Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 630 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

W TRASIE

poniedziałek, 26 października 2009 16:56

     Od dwóch tygodni jestem w trasie koncertowej. Trasa to niezła napierdalanka. Sami prowadzimy auto, sami nosimy sprzęt. Ten punk rock wynika z warunków koncertowania w klubach, do których przychodzi po 100-200 osób. Teoretycznie stać nas na roadiego, ale po co mi mały roadie - po to, żeby nosił za mną moją przeklęcie ciężką, podwójną końcówkę mocy Marhalla, którą dostałem w schedzie po Piciu Pawlaku?... W chwilach emocjonalnej neutralności Piciu zwał ją „srebrnym" (końcówka tkwi w srebrnej obudowie Paco Case). Kiedy brakło cierpliwości, stawała się po prostu „kurwą". „Jeszcze trzeba dygnąć tę kurwę", mawiało się w naszym busie. W busie gada się jak w stoczni czy sztolni - nie obwija się w bawełnę. Bus to plugawa szatnia męska, bus to obsrane okopy pod Verdun. W zmiennych polskich warunkach walczymy o przetrwanie. Cały dzień za kółkiem, z Gdańska do Krakowa, z Sanoka do Gdańska, w upale, słocie i śniegu - upływają resztki naszej młodości. Gdy przyjeżdżamy na miejsce, zaczynamy nosić i ustawiać graty. Potem trzeba jeszcze wdrapać się na scenę i pierdolnąć dobry wykon, bo przecież nie wytłumaczysz ludziom, że podróżowałeś przez dziesięć godzin i najchętniej klapnąłbyś przed pudłem telewizora.


   Trzeba mieć siłę i dyscyplinę, a - jak wiadomo - w trasie głównie się chleje. Gdy wracam do domu, żyję jak jogin. Owsianki, kasze, warzywa, pięć przemian, zero alku. W trasie bywa różnie. Kluby to świat z pogranicza piekła i nieba. Bywa pięknie i kulturalnie jak w Namysłowie, gdzie ludzie witają chlebem i solą, przynosząc domowy bigos. Chcą autografów, kontaktu, ale zachowują dystans i nie wchodzą na głowę. Bywa też tak jak (ostatnio) w Zielonej Górze, gdzie prawie się z nimi szarpiesz. Dlatego w rzeczywistości klubowej trudno jest być świętym i trzeźwym. Kiedyś ćwiczyłem te wszystkie ascezy; nie piłem przez dwa lata, podczas koncertów sączyłem soki i herbatki. Bywało dziwnie - jakbym w poniedziałek rano przyszedł do pracy w urzędzie miejskim. Wreszcie dałem sobie spokój z trzeźwością, bo przecież rokendrol nie znosi zasznurowanego pindola ascezy. Podczas koncertu staram się popijać głównie browary albo wino i nie mieszać. W mej kuchni na półce stoją dwie butelki niezłego wina, z których raz na parę dni zdarza mi się uszczknąć nędzną lampkę. W domu prawie nie piję, po knajpach też już nie chodzę, bo nie mam czasu. Po co mam łazić po knajpach, skoro upływa w nich całe moje życie? Natomiast w trasie... W trasie jest jak jest i chuj. Rock'n'roll!!! Raz się żyje.



Podziel się

komentarze (44) | dodaj komentarz

SŁOWACJA - GOLA!!!...

środa, 14 października 2009 15:40
   Dzisiaj mecz Polski ze Słowacją. Jak każdy prawdziwy patriota, życzę Polakom porażki. Niech przegrają 0:3 – sromotnie, żenująco i z kretesem. Niech się snują po boisku jak p.... wołowe, niech nie walczą (bo na to mieli kilka ostatnich meczy). Niech tracą proste piłki, niech podają do tyłu, niech się gubią w nieudanych dryblingach. Niech pod bramką zachowują się nieudolnie niczym pensjonariusze domu starców, niech Słowacy ośmieszają ich i kiwają jak dzieci, zakładając im siaty i obiegając ich jak cyrkowcy. Niech Jerzy Dudek jak najczęściej wyjmuje piłkę z bramki. Wszystko po to, żeby uratować polską piłkę przed rakiem, który ją toczy – PZPN-em. Skorumpowanym, do szpiku kości zramolałym państwem w państwie, od zawsze na smyczy mafijnej organizacji FIFA, która dba o to, żeby wygrywali i prosperowali najbogatsi, a najbiedniejsi zdychali pod płotem. Czemu – niczym Kościół katolicki – jest FIFA ostatnią instytucją, która pozwoli sobie na wewnętrzną rewolucję? Ano dlatego, że takowa się nie opłaca. Niech sędzia będzie boiskowym bogiem, niech wypacza wyniki meczy, syzyfowy wysiłek kilkudziesięciu ludzi, wielkie widowiska, które inspirują miliony. Dopóki wyniku meczu nie można skorygować, dopóty można nim manipulować. Itd, itp. Nie chce mi się wypisywać wszystkich zbrodni i przewin FIFA i PZPN-u. Jest taki piękny, polski zwrot frazeologiczny, który nie ocenia, a przecież mówi wszystko – po prostu „ch.. im w d...“.  A może życzę im za dobrze?...

   Cieszę się, że polscy kibice bojkotują ten mecz. Oczywiście PZPN-u to nie rusza: mają swoje priorytety, swoje koryto i swoje parszywe układy. Co ich obchodzi zdanie rodzimych fanów piłki, skoro popiera ich papież światowego futbolu, mafioso Blatter? Mało tego – powiedzmy sobie szczerze, że żadna rewolucja nie jest możliwa. Jeśli chcemy organizować Euro 2012, nie można tknąć cuchnącego zbuka PZPN-u ani podskoczyć FIFA nawet na pięć centymetrów. Ale z pewnością można ich zmusić do wybrania lepszego coacha narodowej reprezentacji – choćby Franciszka Smudę czy Henryka Kasperczaka. Panowie Lato, Piechniczek i Majewski! Domyślam się, że fajnie sobie wzajem podawać loda – byliście w jednym teamie i swego czasu mieliście monopol na prawdę (w roku 1982 – dobrze pamiętam i dziękuję). Nie mówię, że Stefan Majewski ma źle w głowie; a jednak trener to ktoś, kto ma charyzmę i swoje idee umie przekazać prostym ludziom, jakimi niewątpliwie są piłkarze (oczywiście z pewnymi wyjątkami). Jeśli ktoś na siłę obstaje przy obrońcach Polczaku tudzież Bieniuku (zapina ich czy co?), jeśłi nie jest w stanie dokonać adekwatnych zmian w odpowiednim czasie, po prostu musi jak najszybciej odejść. Np. jaki sens ma pamiętna zmiana trenera Janasa z roku 2006 (mecz Niemcy – Polska), wprowadzająca Pawła Brożka w 87 minucie gry? Przy niekorzystnym wyniku nowego napastnika można wprowadzić w 65, 70, nawet 80 minucie. W 87 można jedynie dyskretnie napić się wódki z bidonu tudzież wprowadzić obrońcę – wygrywając lub remisując, założywszy, iż jesteśmy zadowoleni z wyniku. Nawet nie chce mi się analizować zmian Stefana Majewskigo w meczu z Czechami. Fakt, że były ch... Czemu zdjął Jelenia, a nie Grosickiego? Czemu nie wprowadził Rogera za nieudolnego Iwańskiego? Itd, itp.  Reasumując – dzisiaj cała Polska kibicuje za Słowacją. I wiedźcie, panowie Mafia, panowie Lato i Piechniczek – że my, kibice, czynimy tak z czystego patriotyzmu.


Podziel się

komentarze (153) | dodaj komentarz

MY GOAL'S BEYOND

piątek, 02 października 2009 13:36

   Przedwczoraj obchodziłem 41-sze urodziny. Czy to jakaś specjalna okazja? Urodziny -tak; natomiast to, że 41-sze - bez znaczenia. Lubię okrągłe daty - wszak myśli się o nich symbolicznie. Ciekawe jest to, że właśnie przedwczoraj, około 15-tej, skończyłem wbijać ostatnie partie wokali do płyty „Bigos Heart".  Męczyłem się z wokalami przez ostatnie dziesięć dni. Właściwie „męczyć się" nie jest odpowiednim słowem; raczej świadomie wszedłem w forsowny trening, walcząc o jakość i śpiewając po kilkanaście godzin dziennie. Oczywiście trudno było po raz kolejny nie skonstatować, iż nie umiem śpiewać. Tzn. umiem, daję sobie radę - nie jest to jednak rodzaj talentu „danego od Boga". Jeśli mam taki talent, jest to talent kompozytorski. Coś, co przychodzi do mnie samo, bez pytania, bierze we władanie mój umysł, zostawiając z garścią nowych tekstów i piosenek. Natomiast śpiewanie to dla mnie zmaganie z ograniczeniami głosu. Wiem, jak ma brzmieć muzyka, planuję swoje płyty na wiele lat do przodu. Wiem, co chcę zaśpiewać. Wychodzi nieźle; nie jest to jednak ten Ronaldo, jak to się mówi. Nieco pociesza mnie fakt, że podobnej frustracji doznało wielu desperado, zdzierających swe gardła przed mikrofonowym sitkiem.


   Podoba mi się ta płyta. To chyba najważniejszy album, jaki nagrałem w tej dekadzie. Bez gorączki i szarpaniny, bez złych emocji; w zgodzie z prawami Ziemi i Nieba, w zgodzie z Wielkim Tao. Specjalnie nie liczę na to, że płyta będzie grana w radiu itp. Wczoraj był u mnie stary kumpel Bartek Szmit ze Sni Sredstvom Za Uklanianie i powiedział: „Bardzo fajna muzyka, nie brzmi po polsku. Chyba jednak nie będzie grana w radiu - jestem przekonany, że w radiu grają tylko to, co jest posmarowane". Masz rację, Bartku, coś w tym jest. Zapomniałeś jeszcze tylko o polerce... To też działa. Nie przejmuję się takimi rzeczami. Ważniejsze są dla mnie koncerty i ludzie, którzy na nie przychodzą. Robię to wszystko już tyle lat, że czuję się jak karaluch na Słońcu. Nie zniszczyło mnie nic, przeżyję wszystko, bowiem moim celem nie jest lista przebojów czy dom z basenem. My goal's beyond. Tak naprawdę robię muzykę bez żadnego celu. Robię ją, bo muszę. Będę ją robił do samego końca - bez względu na to, co powiedzą, czy będą ją lekceważyć, czy się obrażać.  Jak powiedział Eric Dolphy: „Choćby wszyscy uciekali na dźwięk moich improwizacji, tak czy owak będę robił to, co robię. To jedyny sposób, żeby osiągnąć muzyczną dojrzałość i duchowe spełnienie".



Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 681 922  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2681922
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl