Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 285 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

BORUSSIA W FINALE!

wtorek, 30 kwietnia 2013 23:56

 

   Borussia Dortmund w finale! Już chciałem pisać pean na temat genialnej gry Borussii w obronie: chwalić uważną i bezkompromisową grę stoperów Suboticia i Hummelsa, świetną pracę bocznych defensorów Piszczka i Hummelsa, wreszcie kapitalne, nieustanne wsparcie pomocników Błaszczykowskiego, Bendera i Gundogana, kiedy na parę minut przed końcem zdesperowany Real pokazał kły. Nagle zrobiło się 1:0, potem 2:0... I bardzo dobrze, bo widowisko rangi półfinału potrzebuje wysokich emocji. Ostatnie parę minut to nieustanne, huraganowe ataki piłkarzy z Madrytu, którym nagle zaczęła się układać gra. Przez cały mecz bezsilnie tłukli głowami w dortmundzki mur, nie mając pomysłu na zaskoczenie rywala. I Dortmundczycy mieli swoje szanse – gdyby Lewandowski czy Gundogan wykorzystali jedną ze swoich trzech stuprocentowych szans strzeleckich, nie byłoby tematu nerwowej końcówki. Ale Realowi nie należał się finał. Zwycięstwo – tak, bo na nie zapracowali poświęceniem, walką do końca. A jednak fakty mówią same za siebie. W czterech meczach z Borussią Real przegrał dwa razy, po razie wygrał i zremisował... To nie jest rok Realu. Czy to będzie rok Borussii? Oby.

 

   Lubię Borussię od czasów mistrzowskiego teamu z lat 90. Może dlatego, że ich gra już wtedy mało kojarzyła mi się ze sztampowym niemieckim futbolem. Powiedzmy sobie szczerze: dawnym niemieckim futbolem, bo współczesna reprezentacja naszego zachodniego sąsiada, będąca wybuchową mieszanką temperamentu Niemców, Turków, Polaków i potomków emigrantów z Afryki, to zupełnie inna para kaloszy. Od paru lat oglądałem głównie mecze ligi hiszpańskiej, niemieckiej i angielskiej. Hiszpańskiej ze względu, na Barcelonę, niemieckiej – dla „polskiej“ Borussii. Już o tym pisałem, że momentami styl dortmundczyków odpowiadał mi bardziej niż ten Barcy. Dzisiaj już wiadomo, że sama maestria tiki-taki oraz ataku pozycyjnego nie wystarczy. Cóż z tego, że piłkarze Barcelony wznoszą się na wyżyny techniki i futbolowej poezji, grając w nieustannej przewadze, skoro remisują i przegrywają coraz więcej meczów? Na ich tle Borussia demonstruje futbol mniej schematyczny i przewidywalny, dużo radośniejszy, rozgrywany w niebywale szybkim tempie. Kiedy dortmundczycy mają swój dzień, oferują czystą radość dla oczu kibica – choćby w meczu z Realem sprzed tygodnia. Nikt w Europie nie gra tak szybko i zarazem precyzyjnie, w podobnym poczuciu zespołowej synergii. Świetne wyszkolenie techniczne (Goetze, Reuss, Gundogan, Błaszczykowski), niesamowita kondycja i przygotowanie motoryczne (praktycznie wszyscy), ofiarność i odpowiedzialność w obronie, intuicyjna asekuracja i wymienność pozycji, wreszcie kreatywność ataku pozycyjnego i kontr – to wszystko czyni z ich najładniej grający team w Europie. Spójrzmy prawdzie w oczy – to nie przypadek, że dwa niemieckie zespoły gromią dwie hiszpańskie legendy, spotykając się w finale Ligi Mistrzów. Wiem, że uprzedzam fakty, ale bądźmy realistami. Dzisiejsza Barcelona z osłabioną defensywą, starzejącym się Xavim, przemęczonym Messim oraz krótką ławką, pełną nieopierzonych młokosów, nie generuje argumentów, które może przeciwstawić Bayernowi. Czy ma je Borussia? Oczywiście, że tak. Póki Goetze i Lewandowski grają w Dortmundzie, dopóki o wyniku rozgrywanego w neutralnym miejscu finału decyduje przede wszystkim wola zwycięstwa i dyspozycja dnia, szanse rozkładają się po fifty-fifty. Zgoda, bawarczycy rozgrywają świetny sezon i są bardzo zdeterminowani, ale determinacji na pewno nie będzie brakować i Borussi. Przecież, koniec końców, nie co dzień gra się w finale. Bardzo liczę na to, że „polska“ Borussia dokopie nieprzyzwoicie bogatym pewniaczkom z Bawarii, zanim ci drudzy wykupią wszystkich ualentowanych graczy z Bundesligi. Niech sprytny Dawid pokona aroganckiego Goliata i ucieszy moje polskie serce...

 


Podziel się

komentarze (34) | dodaj komentarz

KONTUZJA CZARNEJ MAMBY I CIĘŻKA PRZEPRAWA LAKERSÓW

niedziela, 14 kwietnia 2013 9:31

 

   Jednym z moich sportowych bohaterów, obok Lionela Messiego, jest Kobe Bryant. Pamiętam wczesne mecze Kobe’ego – niesfornego, zadufanego w sobie chłopaka zaraz po szkole średniej – gdy jego ówcześni Lakersi grali spektakularny showtime, z którego niewiele wynikało. Niebawem Lakersi kupili Shaquille’a O’Neala, ale żeby wspiąć się na sam szczyt najlepszej ligi świata, musieli jeszcze poczekać i spokornieć. Fanem Lakersów zostałem po abdykacji króla Michaela. Władze klubu, panowie Buss & West, na stanowisku trenerskim postanowili zaangażować Phila Jacksona, jednego z autorów sześciu ligowych triumfów Chicago w latach 90. Czy autora ważnego, czy mniej – tu zdania były podzielone. Część krytyków uważała, że stosowana przez niego taktyka ofensywy trójkątów, której Phil nauczył się w Chicago od Texa Gordona, to zwykły pic na wodę. Ba, uważał nawet tak sam Kobe. Po zdobyciu pod wodzą Jacksona trzech mistrzostw NBA w trzech kolejnych sezonach w latach 1999-2002, Bryant zaczął publicznie krytykować swojego trenera, wdając się w poważny spór z Shaq’iem i widząc siebie jako głównego lidera zespołu. Doprowadził tym samym do rozpadu mistrzowskiego składu. W swojej książce Jackson nazwał Kobe‘ego „niemożliwym do wytrenowania“.

 

   Czarna Mamba musiał dorosnąć, żeby stać się prawdziwym liderem Lakersów. Trzy lata po ostatnim tytule do Jeziorowców powrócił Phil Jackson. Panowie pogodzili się i Kobe przystał na zenistyczne metody trenerskie Jacksona,  wyszydzane przez krytyków tego drugiego. W sezonie 2007-2008 Lakersi doszli do finału, w którym przegrali z bardzo mocnymi w tamtym roku Boston Celtics. Przegrali dość gładko, o ile pamiętam – 2:4. A jednak nic tak nie hartuje mistrzów, jak życiowe porażki. Kobe był już dojrzałym facetem świeżo po trzydziestce, kiedy rok później po wygranym finale z Orlando Magic odebrał swój czwarty mistrzowski pierścień. W następnym sezonie Lakersi z Kobe’m i Jacksonem w finale ligi pobili Celtów, tym samym rewanżując się za porażkę sprzed dwóch lat. Jeszcze rok później zostali wyelimiowani w drugim meczu playoffów przez przyszłych mistrzów NBA, Dallas Mavericks, którym jak mało komu należało się upragnione mistrzostwo. Po tym sezonie Phil Jackson odszedł na sportową emeryturę, zostając najbardziej utytułowanym trenerem w historii ligi: zdobył 2 tytuły jako zawodnik i 11 jako trener. I tyle historia.

 

   W niniejszym sezonie szwankowało wszystko. Zarząd Lakersów zaangażował trenera z akademickim doświadczeniem, Mike’a D’Antoniego, ale chłopu wyraźnie brakowało charyzmy jego słynnego poprzednika. Do drużyny dookoptowano weterana Steve’a Nasha, któremu przez cały rok nie dopisywało zdrowie, oraz gwiazdę ligi - niesamowicie atletycznego, ale dość słabego psychicznie Dwighta Howarda. Howard od samego początku sezonu zaczął łapać kontuzje i wszedł w konflikt z Kobe’m, polemizując z nim za pośrednictwem prasy. Sporo czasu na ławce spędził doświadczony obrońca Metta World Peace, niegdyś Ron Artest. Brakowało dobrych rezerwowych – ostatnie mecze regularnego sezonu osłabiony zespół Jeziorowców wygrywał ledwie-ledwie, grając praktycznie siedmioma zawodnikami. I wreszcie stało się – w końcówce meczu przeciwko Golden State Warriors osłabione nadmierną eksploatacją ścięgno Achillesa Bryanta nie wytrzymało. Poważna kontuzja, eliminująca Charną Mambę przynajmniej na pół sezonu, stała się faktem. I oto mamy kłopot. To, że Kobe wróci, jest dla mnie prawie pewne. Od czasów legendarnego „Air“ Jordana na parkietach NBA nie było bardziej uzdolnionego i ambitniejszego zawodnika. Ale czy jego zespołowi uda się awansować choćby o playoffów? Pewnie tak, ale na tym raczej poprzestaną. Wierzę w ambicje Howarda, Gasola i World Peace’a, niemniej statystyki są bezlitosne – w tym roku Lakersi z Bryantem na czele byli niemiłosiernie ogrywani przez młode ekipy Clippersów, Oklahomy czy Denver. W NBA ma miejsce zmiana pokoleniowa; kiedy Czarna Mamba wróci, będzie mu jeszcze trudniej...

 


Podziel się

komentarze (29) | dodaj komentarz

TROCHĘ PRYWATY

środa, 10 kwietnia 2013 9:51

 

   Pod koniec marca całą parą zabrałem się za nagrywanie piosenek demo do naszego musicalu. Siedziałem w studiu po dziesięć godzin dziennie, klejąc perkusyjne bity i wycinając na gitarkach wszelkiego sortu. Wyszło, że piosenek będzie strasznie dużo – aż 34 numery. Pierwsza płyta, zatytułowana „Polskie Gówno“ zawierać będzie piosenki fikcyjnego zespołu Tranzystory z Pruszcza Gdańskiego – w klimacie punkowym, reggae’owym, rockowym, a nawet country’n’western. Krążek nr 1 uzupełnią wodewilowe utwory, wykonywane przez menadżera grupy Czesława Skandala (Grzesiu Halama) oraz jej kierowcę i legendarnego mentora, Stana Gudeyko (Robert Brylewski), w istocie przewodniczącego ezoterycznej Wspónoty Patafizyków Selenitów. Druga, pt. „Fiołki w Neapolu“, będzie zbiorem piosenek, śpiewanych przez fikcyjne telewizyjne i radiowe gwiazdy – m.in. Dudka Majsnera z zespołem B. Sex (Arek Jakubik), Gigę (Sonię Bohosiewicz), pułkownika Kalitę z zespołem Zryte Berety (Olaf Deriglasoff) oraz wokalistę Seana Mrówkę z grupy Zoltar (Mikołaj Lizut). Dodatkowo usłyszymy interpretacje mych piosenek w wykonaniu mojego filmowego Ojca (Marian Dziędziel) oraz wielkiego producenta filmowego Romana Blooma (Jan Peszek), głowy Wielkiej Wspólnoty Szołbizjan. Obecnie film jest na etapie montażu, który powinien zostać zrealizowany do końca miesiąca maja. Od początku maja Tranzystory oficjalnie wchodzą do studia, żeby zarejestrować soundtrack do filmu. Planujemy nagrać cały szajs do końca czerwca, bo od lipca z powodów rodzinnych przenoszę się na parę miesięcy do stolicy.

 

   Od początku kwietnia ślęczę nad autoryzacją książki w formie wywiadu-rzeki, który znany i ceniony dziennikarz Rafał Księżyk przeprowadzał ze mną przez ostatnie pół roku. Oczywiście praca nad książką o sobie samym kojarzyć się może z wyznaniem zatwardziałego onanisty – myśl bliska memu sercu – ale jest w tym wszystkim drugie dno. Rafał odwalił kawał dobrej roboty, nagrywając moje bełkotliwe wypowiedzi i aranżując je w postaci merytorycznie sensownych zdań. Jednak dla mnie, literackiego pedanta, to dopiero początek zadania. Wywiad to wywiad, szczególnie gadany i nagrany. Są niefornalne wypowiedzi dla studenckich mediów, których w ogóle nie poprawiam – gadało się szczerze i otwarcie, więc forma może być niedoskonała. Istnieją wywiady dla większych i mainstreamowych gazet, które cyzeluję – zależy mi na tym, żeby wyrażać się do rzeczy, skoro już zabieram głos. A idea wywiadu-rzeki? Przecież to wielka szansa klarownej eksplikacji swojej historii i wyznawanej filozofii. Nie mogę pozwolić sobie na zwyczajowy bełkot. Dlatego siedzę nad każdym rozdziałem po dwa dni, przez sześć, osiem godzin dziennie, poprawiając i doprecyzowując dosłownie każde zdanie. Osobliwe doświadczenie - czytać o własnej przeszłości. wchodząc w jej meandry z mentalną lupą. Przybliżać prawie zapomniane detale, koloryt i klimat zapamiętanych zdarzeń, po czym swobodnie oddalać się, dystansować, odfruwać, oglądając całość z lotu ptaka, w dużym uogólnieniu. Tu Totart, yass, Miłość i Kury, tam - "te wszystkie dziewczęta, ktore kiedyś tak bardzo, tak bardzo (...) ". I tak dalej. Nasuwają mi się ciekawe wnioski, na które wcześniej nie wpadłem, będąc w sposób oczywisty i upierdliwy zagrzebanym w codzienności. Jakie? Ano choćby to, że człowiek jest pojebany. I to jest oczywiście epickie piękne. I że warto być konsekwentnym w działaniu, bo to się opłaca. Moralnie, he-he.

 


Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 864  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730864
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl