Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 739 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

LIGA MISTRZÓW? NIE DLA PSA KIEŁBASA

wtorek, 27 sierpnia 2013 23:11

 

   Dwa błędy w obronie w początkowej fazie meczu przesądziły o kolejnym okrutnym wyroku, który zapadł w sprawie Legii, który tak naprawdę zapadł w sprawie polskiej piłki: nie będzie żadnej Ligi Mistrzów... Nie było jej od siedemnastu lat i prędko jej w Polsce nie zobaczymy. Jeśli nie posiada się  odpowiedniej techniki przetrzymania piłki, nie dysponuje umiejętnościami zastosowania ataku pozycyjnego – stawia się na obronę. Ale jeśli obrona Legii, podobnie jak obrona polskiej reprezentacji, jest dziurawa jak stare rzeszoto, nie ma mamy żadnych argumentów w rywalizacji ze światem. Nie można ciągle liczyć na przypadkowe szanse, wynikające z grania „na aferę“: dwa, trzy niechlujne podania na połowie przeciwnika i równie niechlujna wrzutka w pole karne. Bo tak właśnie grają nasze zespoły i nic tu nie zmieni kilka pojedynczych karier młodocianych polskich kopaczy.

 

    Mam absolutnie dość polskiej piłki. Straciłem mnóstwo cennych chwil, oglądając polską reprezentację, która ostatnie chwile radości dostarczyła mi w 1992 roku na hiszpańskich igrzyskach. Straciłem drugie tyle, kibicując przeróżnym – nieudacznym – Legiom, Wisłom, Lechom i innym badziewiom, które podkładały się zgoła przeciętnym Vallerengom  lub jeszcze mniej wymagającym Dynamom Tbilisi. To niesprawiedliwe, że my, Polacy, poddajemy się zbiorowej psychozie, wierząc, że futbol jest naszym narodowym sportem. I skoro faktycznie jest, należy zainwestować ostatnią państwową złotówkę w stadiony, kluby i samych piłkarzy, którzy nas nieustannie zawodzą. Zainwestujmy lepiej w młodocianych siatkarzy i koszykarzy, przestańmy się pałować tą nieudaczną polską kopaniną. Jestem oddanym kibicem i patriotą, ale nie masochistą - mam dość znęcania się nad swoimi zmysłami. Litości! Od tej pory przestaję oglądać to rodzime, futbolowe barachło - dla dobra mojej umęczonej psyche… Żadnych meczów ostatniej szansy z Czarngórą ani Anglią, żadnych mozolnych czterorundowych batalii o Ligę Mistrzów.

 

   Wrócę do oglądania polskiej piłki, jeśli zmieni się ogólna sytuacja. Dopóty rodzimy futbol podszyty będzie znakomicie oplacanym brakiem umiejętności, nieudacznictwem, wybieram oglądanie polskich siatkarzy, Barcelony, Borussii tudzież czarnych gladiatorów rodem z NBA... Ogłaszam prywatny koniec kibicowania odwiecznym luzerom! Jeśli nie umiecie kilka razy celnie kopnąć futbolówki, nauczcie się specjalizować się w czymkolwiek innym – choćby w wybieganiu, boiskowym twardzielstwie, atletyzmie. Wtedy może wrócę przed telewizor, ale do tego czasu zapewne upłynie sporo wody w Wiśle - zanim Polska i Kazachstan, ostatnie europejskie państwa bez klubowych mini-sukcesów, nie będą miały swoich przedstawicieli w Lidze Mistrzów. I tyle na temat polskiej piłki, Howgh.

 


Podziel się

komentarze (33) | dodaj komentarz

POLSKA - DANIA 3:2

czwartek, 15 sierpnia 2013 0:16

 

     Co raz obiecuję sobie, że nie będę więcej oglądał meczów polskiej reprezentacji. Po ostatnich dwóch potyczkach eliminacyjnych z Ukrainą i Mołdawią, w których Polacy wyglądali jak osłabione tury, grzeznące w bagnie, miałem absolutnie dość polskiej piłki. Czy z trenerem Fornalikiem, czy bez.  Ta rażąca niefrasobliwość w obronie, nieudolność w wyprowadzaniu akcji. Brak precyzji w podaniach, nieumiejętność kombinacyjnej gry, wieczne kłopoty z utrzymaniem się przy piłce. Co najgorsza – ogólny deficyt waleczności. I w tym miejscu ogarnia mnie już rozdrażnienie, bo jak to – my, specjaliści od powstań, lud niechętny podbojom, ale arcyodważny, zdolny do najwyższych poświęceń, nie umiemy wystawić składu jedenastu walecznych kopaczy? A niech sobie będą przeciętni jak Australijczycy, niech sobie tkwią na zasranym siedemdziesiątym którymś miejscu światowego rankingu, ale niech przynajmniej gryzą trawę i tłuką się o wynik, dając nam powód do dumy! Ale tu, niestety – ani zupy, ani dupy, niczym w kiepskim małżeństwie. A ja, jak każdy naiwny patriota, daję się nabrać na kolejne roszady u góry i na dole, ufając, że któregoś razu odwróci się ten gorzki los. Los europejskich przeciętniaków - z pięknymi wspomnieniami świetlanej przeszłości.

 

   Wczoraj, wbrew postanowieniu, znowu zasiadłem przed telewizorem, żeby obejrzeć mecz Polaków z Duńczykami. Na stadionie Lechii nasza reprezentacja grała ze zmiennym powodzeniem, ostatecznie wyszarpując zwycięstwo twardym rywalom.  Co prawda był to tylko mecz towarzyski, a przeciwnik nie wystąpił w najsilniejszym składzie - brakowało m.in. Poulsena, Aggera i Bendtnera – ale przecież każdy wynik idzie w świat. Znamienne jest to, że pokonaliśmy Danię po raz pierwszy od 36 lat (wszystkie poprzednie zwycięstwa Polski wydarzyły się pomiędzy 1960 a 1978 rokiem). Podtrzymuję tezę, którą sformułowałem w pierwszym akapicie – naszą reprezentację dalej dręczy pewna słabość, niemoc, nieudaczność, która od lat podważa jej wartość jako teamu. Uratowały nas przebłyski ofensywy, której w drugiej połowie dopomogli Sobota i Zieliński. Znów widzieliśmy tylko krótkie momenty dobrej gry, ale może wreszcie pojawia się małe światło w tunelu? Nasi piłkarze grają w coraz lepszych klubach, zaczyna się europejska moda na naszą uzdolnioną młodzież. Dzień wcześniej polscy młodzieżowcy rozbili Turcję, strzeliwszy jej trzy bramki. Już nie tylko Lewandowski, Błaszczkowski i Piszczek, ale i Sobiech, Klich, Zieliński, Wolski czy Pawłowski mają szansę pokazać się piłkarskiemu światu. Bo przecież kiedyś musi się odmienić ta parszywa karta. Sukcesy naszego tria z Borussii dowodzą, że Polacy grać w nogę umieją. Problem tkwi w mentalności naszego piłkarza, którego rozpieściły wysokie zarobki i galopująca amatorka w krajowym szkoleniu. Kiedy futbolowy świat ukształtuje nam najzdolniejszych, a polska piłka klubowa stanie na odpowiednich fundamentach – nie wiedzieć czemu, jakoś dziwnie wierzę w prezesa Bońka i jego ekipę – może wreszcie doczekamy się upragnionych sukcesów kadry… Na początek choćby wyjścia z grupy eliminacyjnej na mundialu. Ale póki co, trzeba się na ten mundial zakwalifikować. Innymi słowy: od września czas wrócić do naszych fotelowych emocji. Bo piłkarski patriotyzm, jak nadzieja – umiera ostatni.

 


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 862 638  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2862638
Wpisy
  • liczba: 238

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl