Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

POST FACTUM

piątek, 29 marca 2013 0:07


   Nie zdecydowałem się  napisać niczego na temat meczu Polska – San Marino na gorąco, bo byłem zbyt zdegustowany. Zresztą pisać źle po wygranym meczu trochę nie wypada i zakrawa na chroniczne krytykanctwo. Nie zamierzam udawać fachowca, bo są do tego lepiej przygotowani – piłkarscy analitycy, trenerzy, co bardziej elokwentni eks-futboliści. Przecież większość jazz fanów nie umie grać jazzu, ale nikt im nie zakazuje publicznego wypowiadania się o jazzie. Mało tego, część z nich zostaje nawet krytykami jazzowymi. A jako że oglądanie meczyków to jedna z moich niewinnych pasji, zamierzam dalej pisać o piłce jako elokwentny kibic – mam do tego pełne prawo.

 

   Wtorkowy mecz Polaków chyba nikogo nie nastroił optymistycznie. Mimo niezłego wyniku nasi wygrali w kiepskim stylu:  Trener Fornalik ekperymentalnie załatał dziury w obronie, wstawiając za Wasyla nie ogranego w lidze Salamona (to akurat dobry pomysł i chwała mu za to, bo trzeba ryzykować); natomiast usadził na ławce wszelką kreatywną pomoc, skupiając się na formie skrzydłowych. A jako że poza Błaszczykowskim nie mamy skrzydłowego na światowym poziomie, skończyło się ogólnym chaosem i degrengoladą, którego kulminantą była druga połowa. Czasem wydawało się, że polska reprezentacja, naszpikowana  profesjonalistami i celebrytami, nie ma pomysłu na rozmontowanie drużyny amatorów… Skoro nasz eksportowy as Lewandowski cierpi na strzelecką niemoc, rozsądek podpowiada, że trzeba do bólu dawać szansę obsługującym go pomocnikom – Obraniakowi, Majewskiemu, Wolskiemu czy choćby ustawionemu za Lewandowskim Błaszczykowskiemu.

 

   Od szczurka (słyszałem kiedyś taki piękny regionalizm, więc go użyję) byłem fanem piłki nożnej na dobrym poziomie. Jakkolwiek artystycznie dość nawiedzony, przez całe dzieciństwo oraz młodość nie odstawałem od chłopięcej normy:  bez przerwy kopałem gałę na podwórku. Mało tego, od dziesiątego roku życia chodziłem na Lechię, żeby na żywo pooglądać mój ulubiony zespół. I pewnie tu się objawia ów schizofreniczny aspekt kibicowania: trudno jest pogodzić afekt do markowego futbolu oraz trzymanie kciuków za słabych ulubieńców… A ja, niestety, zaliczam się do grona tych naiwnych głupoli, którzy – bez względu na brak dobrych wyników i niską pozycję Polski w ogólnoświatowym rankingu – ciągle wierzą, że dla narodowej kadry przyjdą lepsze czasy. Jeśli nie teraz, to za pięć lub dziesięć lat. Pal licho, nawet za trzydzieści – bylebym tylko dożył chwili, kiedy Polska znów awansuje do dużego turnieju i wyjdzie ze swej grupy, siejąc postrach wśród rywali.

 


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

DZIEŃ NARODOWEGO KACA

sobota, 23 marca 2013 18:11

 

  Czemu porażki polskiej reprezentacji bolą jak kompromitujące mordobicie, w którym dostajemy po ryju przy dziewczynie i kolegach z klasy? Czemu oglądając mecze Polaków, człowiek upija się do lustra, a potem cały dzień ćwiczy kaca – fizycznego i moralnego? Czemu od mundialu w 1986 roku nie potrafimy wyjść z własnej grupy, choć mamy niezłych zawodników, grających na poziomie w najlepszych ligach Europy? Czyżby aż tak daleko odjechała nam nie tylko czołówka, ale i piłkarscy średniacy? Niestety, chyba tak.

 

  Cały czas łudzę się, że niskie miejsce Polski w rankingach jest trochę krzywdzące. Że jesteśmy w stanie wygrać z wieloma zespołami, które wskutek jakiejś statystycznej niesprawiedliwości znalazły się przed nami. A jednak statystyka nie kłamie. We wczorajszym meczu z Ukrainą rozpaczliwe zmagania Polaków przypominały nieudane towarzyskie potyczki z Urugwajem i Irlandią, kiedy traciliśmy bramki po głupich błędach obrony i bezskutecznie goniliśmy wynik.

 

   Sobotni mecz boleśnie obnażył braki biało-czerwonych: dziurawą obronę, niepewne interwencje stoperów, brak agresji i inwencji w pomocy, zero kreatywności skrzydeł, niemoc ataku. Wiadomo, jak ciężko się gra po dwóch knockdownach w 2. i 7. minucie. Ale jakim prawem na cztery strzały na bramkę w pierwszej połowie Ukraińcy trafiali nas za trzy, a my do końca meczu, z uporem maniaka, strzelaliśmy prosto w bramkarza? Owszem, po golu Piszczka była szansa na remis, udało się nam nawet trochę postraszyć rywali. Ale po kontrze na 1:3 już nas nie było. Na drugą połowę wyszła jakaś fatalna zbieranina kopaczy, grających bez składu i ładu. Gdyby nie Artur Boruc, który widząc, że nie może liczyć na interwencje obrony, wziął się w garść i zaczął bronić jak w transie, mogłoby być i 1:6. Pozostał smutek i wiele pytań. Dlaczego, dlaczego, dlaczego?

 

   Mamy dobrych piłkarzy, zapewne lepszych niż w latach 90-tych, kiedy w eliminacjach mistrzostw świata rozbijaliśmy Ukrainę, Bułgarię czy Irlandię. Natomiast nie mamy zespołu, który walczy w trupa o wynik. Zgoda - grający głównie w lokalnej lidze Ukraińcy zahartowali się w bojach Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej. Nie można jednak ciągle tłumaczyć wszystkiego doświadczeniem. Wczoraj naprzeciw siebie wystąpiły równorzędne dwie reprezentacje, z której jednej bardziej zależało na zwycięstwie. Jeśli chce się wygrywać, trzeba nauczyć się twardości, bezwględności. Tacy piłkarze jak Wasilewski, Glik, Boenisch, Piszczek, Krychowiak, Błaszczykowski, Obraniak czy Lewandowski ogrywają się przecież w najlepszych ligach świata. Nie ma najmniejszego powodu, żeby w meczach kadry zabrakło im motywacji, agresji czy woli walki. Panowie, teraz pozostało wam nastrzelać tuzin goli San Marino. Może wreszcie wróci morale, bo mistrzostwa w Brazylii uciekają wam jak pociąg Pendolino.

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

STAN PSYCHEDELICZNY OGŁOSZONY!

poniedziałek, 18 marca 2013 23:12

 

  Moi drodzy, kosmicznie świadomi! Niniejszym solennie oświadczam, iż dzisiejszego poranka, o godzinie 4 nad ranem, ukończyliśmy zdjęcia do naszego punkowo-patafizycznego musicalu „Polskie Gówno, czyli Fiołki w Neapolu“. Z braku czasu nie udało się nam nakręcić dosłownie trzech, pięciu scen, które zamierzamy dograć w kwietniu lub maju bieżącego roku (już po montażu), kiedy będziemy wiedzieli, co jest na miejscu, a czego brakuje... Dzisiaj, wczesnym rankiem, byliśmy świadkami niezwykłego wydarzenia: oto Stan Gudeyko, przewodniczący Patafizycznej Rady Avatarów Zaumu, ogłosił stan psychedeliczny dla naszej szerokości geograficznej... Drżyjcie, o podli i mali duchem Szołbizjanie! Już wkrótce nasze wspólne, patafizyczne dzieło zdemaskuje Wasze przebiegłe ścieżki i manipulacje w mafijnej domenie wszechobecnej konsumpcji i rozrywki… Naszym celem jest rychłe przywrócenie równowagi w świecie wolnej kreacji, w którym wszechobecny, bezduszny komercjalizm oraz odmóżdżający chłam i tandeta podstępnie wyparły wielką, kulturotwórczą sztukę Zaumu i Pure Nonsensu… Eadem Mutata Resurgo! Patafizycy wszystkich mentalnych poziomów - łączcie się!

 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 902  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730902
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl