Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 630 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

JAZZ MEETING - SPOTKANIE UMYSŁÓW

poniedziałek, 19 lipca 2010 9:42


   Nie pisałem, bo miałem wakacje. Wakacje nie były wolne od pracy, ale pojawiły się beztroska i lekkość bytu. Tydzień temu w Szczecinie, na tzw. betonowcu, zagraliśmy „chopinowski“ koncert w większym składzie, w którym oprócz członków Polish Brass Ensemble znaleźli się m.in. Piotrek Pawlak i Darek Makaruk. Highlightem koncertu byli udział naszych specjalnych gości z Nowego Jorku – Jima Blacka i Chrisa Speed,a roczników cobainowskich, w dodatku oryginalnie z Seattle. Zajebiści kolesie – świetni muzycy i otwarci ludzie. Mieliśmy czas, żeby pogadać o muzyce, Brooklynie i Polsce; mieliśmy czas i ochotę, żeby się deczko upić i poprzyjaźnić. Była socjalizacja i wymiana – i o to chodzi. Jazz meeting, czyli – tak naprawdę – spotkanie umysłów.... Przypommniałem sobie sytuację, kiedy zadzwonił do mnie Piotrek Wojtasik i powiedział: „gram w Żaku z takim pianistą, Joachimem Kuhnem. On pali – możesz coś dla niego skombinować?“. „No wiesz, Piotr“, odparłem. „To, że kombinowałem trawę dla Bowiego na trasie, nie znaczy, że jestem dilerem. Ale spoko, znam kogoś, kto sporo pali – coś załatwię“. Na drugi dzień pojawiłem się na backstage’u w Żaku. Piotr przedstawił mnie Kuhnowi i Danielowi Humair (nawiasem mówiąc, to świetny pałker, który gra, jakby malował obrazy) jako kontrabasistę, który przyjaźnił się z Lesterem. Ukłonili mi się z szacunkiem, po czym wręczyłem Kuhnowi zawiniątko. „How much, my friend?“, zapytał Kuhn. „Nothin‘, man. It’s a present“, powiedziałem. Kuhn otworzył szeroko oczy i powiedział: „Stay after the gig – we’ll talk some. This is what jazz is about – a meeting“...

 

   Zostałem. Koncert był znakomity, choć nie obyło się bez zgrzytu. Młodzian o nazwisku Gradziuk nie raczył pożyczyć Humairowi swego zestawu i Francuz był tym faktem bardzo dotknięty. W Żaku były w owym czasie jakieś chujowe bębny, które nie brzmiały jak trzeba, w związku z czym Daniel poprosił junaka o jazzową przysługę. Niestety junak miał w dupie „jazzowe spotkanie“, więc asertywnie (a może po prostu bezmyślnie) powiedział „nie“. W pewnym momencie perkusyjnego sola Humair przestał grać i wyjaśnił, czemu źle mu się gra – ciągle wraca do sytuacji, w której chłopak nie chce użyczyć mu bębnów. Tym bardziej, że te, na których gra solo, brzmią jak gówno... I tak dalej.

 

   Po koncercie poszedłem do garderoby. Smętny Humair szybko się zmył; zostałem sam z Wojtasikiem i z Kuhnem. Lubię Wojtasika, choć gra zupełnie inny shit niż ten mój. Facet ma serce i jako jeden z niewielu gra zawsze na sto procent. Pamiętam, że Piotr miał zajebisty przelot z Olterem: zawsze chcieli ze sobą grać i wyglądali jak rozdzieleni bracia z jednego sierocińca... Kuhn poszedł przynieść mi browara; gdy wrócił, zaczął nawijać. Nawijał i nawijał – a pięknie nawijał. Opowiedział mi o tym, jak uciekł z DDR-u przez Polskę i Austrię. Jak trafił do Stanów, gdzie był na pogrzebie Johna Coltrane’a. JOHNA COLTRANE’A, rozumiecie?!!... Widział trumnę z Trane'em w kościele, pełnym czarnych i białych ludzi. Slyszał trio Ornette’a Colemana i kwartet Alberta Aylera, których muzyka towarzyszyła Trane'owi w ostatniej podróży. Popłakałem się teraz, gdy to pisałem. I co z tego. Wiecie, co to znaczy mieć mistrza? John Coltrane był i jest moim mistrzem. Eric Dolphy był i jest moim mistrzem. John Lennon był i jest moim mistrzem. Charles Ives był i jest moim mistrzem. Gichin Funakoshi był i jest moim mistrzem. Oto mistrzowie, którzy otwierają moje serce; muzyczna Dharma wpłynęła do środka i bezpowrotnie zmieniła moje życie. Od tej pory zostałem pieprzonym kapłanem muzyki... Kapłan muzyki zarabia tyle co taksówkarz – tak naprawdę, gra z powołania duszy. Jest pokornym sługą Muzyki – na scenie znika i jest czystą Muzyką. Poza sceną jego ego wraca, ale jest go z każdym dniem coraz mniej. Nawet jeśli ma problem z emocjami, jest ambitny i popierdolony, na scenie jest kapłanem, który wiernie służy sprawie pięknej i tajemniczej – jej, pani Muzyce, która jest jak Dharma, jak wielkie Tao. „Dharmę, nieporównywalnie subtelną i głeboką/napotkać trudno nawet przez milion eonów/teraz widzimy ją, słuchamy jej, przyjmujemy i zachowujemy/obyśmy w pełni urzeczywistnili prawdziwe znaczenie Tathagaty“. Muzyka jest tak naprawdę tym samym. Zresztą wszystko jest tym samym.

 

  Kuhn opowiedział mi o swej przyjaźni z Zappą. Mówił, że ostatni raz spotkał go w Hamburgu, gdzie Frank zaprosił go do knajpy. Potocznie sądzi się, że Zappa nie pił i używał narkotyków. Zgoda – ale Frank pijał dobre wino. Poprosił zatem o butelkę najlepszego wina, jakie Niemcy mieli na zapleczu. Zaczął namawiać Kuhna na występ na koncercie, na którym Joachim miał „niespodziewanie" wyjść z widowni z altem w ręku (Kuhn grywa też na saksie). Trunek się skończył; Zappa poprosił o następną butelkę. Niemiachy zaczęły tłumaczyć, że nie ma już tamtego pierwszego wina; zaraz przyniosą inne, ponoć zbliżone do niego klasą. Po chwili przynieśli nową butelkę. Zappa upił łyk, po czym wezwał kelnera i powiedział: „Proszę pana. Jeśli kupuję wino za 500 marek, ma to być dobre wino. Proszę przynieść mi to samo, które wcześniej piliśmy“. Kelner grzecznie skinął głową i pognał na zaplecze. Za chwilę któryś z nich pojechał na miasto, żeby szukać markowego wina dla klienta – przecież, do kurwy nędzy, mówimy tu o Franku Zappie...

 

   I tak dalej, i tak dalej. Cieszę się, że wróciłem do kontrabasu i do jazzu - do prawdziwego jazzu. Jazz jest spotkaniem, spotkaniem umysłów. Jazz to "mind games", o których śpiewa John Lennon. „Świat bez końca, życie bez końca“. Jazz bywa tym wszystkim - jeśli tylko użyczysz mu duszy.


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

FUTBOL TO NAJPIĘKNIEJSZA RZECZ - Z RZECZY NIEWAŻNYCH

sobota, 03 lipca 2010 15:42

   Zacząłem cytatem z maestro Vargasa Llosy, jakby ktoś nie wiedział. Oto mistrzostwa świata wchodzą w decydującą fazę. Wczorajszy mecz Brazylii i Holandii (największych faworytów mojego dzieciństwa i wczesnej młodości) był zderzeniem drużyn, które w przeszłości kultywowały etos tzw. „pięknej gry" - ofensywnej, odważnej i arcy-atrakcyjnej sztuki dla sztuki, nie zawsze uwieńczonej dobrym wynikiem finalnym. Zarówno Brazylia (pod    kontrolą ograniczonej wizji trenera Dungi), jak i Holandia (z lepiej sobie radzącym Bertem Van Marvijkiem), zaczęły udział w afrykańskim mundialu na sposób dość ostrożny. Mając w pamięci porażkę cudownego brazylijskiego zespołu w 1982 czy nieudaczę ultra-ofensywnego holenderskiego teamu w mistrzostwach Europy sprzed dwóch lat (nie wspominając o dwóch srebrnych medalach Holendrów w roku 1974 i 1978, które przyszło im zdobyć przeciwko faworyzowanym przez sędziów gospodarzom dwóch kolejnych mundiali), obydwaj trenerzy nad doznania estetyczne przełożyli żołnierską skuteczność i twardą dyscyplinę w obronie. I oto doszło do wielce spektakularnego abordażu: niestety, jeden z futbolowych mocarzy musiał wypaść za burtę. Dla Dungi to kara jak najbardziej sprawiedliwa: co myślał ten nieszczęśnik, zostawiając w domu Ronaldinho w całkiem przyzwoitej formie i znakomitego Pato w wieku proszącym się o pierwsze wielkie osiągnięcia?! Co innego brazylijscy fani: ci nie zasłużyli sobie na podobne upokorzenie, ale futbol jest bezlitosny zarówno dla beniaminków i mistrzów... W sytuacji „tu i teraz" nie liczy się się przeszłość, nie ma znaczenia pięć mistrzowskich statuetek sprzed lat. W obecnych mistrzostwach pojawiło się kilka kolektywów, które po prostu chcą wygrać bardziej niż Brazylia.
 

   Myślę, że Argentyna spuści manto Niemcom. Piszę to emocjonalnie, bo z racjonalnego punktu widzenia nie jest to wcale takie pewne. Niemcy mają świetny team, który funkcjonuje niczym świetnie naoliwiony mechanizm. Wybitni auslanderzy - Ozil, Podolski czy Klose - nadają mu cech zarówno ludzkich (co widać było w meczu z Serbią) i duchowych (co widać w ogóle). Niemniej wierzę, iż Messi i spółka pod przywództwem wielkiego Diego Maradony obalą tę sprytnie wykoncypowaną maszynę oblężniczą - do licha, niech wygra futbol piękny i celestialny (choć zawsze istnieje obawa, że pokażą go Niemcy). Z kolei Hiszpania powinna bez problemu pokonać Paragwaj. W półfinałach spotkałyby się wtedy drużyny Argentyny i Hiszpanii oraz Holandii i Urugwaju. Jakże to emocjonujące - już mi na to staje moja piłkolubna kuśka! I tu - znowu -  moje emocje podpowiadają mi zwycięstwo Argentyny oraz Holandii i wielki finał jak z roku 1978, ze wskazaniem na "albi-celestes"... Natomiast cichy racjonalizm szepcze mi do ucha o innym możliwym rozwiązaniu: Hiszpania pokonuje Argentynę i w finale przegrywa z Holendrami, którym przecież od lat należy się mistrzostwo świata. Dla Hiszpanii tak czy owak byłoby to sporym osiągnięciem; wszak przed dwoma laty wywalczyli już mistrzostwo Europy... Jak będzie w rzeczywistości - tego nie wie nikt. I to jest, kurwa, najpiękniejsze! Viva futbol!!!
 

P.S. Nestety... A jednak Niemcy. W ćwierćfinale wróciła Argentyna, którą często widywałem: bezradna, bezsilna, nieskuteczna. Albi-celestes - czemu, miast strzelić, podawaliście do niemieckiego bramkarza? Diego - czemu wprowadziłeś jakiegoś Pastore zamiast Milito? Przecież to właśnie Milito strzelił dwie bramki Bayernowi Monachium w finale Ligi Mistrzów... W głowie lęgnie mi się dramatyczne pytanie i znane historii pytanie - kto zatrzyma Niemców? W tym momencie zaczynam gorąco kibicować Hiszpanii.


Podziel się

komentarze (38) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 681 912  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2681912
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl