Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 285 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

KSIĄŻKI

wtorek, 31 marca 2009 9:48

Wracając z koncertu w Mikołowie (wraz z Końjem występowaliśmy u kumpli poetów, szlachetnych spadkobierców wojaczkowszczyzny), przyszło mi wyczekiwać pociągu na depresyjnym dworcu katowickim. Obszedłem go wokół, ostrożnie obwąchałem - o dziwo, wciąż otwarte były kramiki z książkami. Zaczytałem się i po kilku minutach, znienacka pobudzony, nabyłem kilka tytułów: m.in. trzy tomy „Rzeczypospolitej Obojga Narodów" Jasienicy, Kierkegaarda i dramaty Witkacego. Ostatnio wróciłem do kupowania i czytania książek. Większość z nich czeka spokojniejszych czasów, kiedy moje życie przestanie dziać się i toczyć w pociągach, busach, samolotach, w wiecznym pośpiechu i tranzycie: chociażby zakupione przed miesiącem angielskie tomy Joyce'a, Vonneguta, Rotha, Pynchona i Sonntag. Wybranki serca zabieram ze sobą w podróż i wertuję pospołu z moimi łossskotowymi lekturami - zawsze kilka na raz, niektóre z nich do końca, inne do ćwierci, do połowy, z jakiegoś niejasnego powodu porzucone w pół zdania i odłożone na bok. Pamiętam, że w szkolnych czasach bywałem najlepszym czytelnikiem w klasie. Zaczęło się od Lingren, Niziurskiego i Nienackiego, Londona i Curwooda; w liceum pojawiły się poważniejsze pozycje - Joyce, Kafka, Gombrowicz, Musil, Faulkner, Vonnegut, Salinger, Llosa. Na studiach był taki moment, iż czytałem dziewięć książek w tym samym czasie: w tej miażdzącej kolekcji znalazły się „Idiota" Dostojewskiego, „Locus Solus" Roussella, „Po innej stronie" Kubina oraz „Siddharta" Hessego. Ta ostatnia rzecz rozwaliła mnie zresztą do szczętu. Poczułem, że mam dość wysłuchiwania zwierzeń przeróżnych mądrali. Hesse kierował mnie ku gościńcom i ścieżkom artyzmu, intuicji, duchowego niedocieczenia. Ciekawe - niedawno zgłosili się do mnie moi przyjaciele z wroclawskiego teatru Capitol z prośbą o napisanie piosenki na podstawie „Siddharty". Uczyniłem to ze sporym wzruszeniem. Spirala życia, zataczając swe coraz szersze kręgi, jednocześnie daje nam doświadczyć kolejnych metafizycznych dopełnień i chwil porażającej jedności. Zatem - wtedy - przestałem czytać literaturę. Przez następne lata zajmowałem się głównie graniem i komponowaniem. Czytałem głównie buddyjskich mistrzów i biografie bliskich mi muzyków. Owszem, od czasu do czasu zdarzyło mi się sięgnąć po jakąś pozycję beletrystyczną, ale już bez dawnego odjazdu ( mój Boże, w liceum dostawałem książki z trzeciego obiegu na jedną noc; siedziałem potem z taką „Podróżą do kresu nocy" Celina i katowałem ją do rana. O dziewiątej chwiejnym krokiem szedłem oddać książkę i spadałem wagarować). Program „Łossskot", późno, bo późno (jak w kawale - „przepraszam, ale nigdy nie byłem prymasem"), wtrącił mnie w swoisty, wtórny afekt beletrystyczny. Od pewnego czasu pożeram książki z niekłamaną przyjemnością; dojrzałem do ich dojrzałej konsumpcji, ot, po prostu - systematycznej, świadomej, niewymuszonej, celebrowanej w swoim tempie. Drugą mą pasją zaczyna jawić się historia. Muszę podzielić się z Wami moimi rozemocjonowanymi refleksjami na temat Jasienicy i historii Polski w ogóle, ale to już w następnym wpisie - będę potrzebował nieco więcej przestrzeni, żeby się rozpędzić.



Podziel się

komentarze (32) | dodaj komentarz

NANOSPISKOWYCH TEORII CIĄG DALSZY

poniedziałek, 16 marca 2009 10:48

Nanospiskowych teorii ciąg dalszy. Po pierwsze: uważam, że w Europie trwa informacyjna blokada polskiej kultury. Kraj cwaniaków, złodziei samochodów i najemnych pracowników nie może zaskoczyć Europy znakomitą literaturą, muzyką czy teatrem. Po drugie (ta teoria jest jeszcze gorsza): w dobie superprodukcji, superkonsumpcji, wszędobylskiej rozrywki i namolnych reklam naszej kultury i sztuki nikt nie potrzebuje. Coraz trudniej po nią sięgnąć, bo wiąże się ta męka z musem przeczytania książki czy przesłuchania płyty jazzowej lubo „klasycznej". Europejska kultura i sztuka jadą na dotacjach i grantach; system zachodniego kapitalizmu jest na tyle stary, żeby promować myślenie dalekosiężne i „altruistyczne" (sic!). Po co komu polska kultura, skoro Anglicy, Francuzi czy Niemcy muszą utrzymać swoich artystów, oprawić i opakować ich górnolotne gnioty?... Gdy na jesieni pojechałem na mini-trasę składu Tymański Yass Ensemble po Niemczech, spotkałem się ze swoim wydawcą Thomasem Hartmannem. Thomasowi spodobał się mój sekstet - po raz pierwszy słyszał go na żywo. Zaczęliśmy rozmawiać o promocji TYE w Niemczech i wydaniu płyt Miłości z Lesterem Bowie. „Przydałoby się, żeby Twój nowy skład zagrał trasę z jakąś niemiecką gwiazdą jazzu", powiedział Thomas. „To najlepszy sposób, żeby ludzie was poznali i zaczęli kojarzyć. Przepraszam Cię, Tymon, ale ludzie nie wierzą, że z Polski może pochodzić cokolwiek dobrego. Problem w tym, że aktualnie nie ma w Niemczech tak dobrych jazzowych muzyków jak Ziut Gralak, Alek Korecki czy Irek Wojtczak... Jest Peter Brotzmann, ale on jest stary i gra free jazz. No i Frank Gretkowski, ale ten z kolei mieszka w Chicago". Ciekawe, prawda? Ile jest w Polsce kapel, które mogłyby zaskoczyć europejską publiczność? Ze starych na pewno Izrael, Voo-Voo, zespół Lecha Janerki. Z mlodszych - chociażby Ścianka, Pogodno, Mitch & Mitch, Dick 4 Dick, Kobiety, Pink Freud, The Car Is On Fire, Kawałek Kulki, Benzyna. Ale kogo to naprawdę obchodzi? Zachodni promotorzy, europejczycy pełną gębą, chętnie wciskają nam swoich podopiecznych na coraz liczniejsze i coraz bardziej wypasione festiwale - amerykańskich muzyków jazzowych czy gwiazdy europejskiej alternatywy. To postępowanie, z jednej strony godne i szlachetne, z drugiej - zważywszy, że jest oparte na zasadzie ruchu jednostronnego - jest w istocie czymś w rodzaju kulturalnej neokolonizacji. I tak dalej, i tak dalej. Domyślam się, że prędzej czy później, niektórych z nas odkopią i, niczym uwiędłych biedaków z Buena Vista Social Club, z wielką pompą przedstawią na jakimś zacnym festiwalu. Wyobraźcie sobie odkopanych, starutkich Janerkę, Brylewskiego, Waglewskiego, Kiniora, Gralaka czy Koreckiego w jakimś późnym filmie Wima Wendersa pt. „Zmurszałe cudeńka... (nie uwierzycie skąd) z Polski"... Póki co - pomęczmy się swoim własnym, gettowym sosie jako polscy Zappowie, polscy Marley'owie czy polskie Bjorki.



Podziel się

komentarze (44) | dodaj komentarz

KTO TY JESTEŚ

poniedziałek, 02 marca 2009 9:50

Już miało być dobrze, już widzieliśmy światełko w tunelu - a tu znowu kryzys. Mieliśmy być zamożni, miało się skończyć to wieczne wdrapywanie się pazurami w zmarzniętą, nieurodzajną, rodzimą glebę... Nic z tego. Dla mnie to żadna nowość; polski kryzys jest częścią mojego życia. Niby kryzys jest światowy, ale mnie dotyka kryzys polski - nasza cuchnąca, polityczna stajnia Augiasza, nasze bezrobocie, nasze problemy z euro. Boże - za jakie grzechy urodziłem się Polakiem? No właśnie. Pewien lama (na to samo pytanie, zadane przez jakiegoś załamanego buddystycznego młodzieńca) odpowiedział pytaniem: „A kasowałeś ty, chłopcze, bilety w tramwaju?". „No nie", odparł sfrustrowany młodzieniec. „No to masz odpowiedź", powiedział lama w zadumie. I taka to karma - nas, drobnych cwaniaczków. Nic wielkiego. Nawet nie to, żebyśmy, jak Niemcy, podpisywali faktury na złote zęby; albo faszyści Angole, wymyślali pierwsze obozy koncentracyjne dla nieszczęsnych Burów. Zwykłe duperele - nie skasować biletów w tramwaju. Podwędzić tanie wino i konserwowy groszek w niemieckim Kauffmannie. Oszukać dostojny Urząd Skarbowy pana Klamma. Oto nasza karma - to ponoć z tej przyczyny rodzimy się w ramach tej właśnie długości i szerokości geograficznej. Karma w sumie ani zła, ani dobra - karma, rzec można, czyśccowo-rozwojowa. Bo przecież bywa gorzej. A może to wcale nie jest kwestia bycia Polakiem? A może ta znienawidzona gastronomiczna kombinacja - troszkę życiowego miodu i sporo dziegciu - jest udziałem każdego człowieka? Każdego Angola, Niemca, Rumuna, Buriata, Masaja i Papuasa?... Być może, być może - ale w tym życiu, jeśli pozwolicie, skupię się na kontemplowaniu nieszczęsnej polskości. Jeszcze Polska nie zginęła - zagrane largo, w tonacji molowej.



Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 867  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730867
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl