Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

BIGOS HEART

piątek, 18 września 2009 16:01

   Od kilkunastu dni razem z Marcinem Gałązką z Transistorsów siedzimy w studiu i kończymy nagrywać nową płytę, zatytułowaną „Bigos Heart". Tytuł zerżnąłem od londyńskiej audycji „The Bigos Planet"; moje „bigosowe serce" miało być czymś bardziej prywatnym, kameralnym. Myślę, że chodzi zarówno o „polskie serce", jak i „sercowy galimatias"... Album miał wypełnić lukę pomiędzy „Don't Panic! We're From Poland" a czwartą płytką, będącą soundtrackiem do filmu „Polskie Gówno". Jak wiadomo, musical robi się bardzo powoli; w związku z tym nasz menago Jarek Maślanka (zwany przez nas pieszczotliwie Maślakiem) wymógł na nas wydanie nowej płyty na początku października. Miałem w zanadrzu parę utworów Trupów i Czanu, nagranych jeszcze w starym studiu Biodra z myślą o jakiejś alternatywnej realizacji. Wybrałem utwory, które mi się wyjątkowo podobały i które - moim zdaniem - nie zostały fortunnie wyprodukowane.  W ostatnich miesiącach dodałem nowe numery, żeby płyta nie trąciła starociem. Koniec końców nowych utworów jest więcej - siedem na dwanaście. Muzyka jest wyjątkowo prosta - zero dżezu, zero avant-rocka. Po prostu rock'n'roll i dobre melodie - przynajmniej jak na moje schorowane ucho.


   Od dwóch tygodni nagrywa  z nami Lechu Możdżer, z którym od dawna planowałem produkcję płyty z piosenkami. Spiknęliśmy się niedawno w związku z ostatnim koncertem Miłości. Zapytałem Lecha, czy zagra na nowej płycie Transistorsów. Odpowiedział: „Rysiu, z Tobą wejdę nawet w gówno". Poruszające. Lechu to jest gość. Nie znam lepszego polskiego muzyka, który uczestnicząc w sesji, jest w stanie zagrać wszystko, czego sobie zażyczysz i więcej. Poza tym jest Lechu zajebistym kumplem; serdecznym, niezawistnym, szczodrym. Pianinka Lecha dodały płycie trochę słodkiego mięczactwa - i o to mi chodziło. Nie zawsze należy się prężyć, kołysać jajami i udawać stuprocentowego rokendrolowca. Nie zawadzi szczypta piękna, liryczności i słodyczy - jeśli się tylko, kurwa, nie wstydzicie. Ja się nie wstydzę.


   Drugim specjalnym gościem na płycie jest Grzesiu Halama, musicalowy Czesław Skandal. Z Grzesiem mamy bardzo rozległe plany; chcemy skończyć nasz film i wspólnie nagrać muzykę. Potem planujemy utworzyć kontrowersyjny duet muzyczno-stendapowy... Grzegorz i Ryszard. Straszne, prawda? No cóż - nie ma wyjścia, tak musi być. Pozostali goście to: nasz amerykańsko-rosyjski przyjaciel Daniel Hertzov, który pomógł mi „apdejtować" moje angielskie teksty; znakomity perkusista Kuba Staruszkiewicz, z którym pracuję w przeróżnych projektach jazzowych i yassowych; wreszcie mój starszy syn Lukas, który zagrał stylową partię bębnów w piosence pt. „Pete Best Was Good Enough".


   Do niedzieli musimy skończyć wokale. Mam lekką tremę, ponieważ piosenki są bardzo ładne i nie chcę ich schrzanić. Nagrywanie wokali to chyba najtrudniejsza część pracy muzyka. Uświadamiasz sobie wtedy, że po prostu nie umiesz śpiewać. Po pewnym czasie zapominasz o studyjnej męce i akceptujesz swoje partie; zanim jednak to nastąpi, będzie ci dane przeżyć wszelkie stadia muzycznej frustracji. W pewnym momencie zaczynasz nienawidzieć swojej płyty. Nie możesz jej słuchać przez najbliższy rok. Po jakimś czasie słyszysz ją w knajpie i mówisz sobie: „no, no... Całkiem niezłe...". I tak dalej, i tak dalej.


   Wielki udział w nagraniu tej płyty ma Marcin. To Marcin wynajduje w sieci interesujące wtyczki do kupienia, szybkie dyski w obudowie, zabezpieczające upeesy, to Marcin godzinami podstawia mikrofony i ukręca odpowiednie brzmienie. Razem wymyślamy aranże post factum, dzielimy się partiami gitar, głosów czy przeróżnych sonorystycznych dodatków. Do niedzieli musimy skończyć nagrywanie; potem zacznie się męka miksowania, czyli studyjnego siedzenia i śmierdzenia. No cóż - taki urok bycia muzykiem. Niektórzy siedzą w stoczni i piaskują kadłuby, inni nagrywają hałaśliwe riffy i śpiewają głupie piosenki.

 


Podziel się

komentarze (43) | dodaj komentarz

O TYM JAK POLSKA ZOSTAŁA PIŁKARSKIM ZEREM

czwartek, 10 września 2009 8:38

   I w ten oto żenujący sposób - porażką 0:3 ze Słowenią w Mariborze - przegraliśmy walkę o afrykański mundial. Sytuacja o tyle znamienna, że poparta totalnym upadkiem rodzimej piłki klubowej. Nasze kluby z hukiem spadły do czwartej ligi europejskiej, bo przecież w trzeciej znajdują się Cypr, Mołdawia, Białoruś i Azerbejdżan. Owszem, Leo B. pomógł spuścić reprezentację w głąb muszli klozetowej, ale - powiedzmy sobie szczerze - to nie on jest odpowiedzialny za stan polskiej piłki. Z pewnością utrzymywanie holenderskiego bon vivanta, mistrza pokrętnej dyplomacji i fana dobrych cygar, przestało mieć sens już po naszej porażce w Belfaście, kiedy Benhaakker popełnił psychologiczny błąd i wystawił w składzie podminowanego Boruca. Ale z polską piłką stało się coś bardziej niepokojącego - prześcignęli nas europejscy średniacy, których parę lat temu ogrywaliśmy z zawiązanymi oczami.


   Po przegranych eliminacjach wszyscy zapomną o reprezentacyjnej piłce, na prawie trzy lata strąconej do lochów sportowego niebytu. Jednak ta degradacja nie zaszkodzi ludziom, którzy koszą kasę rzędu benhaakkerowskiej, pezetpeenowskiej czy wreszcie zawodniczej. Po prostu wszyscy zwalą winę na Beenhakkera i radośnie wrócą do idei „polskiej myśli szkoleniowej". Piłkarze dadzą parę wywiadów, w których wyjaśnią, że „mecz im się znowu nie ułożył" i że „nie byli do końca zmotywowani". Rozjadą się do swoich klubów, gdzie będą dalej grać za 20 tysięcy euro miesięcznie. To ciekawe. Kiedy wraz z zespołem wychodzimy grać koncert w podszczecińskim Morzyszczynie, nikogo to nie obchodzi, że każdy z nas gra po parę stów na głowę. Trzeba się tarzać, trzeba napierdalać, bo ludzie przyszli zobaczyć rokendrolowy zespół. Ale na tym polega różnica - my kochamy to, co robimy. Może ci wszyscy goście tak już się zatracili w liczeniu kasy, że zapomnieli, po co grają w piłkę. Ach, zapomniałem - przecież dla kasy.


   Najbardziej boli mnie styl, w jakim Polacy przegrali te eliminacje - grając źle, kopiąc piłkę bez sensu i związku, podając bez pomysłu i pasji - niczym podwórkowa hałastra amatorów. Słoweńcy przewyższali nas o klasę i powinni wygrać sześcioma bramkami - i to jest nieznośne, po takiej konstatacji trudno mi będzie zasnąć. Cale szczęście, że mam swoje życie, w którym rządzi muzyka. Co prawda i w jej ramach istnieją europejskie pierwsze, drugie i trzecie ligi, istnieją mafijne układy zasilone kaską (wypłacaną pod stołem) i rozliczeniową „polerką", ale mam to w dupie... Bo to, co robię, robię z miłości.


 

P.S. Dowiedziałem się, że prezes Lato wymyślił sobie, że Holendra zastąpi znany rzeźnik Stefan Majewski... Ratunku! Czy ci wszyscy goście w PZPN-ie zapinają się nazwajem?!!... O co chodzi? Czyżby Smuda był spoza dupalowego ukladu?...



Podziel się

komentarze (40) | dodaj komentarz

GARŚĆ REFLEKSJI NA TEMAT POLSKIEGO FUTBOLU

wtorek, 08 września 2009 10:19

   Fajnie było awansować do mistrzostw świata dwa razy z rzędu, ale tym razem nie powinno się udać. Co prawda nadzieja umiera ostatnia, ale... Jutro Polacy grają w Mariborze ze Slowenią  i bezwzględnie muszą ten mecz wygrać, mało tego - muszą wygrać z Czechami na wyjeździe i u siebie ze Słowacją.


   Wiem, że to nie fair - kopać leżącego. Uważam, że Leo zrobił swoje, awansując z Polakami do mistrzostw Europy. Natomiast to, jak katastrofalnie zagrali Polacy w samym turnieju, to już inna sprawa. Beenhaakker to facet, który potrafi podjąć się trudnego zadania, ale brakuje mu umiejętności czysto trenerskich. Owszem, motywacja robi swoje. Polscy siatkarze przez lata nie potrafili ustrzelić żadnego trofeum, aż wreszcie zmotywował ich Lozano. Teraz nad ich psyche czuwa świetny Castellani, który potrafi nie tylko odnowić kadrę - zostawiając paru starych i sprawdzając w ogniu walki młodych graczy - ale także przyznawać się do błędów. Leo Guusem Hiddinkiem nie jest; udowodnił to po raz kolejny w meczu z Irlandią, który od początku był źle zaplanowany. Po co zmieniać dobrych Obraniaka i Murawskiego? A nie lepiej było dać od początku Smolarka, żeby poszarpał, a w przerwie zmienić go na świeżego Obraniaka? Czyżby amatorzy futbolu wiedzieli lepiej, jaki jest potencjał naszej reprezentacji i jakie zmiany należałoby robić w arcyważnym eliminacyjnym meczu? Niestety, na to wygląda.


   Potencjał tej drużyny nie reprezentuje się tak źle, jak uważają niektórzy wieczni malkontenci ze Zbigniewem Bońkiem i Rafałem Stecem na czele. Owszem, brakuje kilku dobrych graczy na kluczowych pozycjach - choćby na lewej obronie - ale czy naprawdę nie znajdzie się żaden Gancarczyk z ligi, który doszlusuje do poziomu reprezentacji? Pomysł z Krzynówkiem jest zły i działa coraz gorzej. Owszem, brakuje nam piłkarzy na ławce. Natomiast pomoc z Lewandowskim, Obraniakiem, Rogerem. Błaszczykowskim i Murawskim to nie najgorszy zestaw graczy: na pewno potencjalnie lepszy niż te irlandzkie, słowackie czy słoweńskie. Trzeba go tylko odpowiednio uruchomić. Myślę, że Smuda by to potrafił; ten facet ma wygrywanie we krwi. To, że Lech wywalił go po zaledwie trzech latach pracy, czyni z polskiej piłki coś na kształt wielkiego McDonalda: przyjmij trenera na parę meczy, po czym wywal go na zbity pysk. Jednak tak się dzieje w większości klubów; tylko nieliczni i bogaci mogą pozwolić sobie na socjalny kapitalizm, w którym jest miejsce na dalekosiężne budowanie.


   Oczywiście do końca będę kibicował Polsce, ale... Bądźmi realistami. Lepiej pomyślmy o Euro 2012. I o pierdolonych drogach, których w ciągu dwóch lat obiecano wybudować jeszcze 1000 kilometrów... He-he, już słyszę ten lament polityków, że nie dało rady, że w tak krótkim czasie nie można... A z wypchanych kieszeni da się słyszeć złowieszczy brzęk niecnie przytulonej, europejskiej kasiorki.



Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 730 898  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2730898
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl