Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

PŁYTY SĄ PO TO, BY JE KUPOWAĆ

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 16:15

   A jednak jedno trzeba Szkotom przyznać. Znają się na muzyce, dobrze śpiewają i radzą sobie na gitarach. Mają też znakomicie zaopatrzone sklepy muzyczne, sklepy z płytami i przeróżne antykwariaty z muzyczną literaturą. Pola, dziewczyna Daniela, zabrała nas do antykwariatu z biografiami; po dziesięciu minutach wyszedłem z siedmioma książkami pod pachą. Mam odjazd na biografie; połowa moich zbiorów to historie życia zacnych postaci z panteonu jazzu i rokendrola. Tym razem bez większego namysłu zapakowałem do siatki książki o Guthrie'm, Dylanie, Marley'u, Bowie'm, Becku. Nieznane wywiady z Beatlesami i ich bliskimi. Wreszcie śmieszny tom pt. „40 Years of Rock Quotes" - cytaty z przeróżnych rokendrolowych mądrali i jeźdźców bez głowy.


   Okazało się, że do rzeczonego antykwariatu wstąpiliśmy tylko tranzytem. W istocie Pola chciała nas zabrać do najlepiej zaopatrzonego sklepu płytowego w Glasgow z ambitniejszą muzyką. Spędzililiśmy tam co najmniej z godzinę. Ceny były niebywałe: za nowe płyty Szkoci „warczeli" 5, 3, a nawet 2 funty ( w przeliczeniu na naszą walutę - 25, 15, 10 zł). Zdarzyło mi się kupować po dziesięć płyt, ba - kiedyś zakupiłem 18 płyt w tanim sklepie w Kijowie. Tym razem jednak pobiłem wszelkie rekordy. Nabyłem 22 kompakty z muzyką, której przez lata nie mogłem nigdzie dostać. Cztery Cpt. Beefhearty, pięć płyt Kinksów. Dwie płyty kalofornijskiej, kultowej kapeli Love, dwa rzadkie Dylany. Nieznane The Who, dwie płyty Krimsonów, wreszcie długo poszukiwany „Pretzel Logic" grupy Steely Dan. I Marcin wyszedł stamtąd z naręczem płyt - m. in. z albumem Neila Younga, którego grano w sklepie, gdy doń weszliśmy. Gitary brzmiały tak, że od razu spadły nam buty i spociliśmy się jak dwie podekscytowane tchórzofredki.


   Wróciłiśmy ze Szkocji z wielką ochotą do grania rokendrola. Jutro zaczynamy kończyć dobrywki do naszej nowej płyty pt. „Bigos Heart"; w przyszłym tygodniu zamierzamy zasiąść do miksów. Jeśli chcesz grać dobrą muzykę, musisz się karmić dobrą muzyką z samego źródła - ta prawda działa niezależnie od wieku, bez wględu na szerokość geograficzną.



Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Z WIZYTĄ W SZKOCJI, JEDZĄC HAGGIS I GRAJĄC NA DUDACH

środa, 26 sierpnia 2009 13:11

     Spędziliśmy w Glasgow ponad tydzień. Przez pierwsze dwa dni walczyliśmy w studiu, nagrywając większość tego, co trzeba było nagrać. Ostatniego dnia wróciliśmy, żeby dołożyć parę sól. Przez pozostałe dni siedzieliśmy w dużym mieszkaniu Daniela i Poli, brzdąkając na akustycznych gitarach, pianinie i bębniąc na cajonie (perkusyjnym „taborecie", używanym do flamenco). Wyjazd miał sens - gdy tracisz z oczu swą stałą perspektywę, zapominasz o tym, kim jesteś. Nikt cię nie poznaje na ulicy. Po pewnym czasie następuje oczyszczający reset: znów jesteś nikim, nie masz żadnych osiągnięć, zaczynasz od zera. Nagle w głowie pojawiają się setki nowych pomysłów; wszystko na nowo zaczyna iskrzyć i inspirować. Gdy siedziałem przez miesiąc w Szwajcarii, tuż po urodzinach Lukasa (w 1992), gdy pojechałem na dwa miesiące do RPA (w 2000) - pisało mi się znakomicie i dużo. Nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o samo pisanie - najwięcej i najlepiej pisze się na zakochaniu („kwasie" życia). Zakochany artysta przypomina niemiecką sprinterkę w intencjonalnie sprokurowanej ciąży - sprinterkę, która radośnie i ochoczo zapierdala po medal. Oby nie brązowy.


    Glasgow wydało mi się szare, deszczowe i nudne. Wszystkie domy w centrum zamkowate i ponuro nobliwe, faceci uśmiechnięci w „podkówkę", a babeczki brzydkie i mało zadbane. Na dodatek deszcz - na śniadanie, obiad i kolację. Jeśli nawet przestaje padać, jest ciągle mokro i wszędzie widzisz kałuże. Żeby zapić tę deszczową chandrę, ten północny, dżdżysty spleen, idziesz do knajpy na browary... I trafiasz do kościoła. Poważnie, to nie żart. Protestanci są w Szkocji biedni jak mysz po miotłą i wyprzedają kościoły: na puby, hotele, wypasione rezydencje. Dziwna rzecz - pić browary w kościele, siedząc w bocznej nawie, tuż przy konfesjonale, pod bajkowym witrażem. Ciekawe, czy i u nas będą kiedyś kupczyć kościołami, kiedy przeminie dziki szał na katolicyzm...


     Ładniejszy i ciekawszy wydał mi się Edyburg, stolica Szkocji. Przyjechaliśmy tam w weekend, kiedy słynny festiwal „Fringe" przyciągnął całe masy admiratorów teatru i zwykłych turystów. Na ulicach wysyp namolnych aktorów, pieśniarzy i kuglarzy, frapująca, „piętrowa" architektura starego miasta, bogaty smak tamtejszego piwa prosto z beczki, wreszcie słoneczna litość, która na cały dzień przywróciła nam wiarę w szkockie lato (jakkolwiek, w porównaniu z polskim, wyjątkowo bidne)... Oto wartościowy bonus od życia, który otrzymaliśmy za ruszenie z domu naszych starzejących się, tłustych tyłków.


     W niedzielę pojechaliśmy na północ. To najciekawsza część naszej podróży, pełnej widoków rodem z sagi o Harry'm Potterze. Widziałem polskie Karkonosze, Tatry, szwajcarskie Alpy i  włoskie Dolomity, widziałem góry w Chinach i  RPA. Te w Szkocji są inne: dziwnie masywne, tępe, od nasady do szczytu - głęboko zielone. Wokół gór - rozległe, srebrzystoszare tafle głębokich i zimnych jezior. Przez chwilę, podziwiając majestat tych zapierających dech w piersiach pejzaży, polubiłem szkocki deszcz, zacinający w twarz i lejący się za kołnierz kapoty. Jednak, gdy wróciłem do Polski i nazajutrz zaskoczyła mnie piękna, bezchmurna pogoda, kiedy pojechałem nad morze i na parę godzin zapadłem się w gorący piasek polskiej plaży, pomyślałem: „Czlowieku, nie narzekaj...". Nie narzekajmy. Mieszkamy w odpowiednim miejscu i mamy po trochu wszystkiego: morza, jezior, gór i lasów, pięknego lata i śnieżnej zimy. No tak...  Gdyby tak jeszcze wrzesień był równie słoneczny co sierpień... Byłoby idealnie. Ale nie może być idealnie i chuj, Jest jak jest, czyli pięknie.



Podziel się

komentarze (26) | dodaj komentarz

MISTRZOWIE ZLEWU - BRZÓSKA I PAULUS

poniedziałek, 17 sierpnia 2009 8:12

   Za dwie godziny lecę do Glasgow. Razem z Marcinem Gałązką będziemy brali udział w studyjnej sesji naszego wspólnego przyjaciela Daniela Hertzova. Nie chce mi się nigdzie lecieć, bo dzisiaj rano wyjrzało słońce i nastała pogoda wręcz fenomenalna - na niebie nie ma ani jednej chmurki. Tak to już jest: przez cały ostatni tydzień mego urlopu lało i aura przypominała tę wrześniową. A teraz, kiedy trzeba zbierać dupę w troki, wróciło lato. Ech - skąd my to znamy.


   Przez ostatnie dwa dni nagrywalem płytę Brzósce i Paulusowi, reprezentującym dziwaczną grupę 5 Piramid. Dwaj dorośli faceci, bawiący się w zespół muzyczny: Brzóska, poeta, warszawski pracownik kultury dość wysokiego szczebla i Paulus, gdański pracownik NCK-u, grafik i konferansjer. Gdy przychodzą do mnie do domu i gadają jeden przez drugiego, odpakowując kanapki i obierając skorupki od jajek (tak, tak, przynieśli ugotowane na twardo jajka), mam wrażenie, że są inkarnacjami Maklakiewicza i Himilbacha.  Paulus, niesamowita krzyżówka współczesnego standapera i neandertalczyka, posiada cudowny „dar zlewu": mówi rzeczy, które nie śniły się nawet Leszkowi Kołakowskiemu. Brzóska jest jeszcze bardziej tajemniczy. Choć jego polska wersja haiku wydaje się być ubogą krewną japońskiej, w dodatku uprawianą przez wiejskiego głupka, ocean jego wierszy zawiera drugie (a może i trzecie) dno... Brzóska, w istocie historyk z wykształcenia, jest Nikiforem świetnie wystylizowanym. Gdy wspólnie uderzycie w tony „rozmowy istotnej" - o życiu, religii, polityce czy sztuce -  ze zdziwieniem odkryjecie świat kogoś niezwykle oryginalnego i samodzielnie myślącego.


   Zresztą sami stestujcie brzóskowy humor - co ja tam będę Was przekonywał. Oto klip, promujący płytę Brzóski, nagraną wspólnie z majorem Sztyrlicem i Staszkiem Sojką:




Dla mnie - po prostu miazga. Czemu takie rzeczy nie są pokazywane jako przerywniki pomiędzy Wiadomościami a Sportem?



Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 886  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730886
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl