Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 200 470 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

TRZY MYŚLI NA TEMAT EURO

wtorek, 12 lipca 2016 1:41

 

   Moiściewy! Postanowiłem podzielić się z Wami kilkoma refleksjami na temat mistrzostw Europy, który skończyły się niedzielnym zwycięstwem Portugalii. Zastanawiałem się chwilę, czy pisać, czy nie pisać, ale mam na ten temat parę intensywnych przemyśleń, które nie chcą mnie opuścić, są najzupełniej prywatne i bynajmniej nie roszczą sobie pretensji do bycia prawdą objawioną i ostateczną. Myśli są głównie trzy, z kilkoma podpunktami. Oto i one.

 

   Myśl pierwsza. Coraz bardziej nudzi mnie futbol. Wiem, że część z Was zaraz na mnie naskoczy, ale pal to licho. Oglądam te nudy na pudy z przyzwyczajenia i tyle. Pierwsze mistrzostwa świata pamiętam jak przez mgłę – miałem sześć lat i zdaje się, że oglądaliśmy mecz Polska – Haiti. 1974 rok, siedem bramek reprezentacji Polski, w tym piękny gol Gorgonia z ponad 30 metrów. 1978 rok pamiętam już dobrze. Wszyscy byli rozczarowani, że zajęliśmy tylko 5-8 miejsce, ale przecież nie graliśmy źle. Mówi się o tym, że Gmoch był za ambitny, że reprezentacja była podzielona na starych i młodych, czego efektem było spięcie między Deyną a Bońkiem przed feralnym karnym w meczu z Argentyną. Pamiętam też, że mieliśmy spory potencjał na ławce rezerwowych (czego nie można powiedzieć o teraźniejszej drużynie Nawałki). Cztery lata później była Hiszpania i drugi w historii brązowy medal dla Polski. Te mistrzostwa pamiętam już doskonale: miałem wtedy 14 lat i rozgrywałem wszystkie mecze powtórnie... kapslami. Potyczki z Peru (5:1), Belgią (3:0) i ZSRR (0:0) oraz zwycięstwo w meczu o 3. miejsce przeciwko Francji – to było coś! Ostatnie podrygi polskiej świetności to lata 1986 oraz pamiętny 1992 – srebny medal chłopaków Wójcika na igrzyskach w Barcelonie. I potem długo, długo nic. Bezhołowie, bezrybie, totalna posucha. Aż do czasu kadry Nawałki, który zrobił z naszą kadrą parę dobrych i mądrych ruchów, zanim - tradycyjnie - poległ. Bo taka jest właśnie polska tradycja: huczne śpiewanie peanów na cześć pięknej, polskiej śmierci, po której zostaje poetycki mit.

 

   No i git. Zaraz wrócimy do tej pięknej polskiej śmierci, ale czemu nudzi mnie futbol? Bo stał się kunktatorski i wyrachowany. Bo mam dość wyników typu 1:0 i 1:1, wiecznych dogrywek i karnych. Bo futbolowa władza jest niezmienna i niereformowalna jak kościól katolicki. Ba, nawet gorzej – bo kościól ma swojego zapewne oświeconego papieża Franciszka, A piłka nożna ma Blattera, Platiniego, ciągle machloje i kłopot z Katarem (katarem?). Sędziego, który jest w stanie wypaczyć wynik kążdego meczu, skoro rywalizacja jest tak wyrównana i decydują detale. Wypaczyć wynik z powodu ludzkiego błędu, stronniczości, niegodziwości i chuj wie czego jeszcze. I w związku z tym 50 tysięcy ludzi na stadionie oraz kilkaset milionów przed telewizorami ma prawo czuć się wyruchanymi, odartymi z wiary, marzeń i cennego czasu. Dlatego coraz bardziej wolę NBA, gdzie może i hula kosmiczny doping, ale mamy a) salary cap, które ucina temat zakupów ponad stan; b) pierwsze numery w drafcie dla ligowych słabeuszy: c) podgląd wideo, który rozstrzyga większość punktów spornych; d) setki punktów, których zdobywanie ogląda aię z niekłamaną przyjemnością. Weźmy sobie choćby kapitalną, niezapomnianą rywalizację Cleveland z Warriorsami z czerwca tegoż roku: po sześciu meczach był remis w małych punktach, a ostatnią potyczkę Cleveland z genialnymi LeBronem i Irvingiem wygrało w ostatnich dwóch minutach, czterema punktami! Do tego mamy cały ten amerykański festyn, pieprzone wesołe miasteczko: Flea z Red Hotów grający hymn na basie, ponętne cheerleaderki wszystkich ras, jacyś cyrkowcy, tańczące tłuściochy, armie perkusistów, konkursy min, buziaków, wsadów itd. To się ogląda! A tu, na naszym jałowym piłkarskim gruncie – smętne, wymęczone, wyduszone 1:1. Dogrywki, karne i błędy sędziowskie. I wkurwiony tłum, i wynikająca z tego nieutulonego wkurwienia wieczna wojna futbolowa. No ok, akurat w przypadku minionego Euro sędziowanie nie było najgorsze, ale przypomnijmy sobie choćby brazylijski mundial sprzed dwóch lat! Masakra.

 

   Myśl druga. Nie będę się bardzo czepiać trenera Nawałki, bo po Smudzie i całej reszcie nierozgarniętych nieszczęśników to jest ktoś. Facet ma klasę i się nie obija. Kibicowałem mu od początku i kibicuję mu dalej, chociaż parę błędów zdarzyło mu się popełnić i na pewno o tym wie, bo to mądry jegomość. Nie będę udawał trenera, ten jest optymalny i najlepszy, ale pozwolicie, że napiszę kilka uwag, które nasuwają mi się w związku z występem Polaków na mistrzostwach. Primo. Było naprawdę nieźle i całkiem blisko półfinalu, ale koniec końców nie wyszło. I teraz nie róbmy wiochy i nie odtrąbiajmy wielkiego sukcesu, jakim dla 38-mio milionowej Polski, uważającej piłkę nożną za sport narodowy, jest zakwalikowanie się do ćwierćfinału Euro w najłatwiejszym tegoż Euro wydaniu. Niemcy zwiesiliby głowę i powiedzieliby, że to bolesna porażka, To samo powiedziałoby trzy czwarte ekspertów i fanów Portugalii, Anglii czy choćby Rosji. Owszem, ich akcje stoją trochę wyżej niż, nasze, ale... Porównajmy osiągnięcia: podczas mundialu piłkarze Portugalii tylko raz stanęli na najniższym podium, w Europie byli pierwsi i raz drudzy. Anglicy? Raz wygrali mundial i tyle: w 1966, u siebie i po oszukańczym golu w finale. Rosja? Była mistrzem Europy w dziwnych mistrzostwach z 1960 roku, była też dwa razy trzecia. Ale w klasyfikacji medali i zwycięstw w mistrzostwach świata to my zajmujemy odpowiednio 13 i 15 miejsce: owszem, za Anglią, ale wyprzedzając zarówno Rosję, jak i Portugalię. To oczywiście dzięki naszym dwóm brązowym medalom z 1974 i 1978 roku. Są jeszcze trzy polskie medale olimpijskie – jeden złoty i dwa srebrny. Sami widzicie, że kozie-śmy z dupy nie wypadli!.. Półfinał mistrzostw Europy mógł zdarzyć się teraz, ale nie zdarzył się z powodu braku ułańskiej fantazji. Zatem – reasumując - rzeczony ćwierćfinał nie jest dla nas porażką, ale nie jest też żadnym sukcesem. Nasi piłkarze grają w czołowych klubach Europy – Bayernie, Borussii. Sevilli, Romie itd. - i wyjście z grupy, przy ciężkiej kasie, jaką zarabiają, przy ekspozycji, promocji i ludzkim wsparciu, jakie otrzymują, było wręcz profesjonalnym obowiązkiem. Secundo. Czytałem jakiś wywiad z Lewandowskim, który po meczu ze Szwajcarią powiedział, że błędem było granie do tyłu po strzelonej Szwajcarom bramce. Że na takich turniejach trzeba iść po swoje i starać się strzelić drugą bramkę, żeby dobić przeciwnika. Na pewno tak myśleli i grali Walijczycy, którzy pięknie wykończyli przemądrzałych i butnych Belgów. Może tak myślał sam Lewy, może tak myślała reszta jego zespołu, ale czy tak myślał Nawałka? Chyba nie, skoro po bramce ultra-szybko strzelonej Portugalii Polacy zagrali taki sam schemat, który nie sprawdził się w meczu z Szwajcarią. Jak można próbować dowieźć do końca meczu wynik 1:0 z drugiej minuty gry? I czemu Polacy nie atakowali w dogrywce? Bo już nie mieli sił. A czemu nie mieli sił? Bo trener Nawałka miał ograniczone zaufanie do ławki rezerwowych. Ale jeśli miał ograniczone zaufanie do ławki, jeśłi ufał tylko małoletniemu Kapustce, topornemu Jodłowcowi i (w ograniczonym stopniu) Peszce, naszemu aktualnie gdańskiemu jeźdźcowi bez głowy, to po kiego grzyba brał na mistrzostwa dziewięciu dodatkowych graczy, którzy nawet nie powąchali murawy? Ja rozumiem, że odpadli mocni Wszołek i Rybus, ale... Czy na przykład taki Mila w meczu z Portugalią, wchodząc z ławki w dogrywce, nie zrobiłby róźnicy w grze do przodu, skoro trener zawiódł się na Zielińskim? I tertio, ostatni mini-zarzut. Prezes Boniek powiedział gdzieś, że temu zespołowi przydałby się jakiś odpał, jakieś szaleństwo. Miał rację – on sam zaszalał w meczu z Belgią z 1982 roku, w którym to meczu pierdyknął trzy śliczne bramki. W minionym Euro nie zaszalał nikt – a mógl choćby trener Nawałka, zmieniając podczas wykonywania karnych Fabiańskiego (który nie wybronił żadnej jedenastki w meczu ze Szwajcarią... Łukasz, to nie jest zresztą żaden zarzut do Ciebie; taki Oblak z Atletico nawet nie próbował się rzucać w finale Ligi Mistrzów z Realem) na pozytywnego wariata Boruca. Jakby Boruc niczego nie wybronił, przecież nikt nie miałby do niego pretensji, bo w karnych nikt nigdy nie ma pretensji do bramkarza. A jakby wybronił, zostałby istnym bohaterem narodowym, a razem z nim pan Nawałka. Niestety, bohaterem narodowym nie został nikt. Polacy przegrali z przeciętną Portugalią, która, owszem, rozkręcała się z meczu na mecz, ale przeciwko Polakom zagrała słabiej niż Niemcy czy Szwajcarzy. I pozostał niedosyt, chociaż faktycznie, możemy się teraz tłumaczyć, że przegraliśmy z przyszłymi mistrzami Europy. I to w karnych.

 

   Myśl trzecia i ostatnia. Kibicowałem Portugalii i cieszę się, że wygrała. Nie jestem fanem Krystyny R., ale doceniam klasę i ciężką pracę tego chłopaka. Było mi bardzo żal Portugalczyków, kiedy przegrali u siebie z dziadowską Grecją 12 lat temu. W półfinale Grecy fuksem pokonali faworyzowanych Czechów, za co ich znielubiłem (mówię oczywiście tylko o ówczesnej reprezentacji). Po ośmiu latach Ronaldo wraz ze swoim zespołem ponownie trafił do finału i znów przytrafił się pech: kontuzja na początku meczu! Od tej pory miałem nadzieję, że Portugalczycy wygrają choćby w kokursie jedenastek. Wygrali w dogrywce i ogółem rzecz ujmując, zagrali naprawdę niezły futbol. Należało im się złoto – może nie za tegoroczny występ, ale za tzw. całokształt. Dla Ronaldo to wspaniałe zwieńczenie kapitalnej kariery – bo ten wyżelowany bubek, ten narcyzik, ten obrażalski aktorzyna piłkarski, jest też przy okazji jednym z najwybitniejszych i najciężej pracujących kopaczy naszych czasów. Szacunek dla Kryśki i jego Portugalii, niech się nacieszą złotem! Fajnie by jeszcze było, żeby Messi dał się uprosić, wrócił do kadry Argentyny i wygrał z nią przyszłe mistrzostwa świata. Ale o to będzie już zdecydowanie trudniej. 


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

HALO, TU PLANETA TYMAŃSKI!

poniedziałek, 31 sierpnia 2015 9:21

 

 Po 14 latach powrócił sygnał, wysłany przez sympatycznych i towarzyskich Terrestian w zimny kosmos. Sygnał wędrował gdzieś na rubieże Wszechświata, do nieskończenie odległej Konstelacji Drewutni, pośród której rozpościerała się niewidzialna z Ziemi galaktyka Świekry z Ciosłą. Niedaleko centrum owej galaktyki, jakieś dwie, trzy planety od małego, złośliwego słońca, po nietypowej orbicie w kształcie ósemki, wirowała głupkowata planeta Tymański - żyjący, oddychający glob, przewidziany przez Stanisława Lema w jego ostatniej, planowanej acz nie napisanej książce pt. "Planetolud". Ta planeta to ja. Znaczy, to chyba ja - kimkolwiek jestem. A zatem ponownie Was witam, drogie istoty ludzkie! Dziękuję Wam bardzo za Waszą słodką pamięć. Parę miesięcy temu rozpadłem się na  miriady elementarnych partykuł - jakichś zagadkowych pionów, meonów, mezonów, meandrów i innych bozonów. Ale oto zlepiłem się na nowo w niedorzeczną całość - z woli, intencji, determinacji, ale też przypadku, wielu przypadków, z obłoków gazu, okruszyn komet i asteroid, kosmicznego pyłu i wszelkiego śmiecia, piany kwantowej, niczym reinkarnacja Plutona - i oto znów jestem. Niby ten sam, ale inny. Niby inny, ale ten sam. Eadem mutata resurgo, jak mawiali legendarni patafizycy... Wkrótce napiszę więcej, bo jeszcze ledwie łapię oddech po tej zadziwiającej reintegracji. Stay in touch... 


Podziel się

komentarze (121) | dodaj komentarz

"POLSKIE GÓWNO" - JESZCZE 15 DNI!

czwartek, 22 stycznia 2015 16:03

 

   Drodzy Państwo! Do ogólnopolskiej kinowej premiery naszego musicalu zostało już tylko 15 dni. Na ponad tydzień  musiałem zniknąć, żeby zająć się dogrywaniem dźwięków do podwójnego albumu-soundtracku (jak zwykle postanowiliśmy nieco upiększyć oraz udoskonalić filmowe piosenki,  żeby płyta stanowiła wartość samą w sobie). Jesteśmy właśnie na etapie nagrywania ostatnich partii wokalnych, po czym zabieramy się za miksy. Dzisiaj swoją drugą piosenkę zaśpiewa Sonia Bohosiewicz (szlagier pt. „Brodacz“ o hipsterze z Placu Zbawiciela), natomiast w sobotę w rolę filmowego gwiazdora Seana Mrówki wcieli się Robert Janowski, który wykona hity supergrupy Zoltar pt. „Nie mam mózgu (Bo mi się nie opłaca)“ oraz „Królowie gówna“. W przyszłym tygodniu swoje dwie piosenki dośpiewa instrumentalno-wokalna grupa The Fruitcakes (numery pt. „Cukier, ciastka, miłość“ oraz „Prawdziwy facet rucha raz“), natomiast Wojtek Mazolewski podłoży swój głos w utworze pt. „Lato będzie cudnie upojne“… Wtedy do akcji wkroczy Tranzystor Marcin Gałązka, który nagra chórki swoich podopiecznych: zespołu wokalnego pięknych, młodych kobiet pod doraźną nazwą „The Stolp Girls“ (Słupszczanki“). Nawiasem mówiąc, dziewczęta śpiewają pięknie jak niegdysiejsze Alibabki.

 

   Płyta ukaże się na początku marca – dokładnie wtedy, kiedy ludzie wyjdą z kin i zaczną się o nią głośno dopytywać. Już w połowie przyszłego tygodnia zasiądziemy do miksów w dwóch podgrupach. Pierwszą płytę, zatytułowaną „Fiołki w Neapolu“ i firmowaną przez grupę Tranzystory, zmiksujemy wspólnie razem z Marcinem G. Na płycie znajdzie się 18 utworów: 13 numerów zespołu, dwa numery Stana Gudeyko (Robert Brylewski), dwie piosenki Czesława Skandala (Grzegorz Halama) oraz piosenka ojca, Henryka Bydgoszcza (Marian Dziędziel). Drugą płytkę, frywolnie nazwaną „Królowie gówna“, zmiksuje nasz ulubiony producent Piotr Pawlak (eks-Kury, eks-Łossskot, Kaszebe). Znajdzie się na niej 14 piosenek, wykonanych m. in. przez filmowe zespoły Zoltar, B. Sex, Astroswing, Księgowi, Lucy Fur oraz płk Kalitę & Zryte Berety. Razem – 32 piosenki w duchu starego, dobrego „P.O.L.O.V.I.R.U.S.a“. Rozumiem, że dobra muzyka jest sztuką bardzo wymagającą, stanowiącą amalgamat  akustyki, psychoakustyki, matematyki, metafizyki i kosmicznej abstrakcji. Dlatego przestałem marzyć o masach i skupiłem się na sobie oraz elicie otwartogłowych. Reasumując: z przekonaniem polecam tę płytę tym wszystkim, którzy słuchają dobrej muzyki (czyli jakimś pięciu tysiącom inteligentnych, atentywnych ludzi). Nawet jeśli jej nie kupicie, ostrzegam – ta muzyka będzie Was ścigać i dręczyć.


Podziel się

komentarze (133) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 611 680  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2611680
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl