Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

33. FPFF W GDYNI

wtorek, 30 września 2008 16:20

33. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni był zdecydowanie najlepszym z trzech, w których uczestniczyłem jako widz. Przyzwoity poziom konkursowych obrazków budzi nadzieję na odwilż w polskim kinie, które, rezygnując z tematyki realistycznej martyrologii, flakowatej męki, odwiecznego dramatu i sosowatej atmosfery, zaczyna generować filmy pogodne i oglądalne. „Drzazgi“, „4 Noce z Anną“, „Lekcje pana Kuki“, „Boisko bezdomnych“, „Bracia Karamazow“, „Rysa“ czy „Mała Moskwa“ to filmy, przy których nie straciłem czasu. Dobrze, że są w polskim kinie twórcy, którzy – nie kokietując widza i zarazem nie starając się go obryzgać wszystkim, czym można go celowo obryzgać – wykorzystują swój dar opowiadania frapujących, kameralnych historii. Z drugiej strony nasz festiwal budzi mieszane uczucia, będąc głównie świętem pewnego środowiska, ferującego kontrowersyjne werdykty, post factum obficie podlewane wódeczką w gdyńskim „Piekiełku“. Szkoda, że FPFF nie potrafi zdobyć się na rozmach, podobny festiwalowi „Era-Nowe Horyzonty“. Gutkowa impreza skierowana jest do widzów – stąd jej inspirująca różnorodność. FPFF jest lokalnym i wzbraniającym się przed światowymi tendencjami festiwalem producentów, reżyserów, aktorów, operatorów (itd., w dół tej oczywistej drabinki kinematograficznej hierarchii), zorganizowanym dla tychże samych producentów, reżyserów, aktorów i operatorów (itd., itp.).  Trudno w tej sytuacji ogólnego brandzla (mimo rozlicznych i pompatycznych zapowiedzi, iż cały ten trud popełniony został dla widza – ale przecież widza nie może kręcić czyjś smutny, kinowy brandzel, ino ewentualna interakcja) wyzbyć się uczucia lekkiego niesmaku, spotęgowanego przez mizerię galowej transmisji z zakończenia festiwalu. Ciekawe, czy medialny raban, który podnieśli Łukasz Barczyk oraz Agnieszka Holland, ma szansę zaowocować transformacją FPFF w imprezę europejskiego formatu – czego festiwalowi z całego serca, jako pseudo-aktor, pseudo-scenarzysta i autentyczny trójmiejszczanin, życzę. I nawet specjalnie nie chce mi się odnosić do śmiesznych zarzutów w stosunku do naszego Łossskotu, które p. Agnieszka wytoczyła razem z potężnymi działami przeciwko FPFF. Myślę, że po prostu nie oglądała naszych transmisji i tyle. Jeśli można w dziesięć minut (dziennie) porozmawiać o festiwalu i polskich filmach - robiliśmy to najlepiej, jak umiemy. Jednakowoż dobrze rozumiem żal pani Holland – i tu jest, moim zdaniem – pies pogrzebany – że popierane przez nią (finansowo i artystycznie) „Boisko bezdomnych“ poległo w boju o najwyższe laury (film, skądinąd, udany i dający się lubić), podczas gdy TVP hojnie nagrodziła wyprodukowaną przez siebie „Małą Moskwę“ (film również udany i dający się lubić). Tu mamy do czynienia z niezręcznością sporego formatu, którą powinno się skrytykować wprost, ale, z racji oczywistej prywaty, krytykować niezręcznie - ale w związku z tym czy warto zrazu napierdzielać z armaty w kurnik?...

 

 


Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

BYŁEM KSIĘDZEM

wtorek, 23 września 2008 10:22
Dwa tygodnie temu brałem udział w planie filmowym dyplomowej pracy Justyny Nowak, sympatycznej reżyserki z łódzkiej Filmówki. Grałem księdza, który jest bardzo niegrzeczny - najprawdopodobniej uczestniczy w orgiach, w które przekształcają się pewne bieszczadzkie spotkania oazowe. Oczywiście bardzo mi się podobała ta koncepcja, zgodna z moimi poglądami na temat klerykalnego behawioryzmu. W jednej ze scen całuję się z Joanną Trzepiecińską, filmową mężatką Teresą. Grany przeze mnie ksiądz Jacek, bzyk-bzyk, fiku-miku, odrzuca względy urodziwej mężatki; na miejscu ks. Jacka gruntownie przemyślałbym to zaniechanie. Nawiasem mówiąc uważam, że katolicyzmowi przydałby się duży przewrót w łonie Kościoła; o ileż wiarygodniejsi byliby księża żonaci oraz księża gejowi. Nie mam nic do Jezusa, nie czepiam się chrześcijaństwa, wręcz przeciwnie - jako tolerancyjny buddysta, serdecznie to wszystko popieram. Ale wielowieczna ściema pozostaje ściemą, a mydlenie oczu głupim pozostaje tym, czym dokładnie jest.

Podziel się

komentarze (24) | dodaj komentarz

LEO, DO BOJU!

środa, 10 września 2008 11:54
Nie chcę dołączać do fali gremialnej krytyki, jaka spadła na Leo Beenhaakkera po nieszczęsnym meczu Polski ze Słowenią, ale muszę przyznać, że tym razem była to krytyka w pełni zasłużona. Jak pamiętamy, „Wielki Motywator" dokonał psychoterapeutycznych cudów, dzięki którym kadra jak burza przebrnęła przez eliminacje. Trudno obarczać go winą za nieudane mistrzostwa Europy, podczas których nasi najlepsi piłkarze zawodzili niczym stuletnie przyrodzenia. Natomiast zarówno decyzje, które Leo podejmował podczas meczu ze Słowenią, jak i jego uparta gra w „pomidora" na konferencji prasowej (słynne „I've done my homework") kojarza się bardziej ze sztubactwem, niżeli z profesurą. Czemu w ataku Piszczek, a nie Wichniarek? Przecież narzekamy na brak rasowego napastnika - Piszczek nim nie jest. Saganowski to zawodnik waleczny, znakomity w podbramkowej przepychance, ale jak wiadomo, bramek nie strzela od dawna. Natomiast Wichniarek w Bundeslidze - mało, że nie grzeje ławy - strzela gole na zawołanie. What's wrong with Wichniarek, Leo? Why are you so stubborn? Poza tym granie jednym napastnikiem przeciwko zespołowi, który w klasyfikacji piłkarskich reprezentacji wyprzedzamy o ponad 40 miejsc, nie zakrawa na casus trenerskej brawury. Niedobre zmiany, ich słaby timing - coś niedobrego dzieje się nie tylko z naszym zespołem, ale również z jego coachem... Jako że jestem niepoprawnym optymistą i odwiecznym fanem polskiej reprezentacji piłkarskiej, liczę na to, że wygrana w San Marino (dajmy na to, 5:0) odblokuje piłkarzy i przywróci wiarę ich trenerowi. Bo jeśli nie - będzie naprawdę kiepsko...

Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 880  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730880
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl