Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 630 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

SPOTKANIE Z ROSHIM KWONGIEM

środa, 29 maja 2013 8:34

 

   Któregoś pięknego, słonecznego dnia lipca 1994 roku wędrowałem w górę Monciaka w kierunku sopockiego dworca. Jechałem do Warszawy, żeby negocjować warunki sprzedaży drugiej płyty Miłości, „Tańca Smoka“.Gdy stałem na stacji, czekając na pociąg, pod drugiej stronie peronu pojawił się nagle spory tłumek. Rozpoznałem w nim moich dobrych znajomych z buddyjskiej wspólnoty Zen, która praktykowała z Roshim Kwongiem – amerykańskim nauczycielem, który od paru lat przyjeżdżał do Polski. Zrobił się jakiś nagły raban i rejwach. Ktoś mnie zauważył, a może po prostu docenił moje gabaryty, i wcisnął mi w ręce dwie pokaźne walizki. Pośród grupy znajomych spostrzegłem sympatycznego, starszego pana o azjatyckich rysach, który uśmiechał się do mnie promiennie. „Chodź na śniadanie z Roshim Kwongiem“, szepnęła do mnie Joasia Prendota. Nie miałem wyjścia. Zostałem tymczasowym tragarzem osobistego bagażu oraz ordynansem kogoś niezwykłego, z kim dane mi było spędzić cały dzień.

 

    Dzień z Roshim Kwongiem był niezwykłym doświadczeniem. Ktoś, kto jest buddystą, kto uważa się za adepta Dharmy, zna to uczucie przebywania w towarzystwie kogoś, kto jest naturalny i spontaniczny jak dziecko. Kto żyje tu i teraz, z kim obcowanie sprawia ulgę i poczucie dziwnej radości oraz błogoslawieństwa. Słuchałem, jak Roshi opowiadał o buddyzmie, który zanika na Wschodzie, a odradza się na Zachodzie. Opowiadał o swojej wizycie w Japonii, gdzie buddyzm Zen był bardzo zinstytucjonalizowany i sformalizowany. Zapytałem go o jego syna, który podobno grał na saksofonie, Roshi potwierdził. „Słyszałem, że lubisz artystów“, powiedziałem do niego. „Już nie“, zażartował Roshi. „Mają za duże ego“. To było o mnie, ha-ha. Zaproponowałem Roshiemu nocleg w naszej pracowni na strychu na skrzyżowaniu Monciaka i ul. Haffnera - mistrz z ochotą przystał na moją propozycję. Pamiętam, że wolny krokiem szliśmy w górę Monte Cassino, rozmawiając o zdrowiu i przemijaniu. „Widzę to tak“, rzekł nagle Roshi. „W życiu chodzi o czynne uczestnictwo w stracie“. Uderzyło mnie to, co powiedział. Przez lata buddyjskiej praktyki zrozumiałem, że życie jest ciągłym uczestnictwem w stracie. Po kolei tracimy wszystko: młodość, miłość, zdrowie, przyjaciół, naszych bliskich. Ale czemu czynnym? Zapewne chodzi o to, żeby tę stratę radośnie zaakceptować, puścić przywiązanie. To niełatwe, ale jest to jakiś sensowny i liberujący cel.

 

   Przed dziesiątą wieczorem postanowiłem zrobić dla Roshiego Kwonga prowizoryczne zakupy w nocnym sklepiku na tyłach delikatesów. Zaniosłem je mu do góry i życzyłem dobrej nocy. „Hej, Tymon“, powiedział nagle. „A co z Twoją płytą? Miałeś jechać do Warszawy, żeby ją sprzedać“. „Nie ma problemu, pojadę jutro“, odparłem. „Czy mogę jej posłuchać?“, zapytał Roshi. Nie chciałem już mu się narzucać. „Jesteś zmęczony, może przy okazji“, powiedziałem. „Nie, nie“, nastawał Roshi. „Chcę jej posłuchać!“. Nastawiłem muzykę i zacząłem ubierać buty. Dosłownie po kilkunastu sekundach Roshi Kwong wybiegł za mną i zaczął wołać: „To świetne! Naprawdę! Słyszę, że gracie bardzo otwartą i odważną muzykę. Bardzo mi się podoba. Zapalę kadzidełko, żeby udało ci się ją dobrze sprzedać“. Stało się tak, jak sobie tego zażyczył. Zarobiliśmy za nią pierwsze pieniądze (pierwszą oddaliśmy praktycznie za darmo). Płyta stała się kultowa – okazała się najlepszą pozycją w dyskografii zespołu Miłość, na którym, oprócz oryginalnego jazzu, pobrzmiewa duch eksperymentów lat 60. oraz element baśniowo-magiczny.

 

   Dziś w Ratuszu Staromiejskim, o godz. 17, odbędzie się spotkanie z Roshim Jakusho Kwongiem. Każdy, kto ma ochotę zobaczyć prawdziwego mistrza Zen, może czuć się zaproszony. Oczywiście nie oczekujcie zbyt wiele – Roshi to skromny, cichy człowiek. Zdecydowanie bliżej mu do mistrza Yody niż Bruce’a Lee czy Stevena Seagulla… Do zobaczenia.

 


Podziel się

komentarze (52) | dodaj komentarz

WYJAŚNIENIE KOTA OJCA PANA TYMAŃSKIEGO

środa, 22 maja 2013 13:26

 

   We sprostowaniu Newsweeka do pana Tymona Tymańskiego z dnia 21 maja b. r. pan Sebastian Łupak napisał:

 

   W okolicach godz. 21.00 Tymon przesłał autoryzację wraz z informacją:„Sorry za obsuwę, ale muszę coś wyjaśnić (…). Rano od 7 do 10 miałem audycję, potem byłem prawie dwie godziny w szpitalu (…). O 12 - spektakl. Później musiałem pożyczyć z Sopotu sprzęt do nagrywania i wykastrować kota ojca (…)”. To nie cała lista aktywności Tymona w piątek 10 maja. Żałujemy, że wszystkie okazały się ważniejsze od autoryzowania wywiadu, choć mamy nadzieję, że kot czuje się dobrze“.

 

   Jako kot, przedstawiciel mądrzejszego gatunku, nie życzę sobie wciągania mnie w ludzkie sprawy ani ujawniania szczegółów mojego życia intymnego. Niech Pan Łupak wczuje się w moją sytuację: co stałoby się, gdybym ja szeroko rozpisywała się o jego kastracji? Owszem, czuję się dobrze i na tym poprzestańmy.

 

P.S. Wyluzujcie się trochę, ludzie. Idzie lato, czas pomedytować na słońcu. Dziękuję.

 


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

PANIE TOMASZU LIS!

wtorek, 21 maja 2013 1:37

 

   Tydzień temu w Newsweeku ukazał się artykuł pod tytułem „Jestem Faustem“. Artykuł ów, nawiasem mówiąc jeden z najsłabszych mi poświęconych, napisany został przez mojego byłego redakcyjnego kolegę z Gazety Morskiej, Sebastiana Łupaka. Pomijając niewielką wartość literacko-informacyjną, rzeczony tekst opiera się na mojej wypowiedzi z wtorku 7 maja b.r., która nie została przeze mnie autoryzowana. Tekst do autoryzacji dostałem w piątek o pierwszej w nocy, odesłałem go koledze Łupakowi tego samego dnia o 18:45. Okazało się, że moje (znaczne) poprawki oraz zgoda nie były nikomu potrzebne. W redakcji Newsweeka zamówiono krwisty tekst o kontrowersyjnym artyście, który już w następny poniedziałek postanowiono rzucić na półki niczym smaczne kąski dziennikarskiej świeżonki. Nikomu nie zależało na pogłębieniu merytoryki, uwypukleniu rzeczowości, podniesieniu jakości artykułu. Nikt nie dał mi szansy pełnej eksplikacji i korekty. Jakbym był jakimś skorumpowanym politykiem, którego należało wkręcić, podjudzić i ukradkiem włączywszy magnetofon, udowodnić mu grube sukinsyństwo. To metoda najgorszych szmatławców, tak nie robią porządne periodyki.

 

    Jedyny podobny casus przydarzył mi się wieki temu, kiedy w trakcie wywiadów na temat muzyki do „Wesela“ Wojtka Smarzowskiego nierozważnie udzieliłem wypowiedzi „Superekspresowi“. Szybko zrozumiałem, że są gazety, których dziennikarzy należy unikać szerokim łukiem. Od tej pory będę takim samym łukiem unikał ludzi z Pańskiej redakcji. Newsweeka miałem dotąd za tygodnik o ustalonej klasie i renomie. Kilkakrotnie zdarzyło mi się udzielać wywiadów dziennikarzom pisma, które obecnie Pan reperezentuje. Najwyrażniej bezpardonowa walka na łokcie o liczby sprzedaży nie służy współczesnemu dziennikarstwu, któremu usiłuje Pan przewodzić i prawić morały. Jak widać, bezpodstawnie. Wczoraj wieczorem mój nieautoryzowany wywiad pojawił się na portalu Onet.pl w charakterze kolejnego brukowego ochłapu. Na pierwszej stronie! Czy Pan wie, do czego przyłożył Pan rękę? Puścił Pan dalej kiepski, ściemniony wywiad. Pan lub ktoś z Pana kręgu frywolnie kupczy nieautoryzowanym, pismackim badziewiem. To trochę jak dziennikarskie paserstwo – sprzedawać coś, co zostało niejako wykradzione, zmanipulowane, zdeformowane, co szkodzi autorowi wypowiedzi i na co absolutnie nie otrzymał Pan jego autorskiej zgody. Be, Panie Lis.

 


Podziel się

komentarze (128) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 681 871  

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2681871
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl