Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 707 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O WIELKIEJ MIŁOŚCI, BOLESNYM ROZSTANIU, BEATE USHE I DUSZONYM KURCZAKU

piątek, 21 listopada 2008 9:43

Tydzień temu zostawiła mnie moja ukochana dziewczyna. Zastanawiałem się, czy o tym napisać, ale skoro to uczciwy blog - proszę bardzo, jedziemy z koksem. Zresztą w tej chwili trudno mi się skupić na czymkolwiek innym. Już widzę te złośliwe anonimy ludzi, którzy mi przysrywają... Nie znoszę internetowych anonimów. Konstruktywna krytyka jest na miejscu, ale te steki bluzgów i inwektyw... Zresztą pocieszenia są niewiele lepsze. Ok, nie jest fajnie, jak z twojego życia znika (niby nie znika, ale jednak odchodzi z centrum do cienia) ktoś, kogo kochasz i kogo będziesz jeszcze długo kochać. Beate Uhse, kobieta, która wymyśliła sieć sex shopów, w wieku lat 80 dała bardzo interesujący wywiad dla GW. Powiedziała w nim trzy mądre i arcyciekawe rzeczy. Pierwsza dotyczyła sprawy zbiorowego gwałtu, który odbyli na niej sowieccy żołnierze. Uhse przeżyła ten epizod traumatycznie jak każda ofiara; jakkolwiek jej cierpienie zaoowocowało interesującym wnioskiem. Skoro faceci mają taki odjazd na bzykanie, trzeba założyć powszechną sieć sklepów z nieobyczajnymi pisemkami oraz zabawkami, które - podobnie jak burdele w każdym okresie historii świata - będą działały niczym wentyle (kobiecego) bezpieczeństwa. Hmm - może to bełkot, a może jednak coś w tym jest... Dwie następne wypowiedzi dotyczyły miłości. Uhse twierdziła, że wielka miłość potrafi przyjść dwa, trzy razy w życiu - takie było jej doświadczenie. Zgodziłbym się. Moja pierwsza miłość przyszła do mnie, gdy miałem lat 15. Ona miała 20 i była Finką. Byliśmy razem przez 6 lat, pozostając w związku nieco korespondencyjnym. Spotykaliśmy się raz na parę miesięcy i pisaliśmy do siebie cholerne ilości miłosnych listów (ja w sumie z 300, ona około 200). Rozstaliśmy się, kiedy Anna-Maija postanowiła studiować w Rosji. Nie cierpiałem tego pomysłu i miałem rację; już za parę miesięcy nasze ścieżki się rozeszły. Ona zaczęła spotykać się z poetą Borysem, ja bałamuciłem (tudzież zostałem zbałamucony) przez Jugosłowiankę Anę -  wrażliwą pianistkę, w której jednak nigdy nie potrafiłem się zakochać. Tamta miłość trwała jeszcze lata - podskórnie. Przetrwała moje pierwsze i drugie małżeństwo... Dopiero kiedy spotkałem Sarę, znowu poczułem się, jakbym się dopiero narodził. Tym razem to Sara miała lat 15, ja - 33. Sara była we mnie zakochana już od dobrego roku; kumplowałem się (i nadal kumpluję) z jej ojcem, ważną postacią polskiej sceny muzycznej. Nasz związek wywołał potężny skandal: od tej pory zostałem głośnym środowiskowym pedofilem. Na przekór wszystkim - oczywiście złośliwie - przetrwaliśmy te ciężkie 2 i pół roku przeczekiwania. W tym czasie usiłowałem pozbierać się po mym rozwodzie oraz samobójczej śmierci mojego przyjaciela Jacka Oltera. Zajmowałem się moim synem Kosmą i w samotności lizałem się z frontowych ran. Sara zamieszkała ze mną w Gdańsku, gdy miała niespełna 18 lat. Tym razem miałem na to zgodę jej rodziców. Skończyła tu szkołę i chciała zdawać na ASP, na co się w sumie nigdy nie zdobyła. Te dwa lata, spędzone z Kosmą w mieszkaniu mego ojca, okazały się dla nas najszczęśliwsze. Owszem, zdarzały się zgrzyty. Sara miała kłopoty z odpowiedzialnością, organizacją pracy, samodzielnością; z kolei ja, nie zastanawiając się zbyt wiele, wszedłem w rolę ojco-opiekuna z wszelkimi konsekwencjami tego ruchu. Gdy na raty kupiliśmy piękne mieszkanie w Górnym Wrzeszczu, sprawy powoli zaczęły się psuć. Grałem sporo koncertów, po roku podjąłem pracę w TV; mnóstwo pisałem, wreszcie reaktywowałem wytwórnię płytową. Starałem się zarobić kasę na chatę, na studio, na wytwórnię; wiedliśmy też całkiem wygodne życie. Po dwóch latach dość biernej życiowej postawy Sara poznała towarzystwo muzyków z Gdyni - swoich rówieśników. Założyli zespół. Ostatni rok zrobił się naprawdę kiepski; Sara spędzała z nimi wieczory i noce, często nie odpisując, mając wyłączony telefon i ściemniając mi - rozumiem, że ze strachu. Z kolei ja, zapracowany, zestresowany, w wiecznym pędzie z miejsca na miejsce, powoli zamieniałem się w niedobrego tatę kontrolera, tatę agresora, tatę paranoika. Wydzwaniałem, sprawdzałem, krzyczałem, terroryzowałem, odjeżdżając na emocjach niczym włoski amant... Wierzyłem - że miłość mi wszystko wybaczy. Pewnie i wybaczyła, ale po prostu nie przetrwała... Zadusiłem swoją miłość jak pewnego kurczaka w dzieciństwie. Ponoć gdy miałem 3 lata, łaziłem za tym kurczakiem i przytulałem go tak mocno, aż go udusiłem. Obrzydliwe uczucie. No cóż - teraz jestem sam. Nie jest łatwo - euforia co parę godzin przeistacza się w depresję. Wpierw czuję, że jest zajebiście. Jestem wolny. Mam czterdzieści lat, jestem w sile wieku; coś tam osiągnąłem, ciągle nieźle wyglądam, mam jakąś tam społeczną pozycję. Przecież jeśli będę gotowy wejść w nowy związek, z pewnością znajdę sobie tuzin kandydatek. Pojawia się mnóstwo muzycznych pomysłów, zalewa mnie tysiąc nowych tekstów i piosenek. Zaczynam odczuwać do niej, Sary, coś na kształt wdzięczności. Z kolei wieczorami wracają chandra, ból, gorycz i zazdrość. Przychodzi mi z wolna przeżuwać moją życiową porażkę... Miłosny zawód, żałobę, samotność. Gorzkie to wszystko jak piołun. Puste mieszkanie ewokuje wspomnienia, z reguły te dobre: nasze życie intymne, błogie chwile bliskości i rodzinności. Osiem lat to nie przelewki; szczególnie dla niej. Szanuję jej decyzję - ze mną nigdy nie byłaby do końca niezależna. Wciąż ją dominowałem, nawet tego nie chcąc - jak wielkie drzewo, które rzuca potężny cień i nie pozwala wyrosnąć niczemu w pobliżu. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa i będzie się realizować. I tyle. Aha - trzeci i ostatni cytat z Beate Uhse. Uhse powiedziała, że związek dwojga ludzi ma sens, jeśli więcej w nim miodu niż dziegciu. Jeśli od początku jest w nim więcej dziegciu, nie bacz na zakochanie - po prostu uciekaj! Mądre słowa staruszki. Moja druga wielka miłość to mnóstwo miodu i trochę dziegciu, który, szczególnie ostatnio, nieco wypaczył jej zjawiskowy smak. Chcę jednak pamiętać to, co najważniejsze - osiem pięknych i ważnych lat, kiedy byliśmy dla siebie rodziną. Kiedy byliśmy dla siebie tak bliscy... Kiedy dawaliśmy sobie miłość i wsparcie. Tego doświadczenia nikt i nic nam nie odbierze. Nigdy.



Podziel się

komentarze (60) | dodaj komentarz

O DZIECIAKACH, KTÓRE GRAJĄ STAROCIE

czwartek, 13 listopada 2008 16:42

Parę dni temu wróciłem z Dusseldorfu. Razem z Kosmą pojechaliśmy na urodziny mojego starszego syna - Lukasa. Lukas ma kapelę, która nazywa się The Power Outlet. Gra w niej na perkusji i śpiewa; oprócz niego w zespole jest jeszcze gitarzysta Marvin (Niemiec) oraz basista Octavio (Meksykanin). Chłopcy w kółko mielą rockowe standardy z lat 50-tych i 60-tych: Elvisa Presleya, Chucka Berry'ego, Buddy Holly'ego, Eddiego Cochrana, Raya Charlesa i Beatlesów. Aż miło posłuchać, z jaką pasją siedemnastoletnie dzieciaki grają tę - protopunkową w gruncie rzeczy - muzykę. Myślę sobie, że to dobrze, że młodzi ludzie doceniają starocie. Zarówno jazz, jak i rock'n'roll mają te same bluesowe korzenie. Blues był muzyką, którą wyrażano miłość, rozpacz, samotność, pragnienie rebelii. Gdy słuchamy The Arctic Monkeys, warto jest sobie uświadomić, że przed nimi istniała cała rzesza romantycznych, zbuntowanych młodzieńców. Każdy z nich miał gitarę, falę włosów na głowie i  niepokojący, charyzmatyczny głos, którym wyśpiewywał swoje metafizyczne niepokoje. Od czasu obyczajowej rewolucji niewiele się zmieniło. O pewnych rzeczach mówi się jeszcze bardziej wprost, ale metoda jest jedna - wziąć gitarę i wykrzyczeć światu to, co leży na sercu i wątrobie. Od Eddiego Cochrana do Jacka White'a - wielkie continuum rock'n'rolla, energetycznej muzyki, która od ponad półwiecza elektryzuje młodych i starych.



Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

GAWĘDZILIŚMY O SOFTWARZE I PLUGINACH

piątek, 07 listopada 2008 10:04

Ten tytuł to cytat z mojej piosenki pt. „Wirtualna Miłość" z repertuaru grupy Transistors. Do czego piję? Otóż parę dni temu zakupiłem pakiet znakomitych wtyczek firmy PSP. Cieszę się potrójnie, bo 1) wreszcie na legalu; 2) wtyczki naprawdę dają radę; 3) firma jest polska i choć urzęduje w Piasecznie, jest znana na całym świecie. Za krótko walczyłem z miksem (dzisiaj dopiero pierwszy dzień), żeby powiedzieć coś więcej o możliwościach wtyczek. To, co sprawdziłem: na pewno kapitalny jest Vintage Warmer, którym można pięknie skompresować, pogrubić i zabrudzić bębny. Bardzo ciekawy jest efekt EasyVerba, prostego pogłosu z porządnymi presetami. Interesująco prezentują się Neon (equalizer), Xenon (limiter), Lexicon PSP42 (delay) oraz MasterComp - zawodowy stereofoniczny kompresor do masteringu. Długo zastanawiałem się nad tym, czy warto kupić pakiet Wavesa. Odstręczała mnie stosunkowo wysoka cena za kilkanaście pluginów, z których w rzeczywistości tylko kilka może znaleźć studyjne zastosowanie. Po miesiącach wahania zdecydowałem: kupię rack BCL z Renaissance Compressorem, MaxxBassem oraz legendarnym L2 i tym samym będę miał najlepsze rzeczy Wavesa w postaci hardware'owej, peryferyjnej - nie obciążającej procesora. Do tego pakiet PSP (powtarzam: świetny i polski) oraz jakiś dobry pogłos w postaci racka (najlepiej Lexicon, choćby używka) i jesteśmy w domu! Mało tego - siedzimy na kanapie w dużym pokoju, jemy lody z wraz rodziną i oglądamy zwycięski mecz Polska - Brazylia na Mistrzostwach Świata w RPA...Wiadomo, że większość miksantów amatorów pracuje na crackach; każdy to przerabiał i dobrze wiemy, czemu. Z drugiej strony przyjemnie jest się zalegalizować, wybrawszy to, co nam będzie naprawdę potrzebne. Powiedzmy szczerze - duża ilość zapiętych pluginów nie pomaga w ogólnej jakości brzmienia. Powiem nawet - im mniej, tym lepiej. Wszyscy wiemy, że w istocie wystarczyło parę dobrych klocków hardware'owych i nagranie brzmiałoby o niebo bardziej charyzmatycznie. Ale żeby było słychać tę jakość, myślę, że trzeba by zacząć od nagrania (przynajmniej części śladów) na magnetofon szpulowy. Wave'y bębnów, gitar, głosu - są po prostu grubsze, pojawia się więcej tzw. harmonicznych (składowych części dźwięku). Nagrywanie na komputer jest niewątpliwie pożyteczną i wygodną częścią pracy studyjnej; niemniej dobre, przyjemne brzmienie nagrania zapewniają przede wszystkim markowe instrumenty, porządne mikrofony i lampowe urządzenia (dopiero potem próbkowanie czy jakość konwersji). To oczywiście moje prywatne zdanie i tyle. Z drugiej strony - komputerowe są czasy i nie zawrócimy kijem Wisły. „Thanks God for computer", jak powiedział Sir George Martin. „And for good plugins" - to już appendix ode mnie.



Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 862 609  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2862609
Wpisy
  • liczba: 238

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl