Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 630 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

GŁOS W SPRAWIE ARTYSTY DARSKIEGO

czwartek, 16 września 2010 22:14

   Artysta Adam Darski będzie miał kolejną sprawę z powodu podarcia Biblii na koncercie swej grupy Behemoth w gdyńskim klubie Ucho. Pozywającym jest niejaki pan Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami. Choć nie utożsamiam się z aktem niszczenia Biblii, jestem zaprzysięgłym antyklerykałem i moje poglądy mogą być zbliżone do poglądów kolegi Darskiego. Uważam Jezusa za świetnego faceta i tak dalej (zresztą John Lennon wyraził tę skomplikowaną myśl w sposób lakoniczny i celny, jak na geniusza przystało: „Jezus był w porządku, ale jego uczniowie byli gruboskórni oraz pospolici. Moim zdaniem to oni zrujnowali chrześcijaństwo“). A jednak katolicyzm postawiłbym na trzecim miejscu podium globalnych dopustów historii, zaraz po faszyzmie i komunizmie... Krucjaty, konkwista, działalność jezuitów i Świętej Inkwizycji, obojętność wobec Holokaustu, akcja „Odessa“ i nagminne tuszowanie pedofilii – oj, nazbierało się Kościołowi katolickiemu. Szatan już się cieszy i grzeje smołę w swym infernalnym garze... Z kolei jeśli chodzi o Biblię, mówimy o dwóch zbiorach kiepsko przystających do siebie historii. Podoba mi się Nowy Testament: jego tekst, choć wielokrotnie zmieniany i wypaczany, jest świadectwem działalności pewnego bardzo mądrego i współczującego człowieka. Stary Testament jawi się natomiast świecką kompilacją historycznie niewiarygodnych klechd i bajań, pośród których wybija się kilka artystycznie i duchowo intrygujących pieśni. Owszem, darcie Biblii jest aktem dziecinady i nie ma większego sensu. To artystycznie pusta, skandalizująca transgresja, który może obrazić uczucia wierzących. Z drugiej strony, co to znaczy – obrazić uczucia wierzących? I czemu obraża nieobecnych, skoro dany czyn nie nosi znamion przestępstwa i dokonywany jest w ograniczonej, niejako artystycznej przestrzeni, wobec ludzi, którzy spodziewają się tego typu przekroczeń? Wierzących w Polsce jest wielu – niekoniecznie katolików. Mnie, jako wierzącego buddystę, obraża  w Polsce mnóstwo rzeczy. I wcale nie to, co się dzieje w zamkniętej przestrzeni kościoła – raczej to, co się dzieje w sejmie, w szkołach, na ulicy. Obraża mnie niedawna sprawa krzyża. Obraża mnie to, że mój syn nie otrzymał świadectwa z czerwonym paskiem, bo nie chodził na lekcję religii (a szkoły nie stać było na nauczyciela etyki). Czemu w tym pseudo-katolickim kraju prawo ma być równe dla wszystkich, a równiejsze dla tzw. katolickiej większości? Komu mam wytoczyć o to proces? Wyznaniowemu państwu polskiemu?...

   Nawiasem mówiąc, historia lubi się powtarzać. W roku Pańskim (czy też bezpańskim, jak kto woli) 1564 sąd sejmowy w Lublinie badał sprawę zniszczenia monstrancji przez młodego arianina Erazma Otwinowskiego. Widząc katolicką procesję i jawne bałwochwalstwo, dziarski junak uległ emocjom, wyrywając księdzu z rąk i depcząc monstrancję. Sądzę, że wielu ludzi drażniły i będą drażnić procesje, powszechne epatowanie chrystusową męką. Wszak „evangelion“ oznacza „radosną nowinę“, która w naszym smętnym, północnym klimacie stała się „nowiną ponurą“. Historią, akcentującą cierpienie, krew, śmierć i wielce wątpliwe zmartwychwstanie, które, tak między nami, nie powiodło się jeszcze żadnemu z wybitnych denatów... Jednym z przysięgłych lubelskiego trybunału był niejaki Mikołaj Rej, poeta i duchowy autorytet. Pan Rej (panta rei?) wyraził na temat rzeczonego wandalizmu takie oto zdanie: „Otwinowski winien zapłacić za zniszczoną kosztowność. A jeśli Pan Bóg uważa się za obrażonego, niechaj sam sobie wymierza sprawiedliwość“. Skoro tak mądry arbitraż zdał egzamin pięćset lat temu, czemuż – u licha - nie może i dzisiaj?...

 


   P.S. TEN GRZECZNY I DOŚĆ WYWAŻONY FELIETON NAPISAŁEM DO PIĄTKOWEGO WYDANIA GAZETY MORSKIEJ. PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU SPOTKAŁEM SIĘ Z ODMOWĄ WYDRUKOWANIA MOJEGO TEKSTU W WYBORCZEJ Z POWODU - JAK MI DYPLOMATYCZNIE OZNAJMIONO - JEGO ZBYTNIEJ PRYWATNOŚCI. WYDAWAŁO MI SIĘ, ŻE FELIETON TO GATUNEK PREZENTUJĄCY POGLĄDY WŁAŚNIE PRYWATNE. JAKO ŻE NIE JESTEM DZIENNIKARZEM, TYLKO DOŚĆ ZNANYM ARTYSTĄ - NIE MUSZĘ STROIĆ SIĘ W PIÓRKA ARBITRA OBIEKTYWNOŚCI. NIE MA JEDNAK TEGO ZŁEGO, CO BY NA DOBRE NIE WYSZŁO - NIE KIJEM GO, TO PAŁKĄ!



Podziel się

komentarze (241) | dodaj komentarz

MISTRZ ZEN (-EK LASKOWIK)

poniedziałek, 13 września 2010 11:13

   W zeszłym tygodniu spotkała mnie niezwykle przyjemna telewizyjna siurpryza. Otóż w programie kabaretowym zobaczyłem pana Laskowika Zenona, lat 60  - w świetnej zresztą formie. Niekiedy z ciekawością przysłuchuję się skeczom młodych polskich kabaretów – ot, żeby sprawdzić, czy w narodowej przestrzeni mentalnej podnosi się poziom absurdu. Generalnie nie jest źle i nigdy źle nie było. Owszem, Anglicy mieli swój pamiętny Goon Show i genialnego Monthy Pythona. O swędzenie polskich mózgow przyprawiały natomiast skecze Kabaretu Starszych Panów, Teya i Salon Niezależnych oraz piosenki pana Wojtka Młynarskiego. Oczywiście  trudno porównywać popkulturową twórczość ówczesnego „Zachodu“ i „Wschodu“; wystarczy dać przykład Beatlesów i Czerwonych Gitar, żeby zrozumieć, ile inspiracji daje wolność słowa i przepływu informacji. Chociaż, z drugiej strony, polskiemu kabaretowi wielce przysłużyło komunistyczne zniewolenie. Gdyby jeszcze takim "Niezależnym“ przez cztery sezony z rzędu pozwolono robić programy w telewizyjnej Jedynce, gdyby przypadkowo spiknęli się z Laskowikiem, Fedorowiczem czy Rewińskim, to kto wie... Faktem pozostaje, że wielu z nas, mądrali w średnim wieku, wychowało się na błyskotliwym poczuciu humoru Starszych Panów, Teya, Salonu Niezależnych i Młynarskiego.

 

   Gdyby nie Wojciech Młynarski (i Grzesiek Ciechowski, żeby oddać temu kapitalnemu liderowi i tekściarzowi należny mu honor), zapewne nie pisałbym dzisiaj tekstów po polsku. Mało tego - gdyby nie Zenon Laskowik – trawestując wypowiedź Johna Coltrane’a  o Eriku Dolphym – moje życie w komunie stałoby się o wiele smętniejsze... Boże, jak ja kochałem jego telefoniczny skecz z mamusią, która nie mogła oglądać telewizji u sąsiadów, bo jej firanki zasłonili. W roku 1980 w polskiej telewizji triumfy święcił znakomity program Teya pt. „S tyłu sklepu“, który do łez bawił niespodziewających się niczego złego krajan. Kilkanaście miesięcy później głucho zatrzasnęły się olbrzymie, żelazne wrota naszego socjalistycznego obozu pracy. Dzięki panu Wojtkowi Jaruzelskiemu i jego zupackiej klice przed najbliższych parę lat nie było już, kurwa, nic – ani w telewizji, ani w radiu, ani w prasie, ani na półkach. Zdechł jazz, tak odkrywczy i charyzmatyczny w czasach rządów towarzyszy Gomółki i Gierka. Zdechł sport; jego ostatnimi podrygami był brązowy medal piłkarzy w Hiszpanii. Kabaret stał się poważny i polityczny; rej wodzili gruboskórni dowcipnisie w rodzaju pana Jana Pietrzaka. Jedynie polski rock dawał radę. Moi duchowi wujkowie Lechu Janerka i Tomek Lipiński i niedoszły teściu Robert Brylewski, pisali mądre, zmuszające do myślenia piosenki, uparcie szlifując świadomość mojego pokolenia. Niedługo później pan Zenek Laskowik został listonoszem. Bedąc legendą polskiego kabaretu, przy okazji stał się legendą rodzimego listonoszostwa (postać Jerzego Bydgoszcza z mojego musicalu sporo mu zresztą zawdzięcza). Owszem, powiadano, że pan Zenek pije. Powiadano też, że ma sporo powodów do picia. Oczywiście powody do picia wcale nie tłumaczą samego picia. Wydaje mi się jednak, że pan Zenek chciał między innymi zostać jednym z ostatnich niezależnych artystów w Polsce. No i został. Nie wiem, może pana Zenka idealizuję. Ale kiedy wrócił ze swojej wieloletniej banicji, czysty jak łza, niepijący i, jak zawsze, szeroko i życzliwie uśmiechnięty, stał się dla mnie symbolem. Czego? Ano tego, że w życiu można dać sobie radę i wyjść na ludzi. Że polski artysta nie musi być wiecznie pijany, naćpany, arogancki, pozbawiony poczucia humoru i humorzasty, obłudny i głupi. Drogi panie Zenku!  Co prawda, tej - urodziny ma Pan dopiero 26 marca - ale już zawczasu mówię Panu: STO LAT I JAJ DO KOLAN!...



Podziel się

komentarze (71) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 681 909  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2681909
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl