Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 526 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

KIKUT - TAJEMNA BROŃ LECHA

piątek, 27 lutego 2009 10:06

Właśnie skończył się mecz Lecha z Udinese. Mecz - oczywiście - przegrany. Jak zwykle polski klub wylądował za burtą, natomiast włoski - awansował. Najgorsze jest to, że przegrał na własne życzenie. W sumie lechici zagrali trzy przyzwoite połowy dwumeczu; niestety, w ostatniej grali tak, jakby nie chciało im się wygrać. Zaczęło się od tego, że broniąc skromnego prowadzenia 1:0 z pierwszej połowy, nie kwapili się do kontrataków. Charakterystyczna była postawa Murawskiego (w drugiej połowie tracącego prawie wszystkie piłki), który podczas jednej z wczesnych kontr, zamiast zagrać do przodu, wycofał piłkę do tyłu. „Zaraz stracą bramkę", powiedziałem do basisty Arka i syna Kosmy, którzy razem ze mną przeżywali nagłą niemoc lechitów. Faktycznie stracili; jakby było tego mało, dalej grali tak, jak gdyby remis (premiujący zespół z Udine) ich satysfakcjonował. Włosi nie grali wybitnej piłki; po prostu byli agresywniejsi i wygrywali większość pojedynków. Piłkarze Lecha próbowali obudzić się ok. 87 minuty; oczywiście za późno, żeby cokolwiek zmienić. Wtedy nieszczęsny trener Smuda (chyba w akcie rozpaczy) sięgnął po asa z rękawa. Był nim niejaki Marcin Kikut. „Ratunku, Franz", jęknąłem. „Tylko nie sięgaj do rękawa po Kikuta"... Kikut wpierw zgubił futbolówkę w polu karnym, po czym parę minut później (po karygodnym błędzie całej obrony) stracił ją na rzecz Di Nataliego, który już za chwilę świętował pewny awans Udinese do następnej rundy Pucharu UEFA. Co za upadek. Średnio dysponowani Włosi znowu wpierdolili Polakom. I niech tylko piłkarze Lecha nie tłumaczą, że  w drugiej połowie chcieli wygrać. Ja widziałem co innego - najwyraźniej nie chcieli. Przecież każdy głupi wie, jak wygląda piłkarz albo bokser, który bardzo chce wygrać. Nawet jeśli nie ma swego dnia, stracił siłę, wszystko nie idzie po jego myśli. Panie Smuda - wiem, że jest pan dobrym trenerem i serdecznie panu współczuję tej krótkiej ławki itp. Ale sam pan widzi - Niemcy (z ławką czy bez, vide Hoffenheim), do końca grają w trupa, a Polacy walczą na całego tylko w powstaniach... Nie wiem, jak to zmienić - całe szczęście jestem tylko muzykiem, a nie trenerem piłkarskim. Ale głupie przegrane Polaków bolą mnie i wkurwiają tak samo jak zawodowca. Bo - tu powiem dramatycznie jak każdy patriota - ta postawa przekłada się na wszystkie inne dziedziny życia.

 

P.S. Na deser obejrzałem rewanżowy mecz CSKA Moskwa z Aston Villą (2:0). Aż przyjemnie było popatrzeć na Rosjan, których huraganowe ataki przyprawiały Anglików o komplettne zatracenie. No cóż... Przynajmniej naszym sąsiadom piłka nie przeszkadza.



Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

NIESZCZĘSNE ODMŁADZANIE VERSUS NIECHYBNA STAROŚĆ

czwartek, 26 lutego 2009 13:01

Wydało się z tymi ćwiczeniami odmładzającymi. Po prostu zapomniałem, że to wiocha. Wszyscy faceci po czterdziestce zaczynają uganiać się za wiotkimi dwudziestkami i drogimi kremami pod oczy; tym po pięćdziesiątce odpierdala jeszcze radykalniej - rzucają rodziny i wysyłają zdjęcia swoich młodocianych dupencji do brukowych gazet, żeby utwierdzić się w swej nieprzemijającej wirylności. W sumie dość żałosne. Tak sobie myślę: jeśli mi kiedyś ostatecznie opadnie, zapewne odetchnę z ulgą... Poczuwszy, iż w istocie, pośród gremialnego zgiełku i harmidru, spadłem z bitewnego konia. Owszem, libido jest cudowną siłą napędową, ale ile można? Choć z drugiej strony - jest libido nieodłączną składową młodości. Tak chyba nam się, panom w średnim wieku, wydaje: dopóki kuśka stoi, dopóki brykamy, dopóty nie dopada nas przebrzydła starość. Tak na marginesie - czy któreś z Was przypadkiem nie dysponuje numerem komórki do Szatana? Mam do niego pewną dżentelmeńską sprawę; na pewno żadna ze stron na tym nie straci. Nie boję się śmierci; he-he, nawet wydaje mi się nieco... hmm... kultowa. Natomiast, jak się to wśród nas, słowiańskich pseudochrześcijan, mawia: starość się panu Bogu nie udała. Póki co, wracam do mojego Lecącego Żurawia. Tak na marginesie - wczoraj oglądałem znakomity dokument o Qi Gongu i mistrzu Markusie autorstwa Dariusza Kuciewicza i Krzysztofa Bochenka (piękne zdjęcia mojego łossskotowego kumpla Andrzeja Wojciechowskiego). Gorąco polecam!



Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

TAJEMNE ĆWICZENIA ODMŁADZAJĄCE

poniedziałek, 23 lutego 2009 10:28

Z wielką ciekawością nabyłem dwie książki Moniki Hackl o Hui Chun Gongu - liczącym ponad 4000 lat taoistycznym systemie ćwiczeń, pozwalających na pracę z energią Chi. Tomiki opisują historię tajemnych ćwiczeń odmładzających, które przed wieloma wiekami opracowali mnisi z klasztoru Huashan. Informacje są bardzo intrygujące i wzbudzają apetyt na praktykę Qi Gongu, tyle że - jak wszystkie przeklęte dane z głupich książeczek - niewiele wnoszą. Buddyzm Zen wyraża głęboką wątpliwość wobec mądrości, którą zdobywa się przy pomocy książek czy sutr. Zapewne i mistrzowie kung fu czy karate wyśmieją możliwość nauczenia się form z książek ze zdjęciami i rycinami. Nie ma to jak spotkać prawdziwego nauczyciela - bez względu na dyscyplinę, w ramach której zamierzamy się szkolić i rozwijać. Piszę to jako osoba, która od prawie dwudziestu lat praktykuje buddyzm i która od kilkunastu lat zajmuje się karate... Miałem szczęście nauczyć się czikungowej formy Lecącego Żurawia od mojego buddyjskiego kumpla, który przejął ją bezpośrednio od mistrza Qi Gongu, pana Liu Zhong Chuna. Z tym większą ochotą sięgnąłem po książeczki pani Hackl... Nie wiem, na co liczyłem. Bo niestety - obie książeczki są do niczego. I cholera wie, czy to wina pani Hackl, czy też niekompetetnego tłumacza... Pytanie: po co wydawać książkę, robiąc opisy oraz zdjęcia formy, której nie sposób się nauczyć? Przykład: przy opisie formy „powrót wiosny" autorka pisze, iż „podczas wydechu należy jeszcze raz świadomie rozluźnić wszystkie mięśnie i wychodząc z okolic podkolanowych, należy zacząć kołysać całym ciałem tam i z powrotem". Mam jakieś pojęcie o Qi Gongu, o rozluźnieniu, tempie ćwiczeń i o jednoupunktowionej medytacji, ale nie mam pojęcia, co znaczy - kołysać ciałem tam i z powrotem... Do przodu i do tyłu? Na boki? A może do Stockholmu i z powrotem? Takich nieprecyzyjnych określeń jest niestety znacznie więcej; dodawszy zdjęcia, które dokładnie nie wyjaśniają wszystkich ruchów, otrzymujemy miłą, ciekawą książeczkę-bubel. Książeczkę, która może zafrapować nas ogólnymi informacjami o Qi Gongu, ale w której większość opisów form jest niekompletnych, do bani. Mam nadzieję, że obydwie pozycje pomogły pani Hackl zarobić na jej treningowe wyjazdy do Singapuru; tymczasem ja, jak nie wiedziałem, tak dalej niewiele wiem o tajemnych ćwiczeniach odmładzających Hui Chun Gongu. I tak to już jest z tymi książeczkami - kurde mol, lizanie obiadu przez szybę.



Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 698 880  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2698880
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl