Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 526 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

THELONIOUS MONK

środa, 20 października 2010 10:37

   W zeszłym tygodniu wraz z mą nową grupą JAZZ OUT nagraliśmy płytę z numerami Theloniousa Monka. Przez parę dni w moim krwiobiegu płynął Monk w najczystszej postaci – dziwacznej, radykalnej i szalonej. Teloniusz Sfera Mnich – bo tak, tlumacząc na polski, nazywał się ekscentryczny, czarnoskóry pan w dziwnej czapce i z charakterystyczną bródką – to obok Duke’a Ellingtona, Charlesa Mingusa i Wayne’a Shortera, jeden z najwybitniejszych kompozytorów pionierskiego jazzu XX wieku. Jego kompozycje stanowią zagadkową kolekcję schizofreniczno-aforystycznych haiku, w których panuje senna logika... Logika wyższego rzędu. Pokrętna harmonika Teloniusza Sfery Mnicha oznajmia, że A równa się Ą, a B to Betelgeuza. I wszystko się zgadza! Co prawda pojawił się jakiś profesor palant rodem z Berkeley School of Music: objaśniając, iż numery Monka pełne są rzeczowych błędów, jął owe „felery“ prostować i poprawiać. Ale skoro akademicy naprawiają Monka, muszą niezwłocznie zabrać się za reperowanie Schoeberga i Berga, Beatlesów, Dolphy’ego i późnego Coltrane’a, Kafki, Joyce’a i Gombrowicza, wreszcie Kandinsky’go, Kokoschki i Miro! Cały tłum bożych popaprańców czeka na pierdolone, akademickie ulepszenie...

 

W składzie naszego kwintetu znaleźli się muzycy znani, uznani i otwartogłowi, funkcjonujący na pograniczu światów muzyki improwizowanej, popu i offu: trębacz Tomek Ziętek (Loco Star, ex-Pink Freud), saksofoniści Irek Wojtczak (Outlook, Polish Brass Ensemble) i Marcin Ślusarczyk ( ) oraz perkusista Kuba Staruszkiewicz (Polish Brass Ensemble, Maria Peszek, ex-Pink Freud). Zabraliśmy się między innymi za osławione „Trinkle Tinkle“, „Evidence“, „Epistrophy“ i „Brilliant Corners“ – cudaczne numery Monka, których nigdy nie słyszałem na jazzowych dżemach. Niektóre z nich zagraliśmy po bożemu, na swingowo. Inne, stanowiące swoiste węzły gordyjskie, przyszło nam przeciąć mieczem w barbarzyńskim stylu Aleksandra Wielkiego... Jestem pewien, że Monk by się nie pogniewał. Twórcza interpretacja utworu jest przecież w istocie rzeczy wyrazem szacunku, szczególnym hołdem dla charyzmy autora. Monk był i pozostanie wielkim kompozytorem, nauczycielem Johna Coltrane’a i Steve’a Lacy’ego. Wyszukajcie kilku jego numerów na youtubie, a po prostu opadnie Wam szczęka... Geniusze rażą mózgi swoich fanów gromami oryginalności. Monk to jeden z nich – wpaniały dziwak jazzu, którego ogromny pomnik na improwizacyjnym firmamencie spedaleni krytycy i akademicy najchętniej schowaliby za najbliższą mgławicę!



Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

LECHIA PANY!!!

poniedziałek, 04 października 2010 2:01

Jestem kibicem Lechii Gdańsk od końca lat 70-tych. Musiałem mieć z 9 lat, kiedy starsi kumple pierwszy raz zaprowadzili mnie na stadion na Traugutta. To tam paliłem pierwsze fajki, których smak zagryzaliśmy suchą bułką i zapijaliśmy zupą, zakupionymi w barze „Cristal“ we Wrzeszczu (żeby starzy nie wyniuchali). Lechia rywalizowała wtedy o ekstraklasę z Arką i Widzewem; kilkakrotnie była bardzo blisko awansu. Udało się dopiero w 1984, w rok po zdobyciu przez Lechię Pucharu Polski. Pamiętam historyczny wpierdol, jaki spuściła nam Milicja Obywatelska po meczu z Olimpią Elbląg... W Gronowie Elbląskim ZOMO urządziło nam ekscytującą ścieżkę zdrowia, która zostawiła nam na plecach i ramionach wiarygodne ślady milicyjnych pał (przez tydzień chodziłem po mieście, opromieniony glorią nie lada bohatera). Oczywiście byłem na Traugutta na słynnym meczu z Juventusem; miałem wtedy 15 lat, warowałem na zimnym betonie od dziesiątej rano. To był najlepszy mecz, jaki widziałem w życiu. Niesiona dopingiem 35 tysięcy gardeł Lechia z Kruszczyńskim, Kowalczykiem, Salachem, Fajferem i innymi, prowadziła z Juventusem 2:1... (skończyło się na honorowej porażce 2:3). W latach 90-tych dalej z ciekawością śledziłem losy Lechii. Martwiły mnie poronione fuzje z poznańską Olimpią i gdańską Polonią; miałem nadzieję, że markowy futbol kiedyś jeszcze wróci nad Motławę. 

 

   Chodziłem na Lechię z synem Kosmą w sezonie, w którym po dwudziestu latach nieobecności mój ulubiony klub wrócił do ekstraklasy. Jak słodko było wbiec na murawę stadionu z biało-zielonym szalikiem i gromko fetować awans! Wiedziałem, że teraz już nie będzie łatwych punktów; gdzieś w głębi serca wierzyłem jednak, że doczekam się jeszcze dni wielkości Lechii... Budowana od trzech lat nowa Lechia to zespół, który ma papiery na wysokie miejsce w tabeli. Mamy solidną obronę z Wołąkiewiczem i Bąkiem, doświadczoną pomoc z Surmą i Nowakiem, którzy (w odpowiednich proporcjach) przypominają kataloński duet Xavi-Iniesta... W dodatku wygląda na to, że w tym roku udały się nam zakupy transferowe: Brazylijczyk Deleu zasilił gdańską obronę, zaś Francuz Buval i Afrykanin (WKS) Traore wzmocnili atak i od razu zaczęli strzelać upragnione bramki. Cieszy też, że zrobiło się nam światowo w składzie – trzej wymienieni obcokrajowcy to piłkarze czarnoskórzy, co powinno raz na zawsze wyedukować pieprzonych twardogłowych kiboli-rasistów. Choć Łotysz Lukjanovs dalej nie strzela bramek, sieje spory zamęt i legitymuje się coraz lepszymi asystami.... Na ławce czekają jeszcze Białorusin Sazankow i kontuzjowany Zieńczuk, który może okazać się znakomitym wzmocnieniem pomocy.

 

   W sobotę wraz z Kosmą zasiadłem do Internetu, żeby zobaczyć transmisję z meczu Legia – Lechia online. Niestety eksperci z Canalu Plus nie wpadli na to, że wybrani do Jedenastki poprzedniego tygodnia piłkarze Lechii mogą być autorami największej niespodzianki bieżącej kolejki... A jednak. Lechia rozbiła Legię na Łazienkowskiej 3:0, po 61 latach wygrywając z nią na wyjeździe! Biało-zieloni zaczęli mecz dość ostrożnie, choć bez kompleksów, w przerwie schodząc do szatni z jednym punktem. W drugiej połowie rozwinęli skrzydła, grając płynnie, rozsądnie i estetycznie – dominując na środku boiska i co rusz kreując niebezpieczne kontry, inicjowane obiema flankami. Astysta Lukjanovsa i pierwsza bramka Buvala, wymiana piłek Wiśniewskiego z Wołąkiewiczem, piętka Nowaka i piękny gol gdańskiego stopera, wreszcie samodzielna akcja Deleu i wykończenie jej przez Nowaka – toć to istne majstersztyki! Dawno ( a może nigdy) nie widziałem Lechii, grającej tak pomysłowo i ładnie dla oka... Nie jestem typowym kibolem i nie życzę źle ani naszemu sąsiadowi zza miedzy Arce, ani Legii czy też Lechowi. Ba, nie życzę źle żadnemu polskiemu klubowi, bo jestem przeciwny oczywistym i wieśniackim, szowinistycznym antagonizmom, podsycanym debilizmem, rasizmem i ustawkami... Mam jednakowoż nadzieję, że już niebawem doczekamy się w Gdańsku tytułu mistrza Polski – czego życzę trenerowi Kafarskiemu, jego zespołowi, wszystkim prawdziwym kibicom Lechii i wszystkim prawdziwym trójmiejszczanom!


Podziel się

komentarze (145) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 698 904  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2698904
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl