Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 028 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

CZAS NA PÓŁFINAŁY!

poniedziałek, 25 czerwca 2012 11:25

 

   Minął weekend z ćwierćfinałami Euro. Myślę, że poziom  i dramaturgia rzeczonych meczy mógły zadowolić wszystkich – zarówno entuzjastów, jak i malkontentów futbolu. Co prawda w każdym spotkaniu wygrywali faworyci - dzięki czemu potwierdziły się moje przypuszczenia o realnej sile pojedynczych narodowych ekip – ale przecież każdy z tzw. „underdogs“ miał swoją szansę, żeby pokonać faworyta. Tym samym przekonaliśmy się o słabości polskiej grupy: Grecy i Czesi nie stanowili wielkiego zagrożenia dla koncertowo grających Niemców i wyjątkowo ambitnie nastawionych Portugalczyków. Trochę bardziej wyrównany futbol zobaczyliśmy w wydaniu hiszpańsko-francuskim i włosko-portugalskim, ale i tu obyło się bez niespodzianek. Mocny hiszpański team z Xavim, Iniestą i Xabi Alonso na czele (nawiasem mówiąc, moim ulubionym piłkarzem Realu) pozbawił złudzeń bezbarwnych Francuzów. Również i Anglicy przez długie fragmenty meczu nie mieli pomysłu na perfekcyjnie zorganizowaną grę Włochów. Angielskie przebąkiwania o rozwiązaniu w karnych okazały się marzeniami ściętej głowy. Pewnie to i dobrze, choć osobiście nie jestem fanem ani Anglii, ani Italii. Bo jednak to włoski zespół ma szansę zatrzymać rozpędzonych Niemców. Anglicy wielkich szans na półfinały nie mają i nie mieli od lat – najlepsze zespoły ich ligi opierają się na piłkarzach z całego świata, a sami wyspiarze są w nich mniejszością lub grają w nich drugie skrzypce.

 

   Wrócę jeszcze do bolesnej porażki Polaków. W jakimś sensie to dobrze, że już nas nie ma w tej grze. Dzięki temu - miast oddawać się niezdrowym emocjom, bezsilnie bić pięściami w stół i drzeć się na Bogu-ducha-winny telewizor - możemy w spokoju kontemplować szlachetny spektakl, przestrzenne piękno europejskiego futbolu. Od wielu lat występy polskiej reprezentacji kojarzą mi się z ułańskimi szarżami, nieudaczą, brakiem kondycji i formy, ogólnym brakiem pomysłu na grę, degrengoladą i kacem. Tym razem miało być inaczej. I koniec końców cholera wie, czy mogło, czy też nie - daliśmy się wszyscy okpić niczym niewprawni hazardziści. Można do twardego rzygu opowiadać o błędach Smudy – nie wykorzystaniu potencjału Żewłakowa czy Frankowskiego, forowaniu słabego Murawskiego, strachu przed postawieniem na Grosickiego czy Wolskiego. Można dziwić się, czemu w meczu z Czechami Polacy obrali tę samą taktykę, która omal nie zgubiła ich w spotkaniu z Grekami. Można zastanawiać się, czemu takim Niemcom starczyło siły na 90 minut oblężenia greckiej bramki, a Polakom w meczach z Grekami i Czechami – tylko 45. Nawet Zbigniew Boniek dał się nabrać pozorom pewnej odmienności, które towarzyszyły przygotowaniom kadry do naszego Euro. W jego środowym wywiadzie dla Wyborczej pobrzmiewał ton wielkiego rozczarowania grą Polaków – brakiem formy, strategii, ambicji, złym przygotowaniem fizycznym. Boniek ma święte prawo krytykować kadrę (osobiście mam nadzieję, że zostanie prezesem PZPN i rozpierdoli całe to szemrane towarzystwo). Pozwolicie, iż jeszcze raz przypomnę mecz Lechia – Juventus z 1983 roku, który jako piętnastoletni gówniarz oglądałem na żywo. Gdy na boisko wszedł Boniek, my, lechiści, zrozumieliśmy jedno – ten facet nigdy nie odpuszcza...  Nie kierowała nim żadna łaska czy litość dla gdańskiego zespołu. W jego wypadku nawet trudno mówić o samym profesjonalizmie. Profesjonalizm to właśnie domaganie się pieniądzy za remisy i okrągłe, dyplomatyczne wypowiedzi w mediach – że nie było tak źle, że zabrakło szczęścia i we wrześniu z pewnością będzie lepiej. Oj, wy piękni polscy chłopcy – powinniście byli zobaczyć Bońka na żywo. Ten gość, napędzany przez największą ambicję świata, po prostu nie brał żadnych jeńców. Ale wy, dzieci aromatycznego żelu, Fejsbunia i Twittera, wy zadowólcie się płatnymi remisami, 75-tym miejscem Polski w rankingu i dziesiątkami nowych kontraktów, które – w związku ze swoją dyplomatyczną poprawnością – niewątpliwie wkrótce podpiszecie.

 

    Można napisać jeszcze wiele przykrych słów, ale czy warto? Są przecież pozytywne strony polsko-ukraińskiego Euro. Złośliwi powiedzą, że przybyło nam 50 km autostrady i mamy cztery nowe stadiony, które będzie trzeba wkrótce rozebrać – bo po cóż nam takie stadiony na polską ligę? Coś w tym jest. A jednak jest to nasze bolesne Euro znakomitą promocją Polski i Ukrainy, krajów i kibiców, polsko-ukraińskiej gościnności i otwartości. Piłkarze tej promocji niestety nie dopomogli, ale to już nasz prywatny smuteczek, które należy schować do kieszeni. Przed nami emocje półfinałów. Jakie wyniki typujecie? Bo ja stawiam na finałowy mecz Hiszpania – Niemcy... I serce mi mówi, że Hiszpanie znów wygrają, choć rozsądek... Podpowiada mi co innego.

 


Podziel się

komentarze (31) | dodaj komentarz

MARZYĆ MOŻNA I TRZEBA!

czwartek, 14 czerwca 2012 10:37

 

   Po wtorkowym meczu musiałem odczekać, aż opadną emocje. Czasem wolę pisać niż mówić, choć z oczywistych względów więcej ględzę -  bo tak łatwiej. Kiedy otwieram usta, w związku z moim wiecznym ADHD, emocjonalnym oszołomstwem i uwielbieniem dla dygresjonizmu, zdarza mi się powiedzieć dużo za dużo. Z pisaniem jest inaczej. Piszę tylko to, co muszę. Mało tego – potem jeszcze czytam to wszystko ze dwa, trzy razy. Wykreślam, co niepotrzebne. Dam tekstowi chwilę odleżeć. Podgrzeję, podsmażę. Dodam subtelnych przypraw. Uwydatnię esencję.

 

   Po spotkaniu z Grecją byłem wręcz załamany. Postanowiłem przez chwilę nie pisać o reprezentacji, dać się im trochę rozkręcić. No i nie jest źle – naprawdę. Piękne bramki Lewandowskiego i Błaszczykowskiego. Dojrzała gra Wasilewskiego, Perquisa, Dudki, Murawskiego. Kapitalne partie Tytonia. Turnieje kreują nowe gwiazdy i zespoły, kierując się swoją illogiczną logiką. Z reguły wygrywają faworyci, niekiedy szansę życia wykorzystują wieczni przegrani. Sport jest na swój sposób sprawiedliwy, często wbrew mafijnym układom, ludzkim błędom i powszechnym oczekiwaniom. I to jest niewymownie piękne.

 

   W meczu z Rosją Polacy wykonali założone minimum, zdobywając potrzebny punkt z najtrudniejszym przeciwnikiem w grupie. Wtorkowe spotkanie zapewne można było wygrać, gdyby nasi piłkarze, w drugiej połowie grający dobry i uważny futbol, wykazali się jeszcze większą odwagą. Nie wykazali – trudno, w sobotnim meczu z Czechami trzeba będzie rzucić na szalę dosłownie wszystko. Na naszej punktacji odbija się bolesną czkawką mecz z Grekami, których w drugiej połowie trzeba było bezlitośnie „eksterminować“. Mieliśmy w rękach prawie wszystko: bramkę, przewagę zawodnika. Zabrakło nam doświadczenia, futbolowego cwaniactwa. Dwa remisy w mistrzostwach Europy to żaden wstyd, a i owszem. Dokładnie pamiętam atmosferę mundialu w Hiszpanii sprzed 30 lat – tam po remisach z Włochami i Kamerunem wieszano psy na reprezentacji i trenerze Piechniczku. W trzecim meczu zmobilizowana kadra wbiła Peru pięć goli, tracąc zaledwie jednego. Oto byliśmy w ćwierćfinale, a nasza mundialowa „Odysea“ stawała się uniwersalną historią. Teraz jest dość podobnie, tyle że Czechy to nie Peru. Plusem naszej sytuacji są mecze u siebie i rosnące morale Polaków, minusem – niepotrzebny wyjazd do Wrocławia i przymus zwycięstwa, podczas gdy Czechom najprawdopodobiej wystarczy remis. Tak czy owak, przyszłość jest jeszcze nieuformowana. Wszystko rozstrzygnie się w sobotę.

 

   Jesteście ciekawi, jakie mam przeczucia? Ano, mam taką dziwną wizję, że Polska ogra Czechy i w ćwierćfinale spotka się z Niemcami. Brnijmy dalej. Mecz z Niemcami nasi młodzi piłkarze również rozstrzygną na swoją korzyść, tym samym zapewniając sobie piłkarską nieśmiertelność i zarazem sprawiając rodakom radość galaktycznego wręcz formatu... Przegramy dopiero w półfinale, ale nasz triumf będzie wielki i odbije się sporym echem w futbolowym świecie. Bajki, androny, duby smalone? Możliwe. Ale sami wiecie, że marzyć można i trzeba. I dopóki piłka w grze, dopóki człowiek walczy i marzy, wszystko – dosłownie wszystko jest możliwe.

 


Podziel się

komentarze (209) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 661  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730661
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl