Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

NIECO TAJEMNICZY WPIS - CHRUM, CHRUM!

czwartek, 30 sierpnia 2012 2:20

 

   A jednak zassała mnie Warszawa. Nie wiem, na jak długo, nie mam pojęcia, jak będzie wyglądało moje przyszłe życie. Możliwe, że przez dlugie lata będę krążył pomiędzy Warszawą a Gdańskiem, tak jak wielu moich szanownych kolegów polityków i innych pseudo-celebrytów. Tak to już jest – w Warszawie jest wszystko, a w innych miastach świetnie się odpoczywa. A moja przyszłość... Gdy ktoś mnie pyta o przyszłość, choćby o rozkład koncertów w przyszłym tygodniu, z reguły odpowiadam: „Nie wiadomo... Science fiction“. Nie lubię planować na zaś, bo to przecież nie ma wielkiego sensu. Przyszłość układa się sama. Ale niewątpliwie mamy na nią wpływ, robiąc to, co robimy – zasiewając nasiona karmy przyszłych wydarzeń.

 

 

    Kocham wracać do Trójmiasta. Kocham aurę letniego nieba nad ulicą Grunwaldzką, gdy jadę od strony głównego dworca w stronę Oliwy i Sopotu. Tuż przed zachodem słońca, w okresie beztroskiej kanikuły, trójmiejskie niebo jest niewyrażalnie jasne i świetliste, jakby za chwilę miały pojawić się jakieś istotne znaki na niebie. Znaki, pozostawione przez kosmitów, którzy po wielu wiekach obserwacji postanowili awansować ziemian do grona rozwiniętych kosmicznych cywilizacji. Których reprezentanci nie toczą wojen, teleportują się, używając tuneli czasoprzestrzennych i napędu warp, którzy uprawiają telepatię, telekinezę i telewszystko, łącznie z multilokacją.

 


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

BYŁA SOBIE MARYSIA; BYŁEM SOBIE JA

niedziela, 19 sierpnia 2012 8:44

 

   Była sobie Marysia. Mieszkała w Warszawie i chodziła do szkoły – jednej, drugiej, potem trzeciej i czwartej. Była bardzo inteligentna i wygadana, więc wszyscy ją lubili. Nawet ci, którzy jej trochę nie lubili, musieli przyznać, że Marysia jest kimś absolutnie wyjątkowym. Dobrze się uczyła i często wyprzedzała wszystkich w klasie. Pisała pamiętnik, opowiadania i książki. Śpiewała, robiła zdjęcia i filmiki. Interesowała się światem i nie bała się nieustannej zmiany. Założyła swój zespół i postanowiła wyrażać się bez względu na to, czy ktoś orzeknie, że ma talent. Bo co to jest talent? To tylko zaczyn, wstęp do ciężkiej pracy, podczas której co wieczór upadasz, a co ranek zwlekasz się postanawiasz czołgać dalej. Idziesz dalej, bo musisz. Karmi cię twoja nieskończona determinacja i nieustraszoność wojownika na ścieżce. Ufasz, że odnajdziesz swego nauczyciela. Odnajdziesz go, bo jest bardzo blisko. Życie jest twoim nauczycielem.

 

   Poznałem Marysię, kiedy nie miała jeszcze dwudziestu lat - była kumpelą mojej dawnej miłości. Od razu wiedziałem, że jest kimś wyjątkowym. Oczywiście wszyscy są absolutnie wyjątkowi i wszyscy posiadają naturę Buddy. Ale nie wszyscy wymiatają i inspirują innych. Lęk przed wyrażaniem siebie samych trzyma ich za gardło i krępuje życiowe ruchy. Zadowalają się pracą dla Babilonu, nie robiąc nic dla siebie i zapominając o swoich marzeniach. A przecież nasze marzenia to wszystko, co mamy. Mamy tylko tę chwilę i swoje marzenia, które trzeba spełniać. Jeśli się im sprzeniewierzymy, na zawsze pozostaniemy robotycznymi zombie, które – owszem – jedzą, śpią, chędożą, prokreują, popierdują i stepują, zarabiają kasę i robią tysiące innych rzeczy, ale tak naprawdę nigdy nie żyją w pełni. Nigdy nie słuchają cichego śpiewu duszy, nie mogąc dokopać się do tajemnego źródła, które bije w głębi nas samych. Bo w środku nas samych jest wszystko – początek i koniec Drogi, popierdolenie i oświecenie. Zasady są proste: albo rozwijasz się, albo zwijasz. Albo pozostajesz zawikłanym i bolesnym kłębkiem popierdolenia, albo znajdujesz trudny sposób i zaczynasz wędrować tajemniczą ścieżką samorozwoju. Przez krainy zwątpienia i rozpaczy, przez góry wielkiej radości, empatii i poczucia jedności ze światem.

 

   W zeszły poniedziałek spotkałem Marysię w Warszawie. Zaczęliśmy gadać i gadać - gadamy już tak prawie tydzień. Stało się coś, w co ledwie wierzyłem. Męczyłem się bardzo, zamieniając w emocjonalny kamień, powoli stając się starym nudziarzem - kimś, kto wie prawie wszystko i nic go nie cieszy. I oto nagle pojawiło się lustro, a za nim nowa, szybka ścieżka. Przypomniałem sobie dawne marzenia i śluby... Ach tak, nieustraszoność. Czy warto się bać, że odpadnie głowa? Przecież i tak kiedyś odpadnie. Przecież przyjdzie czas, kiedy będziemy coraz mniej rozumiejącymi, trzęsacymi się staruszkami, wylegującymi się w słońcu niczym stare koty. A potem zostanie nam odebrane nawet i to. Bo nic nie trwa i nie można się niczego przytrzymać. „Nothing is real and nothing to get hung about“. Nie warto się lękać miłości i utraty, które są najlepszą praktyką. Nie zastanawiałem się długo. Ha, ha - w ogóle się nie zastanawiałem! Wstąpiłem na ścieżkę, dzień po dniu zacząwszy tracić poczucie siebie i czasu. Oto objawiały mi się coraz głębsze głębie, coraz głębsze rozumienia, międzywiązki ludzi i rzeczy. Zatracenie. Obserwacja lustra. Rosnąca świadomość, że ten drugi to ty. Piszę to do Ciebie, Marysiu.

 

   Coś powoduje, że spotykamy się i żegnamy, wchodzimy w związki i tworzymy nowe światy. Związki są jak koła zębate, które się wzajemnie ścierają. Kiedy się zetrą, nie ma już nic specjalnego do roboty. Ale póki jesteśmy cierpiący, poszukujący i popierdoleni, związki stają się naszą najlepszą praktyką. Praktykując siebie nawzajem, praktykujemy taoistyczną ścieżkę stawania się swoim przeciwieństwem. Każdy nowy związek jest zenistycznym koanem, który pokazuje nam nowy aspekt Wielkiej Rzeczywistości. Rzeczywistości, w której nic nie będzie takie, jak dawniej. W której zanika różnica między nami i innymi.

 


Podziel się

komentarze (42) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 879  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730879
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl