów dramatu. Pozostało poczekać na wenę i napisać im parę piosenek, może jakąś głupawą scenkę czy skecz. Potem dodać Bydgoszczowi i Skandalowi kilku kumpli… I koniecznie jakieś mainstreamowe zespoły, który Bydgoszcz szczerze nienawidzi. I tak to się zaczęło, takie były te miłe złego początki.

 


Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 451 105  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2451105
Wpisy
  • liczba: 235

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl