Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

WYKOPMY CHAMSTWO ZE STADIONÓW!

czwartek, 31 marca 2011 23:27

 

   Wygląda na to, że ostatnie wybryki zdebilałych kiboli otrzeźwiły Wielkich Mogołów rodzimej władzy. Nareszcie, do Hugona! To naprawdę ostatni gwizdek na opanowanie sytuacji przed Euro 2012. Już wiadomo, że nie uda się wybudować większości zaplanowanych autostrad i dróg dojazdowych. Stawiamy na przyzwoite minimum: nowe stadiony i, he-he - legendarną polską gościnność. Skoro jednak, prócz chleba i soli, zagranicznych fanów futbolu niechybnie czeka przyjazny i zorganizowany wpierdol, trzeba by się mocno zastanowić. Wygenerować debatę publiczną na temat stadionowych porządków, usiąść do stołów i powołać do życia nowe zasady bezpiecznego kibicowania.  Surowe i lakoniczne obietnice zaprowadzenia porządku złożyli Donald Tusk i Grzegorz Lato. Dołączył do nich znany marzyciel Michał Listkiewicz, który autorytatywnie stwierdził, że kibole na stadion nie wejdą i już. Tylko jak tego dokonać, jeśli do tej pory bez problemu wchodzili zawsze i wszędzie? Skoro nie było monitoringu stadionów, a kluby wiązały z kibolskimi wspólnotami  szemrane, mafijne ugody? Oczywiście dobrze życzę polskiej władzy – lubię oglądać piłkę na żywo i liczę na szybkie ukrócenie chamskiej swobody. Ale ten ruch będzie wymagał od rządzących twardej ręki i doprawdy sukinsyńskiej konswekwencji. Czy aby stać na nią politycznych krętaczy, pezetpeenowskich sybarytów i klubowych konformistów?...

 

   Anglicy poradzili sobie ze stadionową przestępczością w prosty sposób. Wysokie kary pieniężne i dożywotnie zakazy oglądania meczów na żywo skutecznie odstraszyły specjalistów od stadionowych fanaberii. Każdy kibic jest identyfikowany i dostaje miejsce w odpowiednim sektorze, gdzie jego zachowanie filmują kamery. Hucpa przenosi się w teren, gdzie kibole organizują bójki i ustawki – ale to już sprawa policji.  Nowe stadiony mają szansę przyczynić się do narodzin nowej jakości w polskim futbolu – jakości sportowej i ekonomicznej. Bezpieczny stadion przyciągnie kolejnych fanów piłki nożnej – choćby całe rodziny, pewne swego bezpieczeństwa i gotowe spędzić kilka dodatkowych godzin w okolicznej restauracji, supermarkecie czy kinie. Nowa jakość jest możliwa, jeśli tylko państwo polskie wykaże się konsekwencją. Skoro PZPN-u nie stać na płacenie słonych kar za dewastacje, poczynione przez polskich kiboli, skoro rząd wstydzi się za ich żenujące wybryki na wyjazdach, czas na zmasowane działanie – nim stanie się za późno. Wszyscy macie szansę choć częściowo odzyskać wiarygodność... Zatem do dzieła!


Podziel się

komentarze (43) | dodaj komentarz

WIELKI MISTRZ ODCHODZI Z KLASĄ

poniedziałek, 21 marca 2011 17:06

 

 

   Napiszę o nim jeszcze raz. Napiszę, bo mu się to należy; bo od lat mnie porusza i cholernie inspiruje. Adam Małysz, niepozorny chłopak z Wisły, stał się klasycznym bohaterem narodowym. Nie straszył nas fanaberiami rodem z tabloidów, nie usiłował jurorować, jodłować ani pląsać na lodzie. Robił to, co umiał najlepiej: pięknie i daleko skakał. Przez 16 lat zawodowej kariery zdobył prawie wszystko, co było do zdobycia: cztery medale olimpijskie, cztery mistrzostwa świata, cztery zwycięstwa w ostatecznej klasyfikacji Pucharu Świata. Stawał na podium 92 razy, wygrał 39 turniejów; w historii skoków zajął prominentne miejsce obok najwybitniejszych skoczków w historii skoków narciarskich, Fina Matti Nykanena i Niemca Jensa Weissfloga. Przez całą dekadę radował nas swoimi triumfami, pełniąc rolę naczelnego narodowego terapeuty. Stał się papieżem polskiego sportu: skromnym, opanowanym mistrzem, z którego byliśmy nieustająco dumni, na którego klasę można się było zawsze powołać. Panowanie króla Adama przypadło na lata mojej zwariowanej młodości. Kiedy Małysz wygrywał, komponowałem muzykę do "Wesela", współprowadziłem "Łossskot", wraz z Tranzystorami włóczyłem się po wszystkich drogach i klubach Polski. Nieraz oglądaliśmy jego skoki podczas trasy koncertowej: w knajpach, hotelach, na stacjach benzynowych. To dzięki niemu bywało jeszcze radośniej, jeszcze euforyczniej.

 

   W niedzielę Małysz oddał ostatni skok w ramach zawodów Pucharu Świata. Ziemia i Niebo były dlań przychylne – zajął trzecie miejsce w konkursie i zarazem skończył bardzo udany sezon na trzecim miejscu, ulegając tylko Thomasowi Morgernsternowi i Simonowi Ammanowi. Do swego imponującego dorobku dorzucił brązowy medal mistrzostw świata oraz zwycięstwo i kilka trzecich miejsc w konkursach – osiągnięcie o tyle trudne, bo dokonane przez weterana, naciskanego przez ambitnych młodziaków pokroju Morgensterna, Schlierenzauera, Jacobsena czy Hildego. Ale najbardziej inspirująca jest małyszowa mądrość, która podpowiedziała naszemu twardzielowi – zawodnikowi wciąż fizycznie mocnemu i plasującemu się w światowej czołówce – zakończyć karierę, że tak się kwieciście wyrażę, w kwiecie formy. Oto cechy, które charakteryzują absolutnego mistrza: wiara we własne siły i umiejętności i zarazem skromność i umiar, które każą mu odejść z godnością. Mieli z tym problem najwięksi z największych – Muhammed Ali, Michael Jordan, Maradona. W odpowiednim momencie nie potrafili wycofać się Andreas Goldberger, Janne Ahonen czy Martin Schmitt. Ego wybitnego zawodnika nie jest w stanie znieść myśli o abdykacji i sportowej emeryturze; wielki Ali jeszcze przez pięć lat po wielkich walkach z Foremanem i Frazierem rozmieniał się na drobne, dając się obijać bokserom, których w młodszym wieku zmiótłby z ringu w pierwszej rundzie. Tym wypada nam uszanować decyzję Adama Małysza: wielkiego mistrza i wybitnego, mądrego sportowca. Dzięki, Adamie - oto przeszedleś do legendy!


Podziel się

komentarze (92) | dodaj komentarz

WRESZCIE WIOSNA!

wtorek, 15 marca 2011 17:10

 

   Jakoś minęła ta cholerna zima. Nie było łatwo, oj nie. Na trzy śnieżne miesiące cała zgnilizna świata zamieszkała w mojej głowie i krwiobiegu. Pomieszanie, zwątpienie, niewiara, poczucie przemijalności i bezsiły – wszystko to podane w lodowym sosie, w sosie wiecznego niedogrzania i przemarznięcia. Robiłem co mogłem, żeby się nie poddawać. Trzy razy w tygodniu siłownia, dwa razy treningi karate, codziennie czekolada i herbata z miodem. Miałem co robić  - kończyłem jedną płytę, zaczynałem drugą. Napisałem muzykę do dwóch spektakli teatralnych. A jednak tej zimy męczyłem się wyjątkowo. Może do zwykłej zimowej depry dołączył pieprzony kryzys wieku średniego? Brzmi tragikomicznie – od razu przypomina mi się odcinek „Czterdziestolatka“, w którym Karwowski ma obsesję starości i śmierci. A jednak coś w tym jest: znienacka konstatujesz, że oto minęła twoja dzika i huczna młodość. Jesteś teraz panem w nieokreślonym wieku, mężczyzną ze skroniami przyprószonymi siwizną i uwypuklającym się nieco (choć wiecznie wciąganym) brzuszkiem. Patrzysz na młodych ludzi i myślisz sobie: „co za ściema! Więc to wszystko? To jest ta legendarna młodość – u kobiet tożsama z dekadą beztroskiej radości, wynikającej z  nadobności twarzyczki, jędrności cycków i sprężystości brzuszka, po której następuje powolny i dojmujący schyłek efemerycznego piękna? U facetów, ćwierćwiecze przystojniactwa i względnej sprawności fizycznej – bo potem musisz ciężko harować na każdy rok niezłego samopoczucia?“ Coś w tym stylu. Koniec końców, okazujesz się być wielką jętką, przeżywającą swą krótkotrwały wzlot ku niebu. Nic nie trwa wiecznie, mało tego – nic nie trwa w ogóle. Wszystko przemija w mgnieniu oka – to tylko nasza wrodzona niecierpliwość każe nam myśleć, że cokolwiek się dłuży. Nic się nie dłuży – czas zapierdala bezwględnie i nieprzerwanie, nie czekając na nikogo i na nic.

 

 

   Ale co to ma za znaczenie? Jest już połowa marca, na dworzu zrobiło się sucho i ciepławo. W powietrzu unosi się obietnica rychłego kwitnienia i niedalekich upałów. Przyroda wraca do życia: już za chwilę świat wybuchnie soczystą zielenią, a potęgujące się ciepło wiosennego słońca ujawni intensywne i kuszące zapachy. Wiosna i lato to pory, podczas których odżywa dosłownie wszystko – rośliny w każdym wieku, zwierzęca i ptasia młodzież czy stadzież, dojrzewające ludzkie podlotki oraz siwiejący panowie z brzuszkami. Wszystko inspiruje nas ku amorom, uniesieniom, godom, ekstazie i reprodukcji. Nie czas na smęty i tanią eschatologię. Dlatego bez żalu żegnam zimową deprę i jej zgniliznę. CH.C.W.D, nieczuła zimo! Wiem tylko, że za rok – w okolicach stycznia – muszę stąd uciec, choćby na dwa tygodnie. Gdziekolwiek -  tam, gdzie świeci słońce, a śnieg jawić się będzie egzotycznym mitem.


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 896  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730896
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl