Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 527 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

OBIECANKI LATA

wtorek, 24 czerwca 2008 9:30

Kończy się czerwiec. Przez te trzy letnie miesiące - czerwiec, lipiec i sierpień - życie robi się lekkie i przyjemne, parafrazując tekst piosenki „Summertime". Polski klimat na krótki czas staje się atrakcyjny i urokliwy. Wieczorami aż chce się łazić i wdychać aromat lata, które tchnie nową świeżością, nową przygodą, nowym niedocieczeniem. Dziewczęta noszą się bezczelnie kuso, aż wystają im przeróżne krągłości i półnagości; po parkach i bramach chyłkiem obściskują się młode pary. Doprawdy - chyba trzeba być nieboszczykiem, żeby tego nie widzieć, nie czuć; żeby choć półgębkiem nie brać udziału w tym naturalnym, kanikularnym festynie młodości, który co rok mami młodych i starych. A ja? A mi w tym roku stuknie okrągła czterdziestka. I wstyd przyznać, ale czasem czuję, jakbym miał dopiero siedemnaście lat. Jakby to było wczoraj: późnym wieczorem wpadałem do domu, pędziłem do kuchni i, kontemplując letnią zorzę, robiłem sobie żarcie i słuchałem „Kompleksu Portnoya" Philippa Rotha, którą to znakomitą powieść lubieżnym głosem czytał w radiu Henryk Talar. W głowie kompletny chaos: tysiące możliwości, tysiące pomysłów naraz; wielka, romantyczna pogoń młodzieńczych marzeń i planów. Pamiętam, że czasem wysiadywałem do późnej nocy na zboczu stadionu MOSiR-u przy ul. Grunwaldzkiej. Na tle zachodu słońca obserwowałem strzępiaste chmury, które powoli zmieniały kształty. Cierpliwości w tej konteplacji nieba nauczyły mnie filmy Herzoga; jego kamery potrafiły znienacka znieruchomieć, żeby dyskretnie podpatrywać ludzką twarz albo sielski pejzaż. Już potem nigdy nie miałem tyle czasu, żeby podglądać niebo letnią porą; w mym życiu zaczęło dziać się więcej i więcej, aż człowiek zagubił gdzieś tę niewinną, pierwotną ciekawość świata. Choć czasem wystarczy tylko jeden zapach, dalekie wspomnienie - i świat znów jest młody, powabny, i znów zaczyna mnie kusić milionem cichych podszeptów i obiecanek.



Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

POLSCY PIŁKARZE, JESTEŚCIE DUPAMI WOŁOWYMI

piątek, 13 czerwca 2008 10:35
Polscy piłkarze, jesteście dupami wołowymi. Czekałem na Wasze występy na Euro pół roku i jestem srodze zawiedziony - graliście dużo gorzej niż w eliminacjach. Bez pomysłu, strachliwie, niepewnie. Tyle gadaliście o tym, jak będziecie walczyć. Niestety, skończyło się na paplaniu. Przegraliście mecz z Niemcami po głupich błędach, które (w tej liczbie) nie powinny się przydarzać profesjonalistom. Przegraliście mecz z cienką Austrią - mecz, którego nie można było przegrać. Gdy widziałem, jak partaczycie okazję za okazją, czułem, że to wszystko się na was zemści. Tak, tak - obwiniajcie sędziego, ile wlezie. Gdyby nie Brazylijczyk, nie strzelilibyście nawet żadnej bramki na tym Euro, bo Chorwatom możecie ewentualnie zaparzyć herbatę i ponosić buty. Nie mogę was dłużej oglądać, tak jesteście przerażeni i sparaliżowani - to mi źle działa na bańkę. Gdy was widzę w takiej formie, przestaję wierzyć w ten kraj. Odbieracie mi siłę i wiarę w muzyczną misję, w związku z którą od 20 lat zapierdalam busem po Polsce w tę i wewtę, od Gdańska do Bolesławca, od Bolesławca do Sanoka, od Sanoka do Augustowa. Za kasę, która w porównaiu z waszymi apanażami jest czystym żartem. Polacy śmieją się z Czechów, że ci podczas drugiej wojny światowej nie bili się z okupantem. No tak - ale na boisku jest dokładnie odwrotnie. Czesi walczą jak lwy, nawet jeśli danego dnia są słabsi od koncertowo grających Portugalczyków, natomiast Polacy już od pierwszych minut z Austrią mieli pełne gacie... Trudno się biega z pełnymi gaciami - wszyscy to pamiętają z dzieciństwa. Niestety, po pamiętnym roku 1982 obserwuję wysyp kolejnych pokoleń jakichś dziwnych, topornych pseudo-atletów, którzy mają problemy z opanowaniem piłki, nie potrafią jej rozegrać i przytrzymać, na dodatek jeśłi już zakwalifikują się na imprezę dużej rangi, spalają się w przedbiegach. Moi mili piłkarze polscy: jesteście jak Andrzej Gołota. Dajecie nam nadzieję, a potem jest już tylko wstyd, że się znowu nie udało. I co najgorsze - że jednak nie zrobilliście wszystkiego, choćbyście podkreślali to w każdym wywiadzie przez najbliższe cztery lata. Nie będę oglądał waszego meczu z Chorwacją, bo potem nie będę mógł spać, trawiony bolesnym, kwaśnym stuporem, który odbiera mi motywację do mojej pracy (którą z miłością wykonuję po szesnaście godzin na dobę). Leo - chyba szkoda Twojego talentu dla tej kadry. Szkoda Twojego czasu, który marnujesz na zmotywowanie słabych, nie wierzących w siebie piłkarzy, którzy potrafią ograć prawie każdego w meczu towarzyskim lub nawet eliminacjach i na tym koniec. Całe szczęście, że czas wielu z was już się kończy. Nie chcę więcej oglądać, jak biegacie po boisku z bobkami w gaciach. Żegnaj, toporna, strachliwa, bobkogenna kadro - i nawet mi się nie śnijcie.


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

DOKUMENT O GRUPIE MIŁOŚĆ

środa, 11 czerwca 2008 11:41
Dwa dni temu zaczęliśmy kręcić dokumentalny fim o zespole Miłość. Udało mi się namówić jednego z trzech aktualnych reżyserów Łossskotu, Filipa Dzierżawskiego (autora m.in. odcinka o Bielasie i jego sfingowanym pogrzebie), żeby zrobić tej zasłużonej kapeli mały pomniczek post mortem (może i być pod mostem). Mamy mało zdjęć, kilka realizacji koncertowych; o kilka lat minęliśmy się z epoką, w której każdy na potęgę cyka elektroniczne zdjęcia i co który ma kamerę w domu. Kręcimy w nowym, przestronnym studiu Biodro Records w okolicach Stągwi Mlecznych, niedaleko Długiego Targu. Pojawili się wszyscy (oprócz Jacka Oltera): jest Mikołaj Trzaska, Maciek Sikała i Lechu Możdżer. Na bębnach (bardzo kompetentnie) gra z nami Kuba Staruszkiewicz, perkusista grup Pink Freud i Yass Ensemble. Muszę przyznać, że jest w tym spotkaniu coś niesamowitego. Mimo pewnych tarć (Miko ma artystyczne opory co do grania dokumentalnych prób z zespołem, który kojarzy mu się z inną estetyką, którą pogrzebał był lata temu. I ja to rozumiem; ale jest na tyle kochany, że przebywa z nami i jest sobą - jak coś go wkurwia, po prostu oponuje i tyle), atmosfera tej sesji to coś rodem ze snu. Z dobrego snu. Patrzę na twarze przyjaciół, którzy tak naprawdę nigdy nie przestali być moimi przyjaciółmi, nigdy nie przestali BYĆ CZĘŚCIĄ MEGO ŻYCIA; oddalili się tylko, razem ze swoimi prywatnymi wyspami, znikli w tej ogromnej przestrzeni, w której wydarza się nasza historia. Mogę ich przywołać i wtedy się pojawią; widzę, jak zmienił ich czas, jak się postarzeli i dojrzeli. Jak są jeszcze doskonalej Mikołajem, Maćkiem i Leszkiem, jak uczciwie i wiernie dają wyraz byciu sobą i nikim innym. Potrzebne nam było to spotkanie, potrzebne nam były te rozmowy. Musieliśmy powiedzieć sobie pewne rzeczy, musieliśmy wzajem pogłaskać pewne blizny (bo przecież nie rany - blizny, co są stare jak Wietnam). Jestem tym wszystkim, kurde, poruszony i zmechacony; skostostropowacony i zmumifikowany jestem.

Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 698 911  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2698911
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl