Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 738 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

NIE BĘDZIE LIGI MISTRZÓW

wtorek, 23 sierpnia 2011 22:53

 

    Właśnie skończył się wyjazdowy Wisły z Apoelem. Niestety – skończył się tak, jak wyglądał. Przez większość meczu odczuwałem sporą przykrość, oglądając poczynania wiślaków, którzy nie mogli sklecić pojedynczej akcji i przewracali się o własne nogi. W pierwszej połowie Apoel zdominował grę, mając 65 % przewagi w posiadaniu piłki. Momentami wydawało się wręcz, że mistrzowie Polski grają z zespołem klasy Barcelony... Gdy cypryjski zespół strzelił drugą bramkę, stało się jasne, że cudu nie będzie. A jednak przez chwilę mogliśmy się łudzić – po sprytnym podaniu Iliewa Cezary Wilk strzelił bramkę na 1:2. Był to zresztą pierwszy strzał Wisły w światło bramki. Niestety Apoel dominował przez całe spotkanie i trzecia bramka dla mistrzów Cypru była tylko kwestią czasu. Parę minut przed końcem meczu rywal pokazał nam nasze smutne miejsce w europejskim szeregu. 3:1 i żegnaj, od lat niedostępna Ligo Mistrzów... Może kiedyś coś się zmieni - póki co, nadal tkwimy w smętnym dołku. Od jakichś dwudziestu czy trzydziestu lat notoryczna kupa w gaciach i wiecznie drżące kolana nie pozwalają polskim zespołom bić się o lepszy wynik. Ćwierć wieku temu ciężko było wyobrazić sobie porażkę polskiego zespołu z greckim; dzisiaj przyszło nam oglądać srogie manto od Cypryjczyków. Cóż z tego, że uzupełnionych Brazylijczykami i Portugalczykami - przecież i my mamy swoich najmitów... Jakoś nie mogę się przyzwyczaić do myśli, że lada moment wyprzedzi nas piłka gruzińska, mołdawska i albańska. A może już wyprzedziła? No trudno, moi drodzy – pozostaje kibicować obcym. Przynajmniej nie grozi to zawałem serca.

 


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

PSYCHOL MURINHO

czwartek, 18 sierpnia 2011 23:44

 

      Wczoraj w nocy zasiadłem przed małym telewizorkiem, stojącym na stoliku w rogu pokoju mojej nowohuckiej stancji. Włączyłem Jedynkę i przez ponad 90 minut kibicowałem mojej Barcelonie, przytrzymując ręką wciąż wypadający z gniazdka kabel anteny. Kiedy tylko puszczałem kabel, obraz robił się śnieżno-biały, a ja przestawałem widzieć piłkę i słyszeć emfatyczny komentarz Darka „Żabie Oczko” Szpakowskiego. Po krótkiej walce postanowiłem trzymać kabel przez cały mecz - czułem, że gra będzie warta  świeczki. I była.

 

   Co ja w ogóle robię w krakowskiej Nowej Hucie? Otóż dostałem propozycję roli w „Wejściu Smoka” – sztuki młodego krakowskiego dramaturga Mateusza Przytuły. Tekstu fajnego, podszytego absurdem, metafizyką i kiczem. Co zabawniejsze, propozycja reżysera Bartka Szydłowskiego dotyczyła mojego aktorskiego występu na scenie teatru Nowa Łaźnia. To prawda, ludzie - oto ja, z moją przeklętą dykcją skacowanego żula z gdańskiej Orunii, miałem deklamować teatralne teksty u boku Jana i Błażeja Peszków oraz innych szacownych aktorów! Zgodziłem się, no pewnie. Wyczułem, że liznę nieco rzemiosła aktorskiego - choć w żadnym wypadku nie zamierzam zabierać Wam dżobów, o drodzy koledzy aktorzy! Postanowiłem skonfrontować się z doświadczeniem budowania roli, które w przyszłości zaprocentuje w mej pracy nad „Polskim Gównem” (i pewnie nie tylko). Tym samym od dwóch tygodni siedzę w Nowej Hucie i jest cholernie ciekawie - pozwolicie, że jeszcze wrócę do tego tematu w następnym wpisie.

 

   Tymczasem wracamy do stolicy Katalonii. Barcelona nie zawiodła i wygrała jak zwykle. Ciężko wywalczone 3:2 smakowało tym bardziej, że w składzie Barcy zadebiutował wreszcie Cest Fabregas. W jego pojawieniu się na boisku było coś mitycznego: oto zmutowany bohater po latach tułaczki dołączył do swego starego teamu Herosów Muntantów. Największą różnicę zrobił niezmordowany Mutant Messi. Bez jego genialnych bramek i asyst Barcelona nie dałaby rady  ustawicznie potężniejącemu przeciwnikowi.  Z każdym meczem przeciwko Realowi aktualnym mistrzom Europy jest coraz trudniej. Przeciwnicy z Madrytu stawiają w pomocy prawdziwe zasieki, uniemożliwiając Katalończykom ich ulubioną grę krótkimi podaniami. W dodatku Real gra cholernie agresywnie, na pograniczu futbolu, zapasów i ju-jitsu. Wiadomo, że nie można grać podobnym pressingiem przez 90 minut - dlatego w drugiej połowie zobaczyliśmy bardziej otwarty futbol. I chociaż piłkarze Barcelony i Realu zmęczyli się nieustanną walką i ciężką śreżogą, chociaż w drugiej połowie zdarzało im się „grać o siedmiu zbójach” i niemrawo dreptać po murawie, przez większą część meczu byłem gotów przysiąc, że oglądam dwa najlepsze zespoły Europy. Do czasu, kiedy sfrustrowany Marcelo nie skosił Fabregasa równo z trawą i nie zaczęła się finalna bitwa na przepychanki i kuksańce.

 

   W pewnym momencie widać było, że trener Mourninho ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy ciągnie kogoś z teamu Barcy za ucho. O kurde. Naprawdę szanuję Real, naprawdę lubię kilku piłkarzy zespołu z hiszpańskiej stolicy. Casillas, Carvalho, Xabi Alonso, Ozil, Di Maria to świetni piłkarze, którzy grają twardo, ale fair. Sama Krystyna Ronaldo to piłkarz po prostu znakomity - można go nie lubić, ale trzeba docenić jego wyjątkowy talent. Gdy drybluje, lepiej bronić się przeciwko niemu dwoma obrońcami. Kiedy strzela, lepiej blokować go wślizgami albo powalić na ziemię - jego petardy są w stanie skruszyć słupki i poprzeczki. Ale obrońcy Pepe i Marcelo to zwykli psychole. Sam Mourinho, choć trener niewątpliwie wybitny, nadaje się na poważną psychoterapię. Rozumiem, że nikt nie lubi przegrywać. Ale Mourinho tresuje swoich zawodników jak rozwścieczone bullterriery, które mają zagryźć i rozszarpać rywala... Psuje krew jednym i drugim, zamiast piłki oferując nam nędznej jakości walki K1. Jego zawodnicy ulegają łatwej frustracji - gdy nie potrafią wygrać bezpośredniej rywalizacji, karygodnie faulują i są wyrzucani z boiska. Potem Mourinho zwyczajowo zaczyna jęczeć i stękać na konferencjach prasowych, że sędziowie faworyzują Barcę, miotając czerwonymi kartkami dla Realu... Szkoda, że tak to zawsze wygląda. Czasami mam magiczne wrażenie, że oglądam wyjątkowy futbol, najlepszy futbol w historii... Wrażenie, które psują mi histeryczne operetki niezrównoważonego trenera Mourinho.


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

MUSIMY POMÓC BIAŁORUSINOM

piątek, 05 sierpnia 2011 14:12

 

   Chciałbym Wam bardzo podziękować za żywe zainteresowanie moim „aresztowaniem“. Jak pewnie wiecie, cała akcja była zainspirowana przez Amnesty International. Cieszę się, że mieszkam właśnie w Polsce - uważam, że Polacy są odważnym i współczującym narodem. Chciałbym też przeprosić tych, którzy czują, iż nadużyłem ich zaufania. Moi drodzy - ta akcja nie dotyczy mojej osoby. Ma na celu obudzenie świadomości, że naszym wschodnim sąsiadom dzieje się spora krzywda.

 

   Kilka miesięcy temu gościłem w domu Egora i Artema, dwóch chłopaków z białorusińskiego zespołu Gurzuf. Opowiadałem im, jak nieefektowna jest praca w tzw. kulturze – program w telewizji emitują jak najpóźniej, a programu radiowego słucha zaledwie kilkaset osób. „My mamy inne problemy, stary“, powiedział Artem. „Czekamy po wizę do Polski w sześciogodzinnej kolejce“. Zrobiło mi się głupio. Przypomniałem sobie polskie lata 80-te: szare, ciężkie, depresyjne. Kontrolowane rozmowy i listy, oddziały ZOMO, szukające na ulicach frajerów do bicia. Poczucie beznadziei, że oto zduszono nasz opór i zanim coś się w tym kraju wydarzy, minie nasza krótka młodość. Potem przyszła wolność. Przeżyliśmy w polskiej demokracji ponad 20 lat – lat na pewno niełatwych, wypełnionych chaosem, stresem i bezrobociem (lub nadmiarem słabo opłaconej pracy). Ale wolności już nie wydrze nam nikt. Wolność jest nieoceniona... I równie niedoceniona. Podobnie jak w wypadku zdrowia, zauważamy dopiero jej ograniczenie lub brak.

 

   Zmicier Daszkiewicz to cholernie odważny chłopak, który zabrał głos w sprawie białoruskiej demokracji i wolności. Za swą odwagę cywilną, za poczucie społecznej odpowiedzialności, został po raz kolejny aresztowany i skazany na dwa lata kolonii karnej. Karę odsiaduje od grudnia ubiegłego roku - zostało mu jeszcze półtora roku do końca. Jeśli zbierzemy się do kupy i głośno, dobitnie wyrazimy naszą dezaprobatę – zbierając podpisy, wysyłając petycje, grając charytatywne koncerty dla Zmiciera i ludzi mu podobnych – jest szansa, że białoruska władza ugnie się i popuści więzów. Popuści na razie, na chwilę; aż wreszcie popuści w ogóle, ku ogólnej uciesze demokratycznej Europy. Dlatego nie co się zastanawiać nad sensem tej akcji – zamiast ględzić, po prostu pomóżmy Białorusinom. Niebawem zorganizujemy wielki koncert w Warszawie – już zawczasu proszę Was wszystkich o obecność.

 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 862 596  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2862596
Wpisy
  • liczba: 238

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl