Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 526 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

NA MYSŁOWICKIM OFF FESTIVALU

środa, 20 sierpnia 2008 16:16
Mój tekst nie będzie kompetentnym artykułem muzycznym na temat Off Festivalu, ponieważ widziałem i słyszałem za mało. Artur Rojek, pomysłodawca imprezy, poprosił mnie, żebym wraz z Piotrkiem Stelmachem wystąpił w roli konferansjera. Tym samym (właściwie pierwszy raz w życiu) zostałem profesjonalnym MC w wymiarze full time, bowiem koncerty trwały od południa do drugiej w nocy (i dłużej). Oczywiście zdarzało mi się nie dotrzeć na koncert czy dwa (w szczególności na wykony zespołów, za którymi specjalnie nie przepadam). W dodatku tuż przed rozpoczęciem mojej krótkiej, konferansjerskiej przygody doświadczyłem sporej tremy i miałem ochotę wsiąść do samochodu i uciec z Mysłowic. Poważnie. Zdarza mi się sporo gadać w czasie moich koncertów, ba - zdarzyło mi się nawet  w y ł ą c z n i e  g a d a ć podczas jednego (z Mikołajem Trzaską, jako Masło w pamiętnym Mózgu, nie zagraliśmy ani jednego dźwięku), ale konferansjer bez gitary (czytaj: bez atutów i rekwizytów muzycznych) to insza inszość. Poleciałem więc na całego, posmarowawszy chodnik własnym ciałem: opowiadałem duby smalone, bełkotałem absurdalne androny, zmieniałem głosy i rozbierałem się do rosołu. Żartowałem też, że Artur płaci mi, żebym tylko nie grał (mam nadzieję, że Artur zna się na żartach). Ale miało być o muzyce - owszem, coś niecoś obiło mi się o uszy: muszę stwierdzić, że Off stał się bardzo dobrym festiwalem (chociaż w konferansjerkę już więcej nie wejdę). Rok temu kontrowersyjnym pomysłem wydało mi się lokowanie zespołów na dwóch scenach: głównej i leśnej. W pewnym momencie próba Pogodno na głównej scenie zagłuszyła koncert Kapeli ze Wsi Warszawa na małej. Tym razem organizatorzy polecieli jeszcze grubiej: występy odbywały się na pięciu scenach (doliczając scenę myspace'ową do scen Offensywy oraz eksperymentalnej). Faktorem, który uratował festiwal i trzymał w kupie tę wykonawczą rozrzutność, była niemiecka wręcz organizacja pracy i punktualność. Koncerty odbywały się praktycznie bez poślizgów; fani krążyli pomiędzy scenami, wybierając sobie poszczególne dania z muzycznego menu. Spora część przyjechała dla Hey'a, śpiewającego Cześka czy Lao Cze. Niektórzy koncentrowali się na indie rocku, czekając na Off Montreal, Poise Rite czy chociażby debiutanckie Elephant Stone. Inni woleli mniej mainstreamowe Lutosphere (z Możdżerem, Bauerem i Buniem), klimatyczne Mogwai, crossoverowo-światowe Karpaty Magiczne & The Band Of Endless Noise, post-rockowego Baabę czy post-free jazzowego Shofara. Jeszcze inni zacierali ręce, słuchając DJ-skich miniatur Maxa Tundry czy eleganckiego, aforystycznego minimalu Felixa Kubina. Szczerze mówiąc, zabrakło mi odjechanych metalowców - chętnie posłuchałbym czegoś w klimacie Meshuggah. Tak czy owak, było czego posłuchać. Okazało się, że muzyka typu „off" operuje sporym bogactwem koloru, stylu i głębi, obfitując w przeróżne komnaty, nisze i skarbce. Dla kogoś, kto jawi się jej fanem, mysłowicki festiwal może stanowić wiarygodne źródło informacji na temat współczesnej muzyki alternatywnej (nie wspominając już o tym, że osłuchane ucho potrafi zweryfikować wszelką koncertową hochsztaplerkę).


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

PRAKTYKA KACA

poniedziałek, 11 sierpnia 2008 12:21
Od paru miesięcy jakoś słabo wchodzi mi piwsko -  w domu, raz na dwa tygodnie, wypijam browara do snu i na tym koniec. Piwo syci i przymula. Na koncercie jestem w stanie wypić ze dwa, czasem cztery piwa - staram się pić wolno, tak, żeby utrzymać stały rauszyk i żeby nie było kaca - i w połączeniu z moim ADHD, bywa całkiem nieźle. Ale w domu - ni chuja, oczywiście z akcentem na „ja". W domu nie piję praktycznie nic (oprócz płynów nieprocentowych).  Czasem miesiącami stoją tu jakieś flaszki - niezłe wino (kupione do obiadu i nigdy nie napoczęte), dobre whisky (prezent od kumpla z Glasgow) etc. Wydaje mi się, że picie jest u mnie pod kontrolą, chociaż drzewiej różnie z tym bywało. Gdy się miało dwadzieścia, dwadzieścia parę lat... Z radości życia, euforii spotkania, z miłości do muzyki... Bywało grubo, jak to się mówi w kręgach mlodzieżowych. Ale z drugiej strony - może to zasługa mojego domu w sensie mamy czy taty - zawsze miałem swego rodzaju ogranicznik, czerwone światełko. Raz na jakiś czas porządny reset, a i owszem; ale nigdy nie picie całymi dniami czy tygodniami, siedzenie w knajpach i pijacka menda. Bałem się uzależnienia. Nienawidzę być uzależniony. Wystarczy mi gitara czy onania (inspirująca zabawa, która nie zabiera czasu i nie komplikuje życia bliskim i obcym). No tak, lubię jeszcze żreć i to widać - ale walczę z obżarstwem, skupiając się na jakości. Wczoraj wróciłem z mysłowickiego Offu, o którym jeszcze napiszę: drugiego dnia trochę pochlałem, bo zrobiło się bardzo towarzysko i nie wypadało udawać abstynenta. Pochlałem głównie z Anią Brachaczek z Biffu i hamburskim twórcą Felixem Kubinem, chociaż przedtem pojawiło się wiele etapów, na których przelotnie pochlałem z wieloma innymi osobami. Dobry reset nie jest zły - raz na jakiś czas. I te kacowe sensacje... Ta wrażliwość, ta delikatność, te wyrzuty sumienia... To szukanie dziury w całym - co jest ze mną nie tak? Czegoś nie załatwiłem (jakiś Urząd Skarbowy?), kogoś obraziłem, zapomniałem zadzwonić?... „Mam znowu doła, znów pragnę śmierci" brzmi jak kacowy tekst, chociaż chyba na kacu pisany nie był. „Może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku" - oczywiście, to jest to. Na kacu współczuję moim kolegom z zespołu, bo strasznie mi się wtedy leje z mózgu. Totalne bzdury, kosmiczny absurd, chorobliwe otwarcie bez kontroli - jadę po bandzie i jako artysta pijący mógłbym być niebezpieczniejszy niż Amy Whinehouse (a propos, co ma dziewczyna robić, jeśli nazywa się „winiarnia"? Gdybym z domu nazywał się Ryszard Waldemar Gorzelnia, chyba też bym nie wytrzymał...). Chociaż Marcinowi Gałązce (koledze z zespołu) zdarza się cieszyć z mojego post-alkoholizacyjnego położenia: „O, Tymański na kacu... Zajebiście, będzie z się czego pośmiać". Tak, tak - kac to pouczające doświadczenie i warto go raz na jakiś czas przeżyć. Byle nie co drugi dzień. A co takiego mówił pewien znany aktor, który za kołnierz nie wylewał? „Kac?... Nie dopuszczam!" To już trochę inna strona księżyca, tam nie bywałem i bywać nie chcę - zdecydowanie.


Podziel się

komentarze (31) | dodaj komentarz

OLEJMY CHIŃSKĄ OLIMPIADĘ

wtorek, 05 sierpnia 2008 12:18
Za parę dni zaczyna się olimpiada w Chinach. Międzynarodowy Komitet Olimpijski (na pewno nie bez wpływu światowych oligarchów i ich nieodłącznych walizek z pieniędzmi) przyznał igrzyska sportowe państwu, które pozostaje najbardziej przerażającym i niebezpiecznym reżimem na Ziemi... Reżimem, który w 1959 roku podbił pokojowo nastawiony Tybet, celowo i systematycznie niszczył jego buddyjską tradycję, zabijał mnichów i gwałcił mniszki, przesiedlał miliony ludzi; który dał wyraz swemu stosunkowi do wolności na placu Tiananmen w 1989 roku, wybudował obozy pracy dla setek tysięcy Chińczyków, zablokował internet, drastycznie zaingerował w naturę. Powiecie, że miały już miejsce olimpiady w krajach, zniewolonych przez reżim. Owszem - olimpiady w Berlinie (1936) oraz w Moskwie (1980) zamieniły się w demonstracje siły i atrakcyjności faszyzmu oraz komunizmu; oto nadszedł czas na promocję humanitaryzmu po chińsku. Dobrze rozumiem rozterki sportowców. Przygotowują się do takiej imprezy przez cztery lata; zdobycie olimpijskiego medalu oznacza sławę, chwałę i dożywotnią emeryturę. Najważniejsze decyzje podjęte zostały ponad ich głowami, przy pełnej akceptacji militarnych i gospodarczych potęg. Niby każdy dla świętego spokoju poburczał swoje pod nosem, filuternie pogroził palcem, że trzeba by poprawić to i owo... Przestrzegać praw człowieka... Poluzować reżimową dyscyplinę... Podpisać kilka zobowiązań... Na czas igrzysk odblokować internet... Ale Chińczycy nic sobie z tego nie robią, śmiejąc się w kułak: tak więc poznaliśmy prawdę o stosunku świata do cierpienia Tybetu, o dobrej woli USA, Anglii, Francji czy Niemiec, o międzynarodowej solidarności i trwałości obietnic na temat wywierania presji publicznej. Niestety, ta postawa niepokojąco przypomina mi deklaracje pomocy Polsce z 1939 roku i wynikające z nich postawy. Dlatego wzywam Was wszystkich, ludzie myślący i współczujący, do pokojowego bojkotu chińskiej olimpiady. Uważam, że pasjonowanie się tą imprezą jest równoznaczne z poparciem dla metod działania chińskiego reżimu, dlatego nie zamierzam o niej ani pisać, ani oglądać jej w telewizji. Olejmy chińską olimpiadę!


Podziel się

komentarze (27) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 698 890  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2698890
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl