Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 630 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

CZEKAMY NA SYGNAŁ

wtorek, 16 czerwca 2009 16:46

Biodro wydaje, tańczy i walczy. Wydaliśmy ponad 40 płyt i zamierzamy szybko dociągnąć do setki. Zrzeszyć armię niezależnych artystów pokroju Roberta Brylewskiego, Alka Koreckiego, Antoniego Gralaka, Kiniora, Bajzla; Kobiet, Von Zeita, Pawilonu, Sensorrów, Pulsarusa, Larsa, Prząśniczek i innych. Czy ta kampania ma sens? Czy ma jakikolwiek sens wydawanie płyt niezależnych artystów - w dobie polskiego hiperkonsumeryzmu, który tryska nam w twarze strumieniami rzadkiego kału, prosto z odbiorników telewizyjnych i radiowych, z ekranów kin i powierzchni reklamowych, z wnętrz supermarketów i kiosków? Czy wydawanie ma sens w tych chorych czasach, w których media publiczne i ich efemeryczni władykowie, spleceni w zapaśniczym uścisku medialnej rywalizacji, najwyraźniej uparli się, żeby nie promować niczego, co tchnie oryginalnością, wrażliwością, inwencją, co zmusza do intensywnego myślenia i introspekcji? Cz wreszcie wydawanie ma sens - w kraju, w którym większość ludzi nie kupuje polskich płyt, zasysając artystyczne produkty z netu, za darmo; przywykla do twardych stanowisk korporacji i samych artystów, woli pogodzić się ze statusem wirtualnych złodziejaszków? Moi drodzy, nie wiem - za parę lat (prawdopodobnie) będę mądrzejszy i podzielę się z Wami odpowiedziami na te retoryczne pytania. Przypominam sobie tylko, że na początku lat 90-tych sytuacja wyglądała dość podobnie - do czasu, kiedy Nirvana nie zmiotła Michaela Jacksona z list przebojów. Po dość długim okresie muzycznej nijakości rzeczywistość na nowo wybuchła feerią różnorodności... Wszystko na tym świecie wydarza się w formie cykloidalnym. Renesans ustępuje kontrreformacji, a romantyzm pozytywizmowi. Jazz odchodzi do lamusa, żeby oddać pole rokendrolowi; stetryczały rokendrol trafia do „Hall Of Fame", podczas gdy jego buntowniczą aurę przejmuje hip hop - aż do kolejnego skomercjalizowania i zlodowacenia. Z innej beczki - ciekawa rzecz, ta nasza kochana Polska. Wyobraźcie sobie, co zostaje na polach i na ulicach po dwustu latach zimy. To nasz spadek - spadek  mentalnego syfu po 125 latach zaborów oraz 44 latach komuny. To Polska - nasza stajnia Augiaszowa... Trzeba zakasać ręce i zabrać się do porządków; na analizy przyjdzie czas na emeryturze... Mnie, moim kolegom-artystom oraz naszej publiczności, pozostaje wierzyć, iż wszystko, co robimy, ma głęboki cel i znaczenie. Jak pisze Osho: „W książce Bhagavatgita Krishna mówi - nie myśl wcale o wyniku. Po prostu to, co robisz, rób z całych sił. Zagub się w tym i zatrać. Nie stawiaj oporu. Po prostu odpuść. Powiedz Istnieniu - wykorzystaj mnie, jak chcesz. Wtedy cokolwiek przez Ciebie przepłynie - będzie prawdziwe. Cokolwiek zrobisz, będzie miało intensywność i głębię. Pozwolisz przemówić przez siebie samemu Istnieniu".



Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

IDEAS MAKE THIS WORLD GO 'ROUND

poniedziałek, 08 czerwca 2009 9:54

Przyjemnie było zobaczyć pod moim ostatnim elukubratem tyle przytomnych wpisów. Napisałem go trochę z rozpaczy. Ostatnio miałem w Łosskocie spory problem - musiałem oceniać płytę mojej dobrej koleżanki, Justynki Steczkowskiej. Jacek Dehnel powiedział swoje o stronie lirycznej, ja wybełkotałem kilka uwag na temat muzyki oraz produkcji. Domyślam się, że Justynka była zdruzgotana. Ale cóż mogę zrobić, skoro to nie jest dobra płyta. Nie będę się tutaj nad tym rozwodził, bo nie ma takiej potrzeby. Napiszę tylko, że albumy wspomnianych trzech zespołów są (moim zdaniem) dużo bardziej dopracowane. Producenci pracoholicy pokroju Piotrka Pawlaka czy Franka siedzą nad płytami przez parę miesięcy, żeby stanowiła ona jaką interesującą tezę sonorystyczno-koncepcyjną. Większość ludzi w popie ma to gdzieś. Nagrywają rzeczy po minimalu; wiedzą, że zbytni wysiłek i tak się nie opłaci. Fani kupią tyle samo egzemplarzy polskiej gwiazdy bez względu na to, czy brzmi ona tak „wypasienie" jak Aguillera, czy też plastikowo jak Kombi z lat 80-tych. No bo cóż pracować nad rozwojem? I tu się totalnie nie zgadzamy. Uważam, że artyści popowi powinni zasuwać tak samo ciężko jak offowi - dlatego właśnie amerykańskiego popu da się słuchać, a polskiego nie... Dlatego pierwsza płyta Justynki była znakomita, natomiast rzeczona nie jest. I tyle.

Tommy Joy, dzięki za słowo krytyczne, zresztą wypowiedziane w wielce kulturalnym tonie. Uwierzysz mi albo nie, ale jestem idealistą. Oczywiście w wieku lat 40, jako ojciec dwóm synom i niewolnik kredytu mieszkaniowego, wykształciłem również mentalny podsystem, analizujący bieżące sprawy materialne. Jednakowoż gdyby ktoś zaproponował mi diabelski deal a propos „Polskiego Gówna" (sam Szatan, zum beispiele): „Robisz film mega-kultowy za darmo albo gówno (he-he) za 5 milionów dolarów" - wiesz, co bym wybrał? Film kultowy. Dlaczego? Bo widzisz, stary, ja już mam większość życia za sobą. Przeżyłem je tak, że nie muszę się go wstydzić. Powiem Ci, jak wygląda sprawa z Biodrem: przez 10 lat trwania firmy raz wziąłem kasę za „P.O.L.O.V.I.R.U.S.A." Kur (2500 zet, tyle co Piotrek Pawak), innym razem wraz z Jackiem Podworskim wyjęliśmy po tysiaku na podszyte mizerią święta. Uwierzysz? Pewnie nie... Przez ostatnie 3 lata pracy w TVP włożyłem w Biodro sześćdziesiąt tysięcy; mój wspólnik zainwestował następne osiemdziesiąt. Czy chodzi mi o to, żeby tę kasę odzyskać? Pewnie tak - przecież nie jestem sponsorem czy zwykłym idiotą. Chciałem jednak przede wszystkim, żeby wytwórnia kulała się do przodu... Bo „record label" to część mojej dumy i pasji, po prostu. Bo mogę wydawać swoje płyty, bo mogę promować płyty innych, równie zdolnych artystów. Ba - bo jak się wkurwię, to mogę je nawet rozdać... Dlatego właśnie promuję swoich artystów; ale nie promuję ich dlatego, że ich właśnie wydałem i muszę na tym zarobić, ale dlatego, że są naprawdę dobrzy... I owszem, przydałoby się na nich zarobić, żeby dalej wydawać siebie i innych, równie zdolnych. Czy ten wywód jest zrozumiały, hę?...



Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

BAJZEL, PRZĄŚNICZKI, SENSORRY - WOJNA Z IMPERIUM

czwartek, 04 czerwca 2009 10:09

W maju firma płytowa Biodro Records wydała trzy płyty cholernie ciekawych wykonawców. Jeden z artystów jest już całkiem znany i nazywa się Bajzel - od kilku lat gra znakomite koncerty solo, generując unikalny i energetyczny one man show. Tym razem Bajzel (czyli Piotrek Piasecki) wraz z producentem Frankiem nagrali płytę po polsku; jest w niej nerw, czad i dzikość, jest też miejsce na liryzm i przewrotną słodycz. Jeśli dalej uważacie, że w polskiej muzyce niewiele się dzieje, jesteście w grubym błędzie.  Pozostałe dwa albumy są muzycznymi debiutami. Prząśniczki to zespół, który często spotykałem na koncertach w okolicach Łodzi. Suavas Levy i jego szalony kolektyw mają własny świat (niewątpliwie inspirowany Frankiem Zappą - ale cóż w tym złego; Zappa to geniusz geniuszy), który niezbyt przystaje do tego rzeczywistego, pulsującego wyjątkowo żenującą łupaniną. Obawiałem się, że po latach chudego dżobikowania i bycia poniżanymi na mieście, nieszczęsne Prząśniczki nagrają płytę, na której smęcą i użalają się nad sobą. Nic z tego. Otóż płytka jest naprawdę świetna. Posłuchajcie sobie, jak wesoło, inteligentnie i eklektycznie grają łódzkie Prząśniczki - jeden z niewielu zespołów, który nie zrzyna ze Ścianki i Pogodno... Trzecim frapującym debiutem są śląskie Sensorry. Grupa usiłowała podejść do nagrania albumu dwa lata wcześniej, ale po różnych perturbacjach ustalił się aktualny skład zespołu i nowe, nieco futurystyczne brzmienie (między innymi dzięki kreatywnej kontrybucji perkusisty Kuby Rutkowskiego). Przede wszystkim Sensorry brzmią jak nikt inny; ich muzyka jest zaskakująca bogata, zmienna i różnorodna. Jeśli możecie, wybierzcie się na ich koncert - są w stanie dowieść swej dojrzałości również na scenie. Piszę Wam o tym, bo w Polsce niechętnie kupuje się płyty. Piszę Wam o tym, bo ludzie miesiącami nagrywają albumy, na których rozwijają arcyciekawe, muzyczne i liryczne tezy. Piszę Wam o tym również dlatego, że trudno jest promować alternatywne zespoły. Od lat nie ma ich w telewizji; nie ma ich też w radiu, które z ministerialnej łaski powinno grać 30 % muzyki polskich wykonawców (we Francji i Niemczech podział jest fifty-fifty). Wyłączywszy Trójkę (która, owszem, stara się sporo robić w tym kierunku), radia traktują polską muzykę po macoszemu i spychają grubą girą pod szafę, emitując ją w nocy i byle jak. W mediach rządzi wyjątkowy chłam: kanały telewizyjne prześcigają się w programach typu „Gwiazdy Robią Loda" tudzież „Taniec z Gwiazdkami na Wierzchu", podczas gdy radia grają jakieś Feele, Patrycje Markowskie, Szymony Wydry czy inne nieszczęścia. Zresztą niech sobie grają - przecież radio ma nadawać muzykę dla każdego. Pojawia się jednak pewien problem - w Polsce nie gra się muzyki dla inteligentów. Jak to możliwe, skoro rządzi partia, uznana za lobby „wykształciuchów"? Ano, u góry trwa wojna o władzę i kasę. Nie ma czasu na bitwy o kulturę, która tym samym ląduje na śmietniku. Robi się wszystko, żeby muzyka inteligentów całkowicie zeszła do podziemia (to samo tyczy się kina niezależnego i non-mainstreamowej literatury). Kiedy słyszę, że program „Łossskot" powinien  wypaść z telewizyjnej ramówki, bo jest „offowy" (oczywiście, „offowe" są wywiady z Krauzem, Kutzem, Żuławskim, „offowe" są recenzje płyt Santor, Steczkowskiej i Dąbrowskiej), zaczynam też rozumieć, o co tu chodzi - to po prostu sztuka i kultura są dla pieprzonych decydentów „offowe" i powinny niezauważalnie zniknąć, ulotnić się z mediów.... Bo po co komu artystyczne wypociny reprezentantów mniejszości, którzy urodzili się z mózgami i - w przeciwieństwie do wszystkożerczego tłumu konsumentów - śmią myśleć i przebierać... Słuchajcie, koleżkowie decydenci - ci od telewizji i ci od radia, przytulający co miesiąc ciepłą kaskę, wygłaszający populistyczne hasła i zasłaniający się oglądalnością czy słuchalnością - oto partycypujecie w wychowaniu narodu debili... Niebawem inna część tegoż narodu, część myśląca, znienawidzi was po prostu i odwróci się od waszych sloganów i prywatnych krucjat, na zawsze rozpływając w wirtualnej rzeczywistości... Bo tu, w internecie, istnieje jeszcze wolność i demokracja, bo tu każdy może robić, co mu się żywnie podoba. Jednak problemem tego mojego wołania na puszczy... Ha, ha. No właśnie - problemem jest to, że jest to wołanie na puszczy. I że te dziady mają w dupie wpisy jakiegoś Tymańskiego, bo za dwa lata będą się opalali na Seszele z milionem dolarów na koncie. I to chodzi, und hier ist der Hund begraben, jak mawiają nasi mili zachodni sąsiedzi... O pomóż mi, Obi Wan Kenobi, w tej absurdalnej walce z wiatrakami - you are my only hope.



Podziel się

komentarze (34) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 681 867  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2681867
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl