Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 526 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

JAK BYŁO W SZWAJCARII

poniedziałek, 24 września 2012 17:28

 

   A teraz kilka słów o naszym – niejako kakaowym – pobycie w Zurichu. Od razu wyjaśnijmy to sobie jasno – nie jest tak, jak myślicie. Owszem, razem z Małym Arabem i Córką Księdza, Kędziorem, spaliśmy w jednym pokoju, bo tak zadecydowała Rada Szwajcarów. Tak zadecydowała, a my walczyć ze Szwajcarami nie będziemy, bo oni są trochę dziwni. Wysyłają niechcianych imigrantów specjalnymi samolotami. Wydrążyli góry i zbudowali w nich bazy militarne. Innymi słowy, są nawet sympatyczni, ale dziwni. Oczywiście nie twierdzę, że wszyscy. Mój syn jest pół-Szwajcarem i jego rodzina jest naprawdę w porządku. Ale niektórzy z nich... Nawet ta ich słynna wojna, w której wzięło udział sześciu proto-Szwajcarów i dwudziestu proto-Austriaków, była cokolwiek osobliwa. Dzielny Muesli Wollenweider zza swej legendarnej pazuchy dobył gomółkę sera Appenzeller i rzucił nią w niejakiego Martina Krankla, ugodziwszy go prosto w czoło. Bruetli Zollmann sięgał już po swój niesamowity zapas czekolady, ale na widok imponującego knockoutu swojego przywódcy, Austriacy jęli salwować się ucieczką w w wielkim popłochu i niesławie. Odtąd bohaterscy Szwajcarzy byli wolni. Nikt im już nie dokuczał; piekli chleb, zajmowali się wymyślną produkcją sera i czekolady, a co bardziej łebscy składali do kupy zegarki. Raz, bodajże w 1940, mieli trochę na pieńku z hitlerowcami. Skądsiś przywlekło się 10 000 Żydów, którzy poprosili o azyl. Skończyło się polubownie. Szwajcarzy zrobili to, co zawsze - nie wpuścili Żydów. Ot, i cała historia. Niektórzy złośliwi twierdzą, że po dziś dzień nasi sympatyczni Szwajcarzy trzymają zęby rzeczonych Żydów na tajemniczych kontach Swiss Banku, ale to oczywiście skończona złośliwość.

 

   Co robiliśmy w Szwajcarii? Ot i co - braliśmy udział w konkursie, którego nie mogliśmy wygrać. Dlaczego nie? Bo jako Polacy ciągle jesteśmy trochę gorsi i mniej wydarzeni od reszty cywilizowanego świata, ale przecież nie użalamy się nad sobą. Jesteśmy wolni jak rzeczeni Szwajcarzy i naprawdę dobrze się bawimy! Zatem zamiast przejmować się konkursem, po prostu piliśmy – równo i rezolutnie. Przez cztery dni z łatwością osuszyliśmy winną zawartość mini-barku oraz asortytement sake pobliskiego supermarketu. Ostatniego dnia pojawił się super-sympatyczny Izraelczyk Jorun, gospodarz kultowej audycji radiowej z Tel-Avivu, z którym dodatkowo obaliliśmy litr Absoluta. W dzielnym opilstwie wiernie sekudowali nam James i Tom z alternatywnej radiostacji w Brighton. Jednym słowem, było towarzysko, wesoło i kreatywnie.

 

   Przez wszystkie dni obcowania ze Szwajcarią intensywnie czytałem biografię Iggy’ego Popa. Możliwe nawet, że to sam wampiryczny duch dawnego Iggy’go sprzed terapii domagał się ofiary w postaci kolejnych butelek sake i wina. Około godziny 22-giej padałem twarzą w swoje hotelowe łóżko, które dzieliłem z Małym Arabem. Budziłem się około piątej rano i robiłem swoje codzienne rytuały – medytację i Qi Gong. O siódmej szedłem na śniadanie. Pół godziny później waliłem się na łóżko i wracałem do poruszającego świata Iggy’ego, odpalając niezłe wino z mini-baru. Co chwila dopadała mnie jakaś strofa własnego tekstu lub melodii, którą skrzętnie zapisywałem. Słodka Paróweczka Kędzior niewinnie spał na łóżku naprzeciw; zmył się zresztą po trzech dniach, zostawiając mnie i Małego Araba na pastwę postępującego opilstwa. We dwójkę zaczęliśmy pisać sztukę pt. „Razieta Gitler“ na cześć Kędziorka – rzecz o małym, zdradliwym lady-boyu z Sankt Petersburga, który (uciekając przed putinową milością) wyjechał do Warszawy celem zrobienia sobie cycków i rekonstrukcji odbytu. Zacytuję krótki fragment naszego dzieła, w którym Chór Gierojów Związku Radzieckiego śpiewa refleksyjną kanconę na cześć Raziety:

 

Chór Gierojów Związku Radzieckiego (Żyrynowski, Kaszpirowski, Chruszczow, Breżniew, Stalin, Beria, Czapajew i Dzierżyński)

 

„Posłuchajcie opowieści o Raziecie Gitler

pięknym chłopcu, który zmienił płeć

Dramatyczna, pełna zwrotów jak historia Rosji

rzecz ta doprowadzi Was do łez

 

Chłopiec ten był nieszczęśliwy już od urodzenia

W męskim ciele krył się żeński gen

Choć był Dumy faworytem i pieszczochem Kremla

trauma zakłócała jego sen

 

Razieto, Razieto – nie będziesz kobietą

bo inaczej postanowił Gaspadin

Płeć to wszak nie wszystko, lepiej zmień nazwisko

Bo Gitler to był straszny skurwysyn“.

 

Zaczyna się frapująco, nieprawdaż?...

 


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

JAK BYŁO NA BIAŁORUSI

środa, 12 września 2012 7:24

 

   W zeszły piątek rano wyjechaliśmy z Białorusi. Ok 18-stej byliśmy w Olecku, trochę przed północą – w Gdańsku. Miałem dziwne przeczucia a propos tego całego wyjazdu, nurtował mnie lekki niepokój. Koniec końców nie wytatuowałem sobie na czole hasła „Wolna Białoruś“, więc nie było większego powodu, żeby mnie zgarnąć. Owszem, w swej audycji pt. „Ranne Kakao“ parokrotnie obraziłem prezydentów Putina i Łukaszenkę, ale, na Jowisza, kto na Białorusi słucha „Rannego Kakao“?

 

   Przyjechaliśmy do Mińska w środę po południu. Miałem  kaca; przed ostatnie trzy dni wraz z moim przyjacielem Dario Albertim byłem na krótkiej trasie w ramach imprezy pt.“Wino-granie“, podczas której rzeczony napój lał się strumieniami. Pisałem już o tym, że cenię swego kaca. W odpowiednie dni bywa złowieszczy, auto-nicujący, absurdogenny, niekiedy profetyczny. W Mińsku – mieście wielkim, szarym, socrealistycznie megalitycznym, nieco depresyjnym – poczułem się jak w Polsce w latach 80-tych. Lub w Moskwie w 1989, gdzie żegnałem mój związek z Anną-Maiją, pierwszą miłością mego życia. Wydawało mi się, że wyczuwam smutek tego miejsca; zamordyzm łukaszenkowej dyktatury odcisnął nieodparte piętno na umysłach ludzi, którzy zdali się być zdystansowani i wystraszeni.

 

   Na drugi dzień mieliśmy zagrać koncert w Domu Malarstwa: dziwnym, socrealistycznym budynku z przedpotopową salą koncertową. Gig miał się odbyć bez specjalnej promocji, dla wybranej grupy słuchaczy, która rekrutowała się z uczestników wernisażu Walanciny Szoby, zorganizowanego przez Instytut Polski w Mińsku. Ludzie siedzieli na krzesłach, klimat był trochę jak u cioci na imieninach. Gdy Marek Gałązka wraz z chłopakami grali materiał z nowej płyty pt. „Autor Song“, postanowiłem skoczyć do pobliskiego baru. W kwadransik wypiłem trzy browary i po chwili byłem już w stanie jasnowidzenia, z głębi którego przekaz płynął bez dodatkowych emocji towarzyszących występom na scenie – stresu, wstydu, zakłopotania.

 

    Daliśmy najlepszy koncert, jaki dane nam było zagrać zagranicą. Czułem, że przekaz rokendrolowej energii płynie prosto do umysłów i serc ludzi, którzy siedzieli przede mną. I nie była to pojechana energia dwudziestolatków, którzy chcą sobie głównie poruchać, naćpać się i szybko zatłuc o najbliższą ścianę. Było to coś innego – jakiś pean na rzecz otwarcia i kreatywności, tak sobie myślę. Coś takiego. Po nas wystąpił Źmicier Wajciuszkiewicz, który ma zakaz grania publicznie. Dlatego właśnie szemrana nasza impreza była dodatkiem do wernisażu Walanciny Szoby – żeby nie drażnić niedobrych władz.

 

   Po koncercie – impreza w knajpie. Nigdy nie widziałem tylu fajnych, wrażliwych ludzi. Przychodzili do nas, gadając po białorusku i polsku, dziękując za koncert i proponując wszelką artystyczną współpracę. Poczułem się jak w domu – naprawdę. Słowianie Wschodu mają tę niezwykłą cechę otwartości na świat, którą my, Polacy, z wolna wymieniamy na egotyzm, pewność siebie, asertywność, koncentrację na własnym sukcesie. To wszystko, czego potrzeba do przetrwania w raczkującym kapitalizmie. Tamtejsi ludzie są inni – bardziej otwarci, serdeczni. Mają jeszcze ciągle czas na spotkanie światów i umysłów. My, zagonieni między jednym a drugim dżobem, niestety - mamy go coraz mniej.

 

   W pewnym momencie spiknąłem się ze Źmicierem. Zaprosiłem go na koncert dla Białorusi, który robimy w październiku w warszawskiej Proximie. Powiedziałem mu, że mój ojciec urodził się pod Nowogródkiem, a dziadek przez lata pracował na stacji kolejowej w Nowojelni. „Ziemliak“, powiedział Zmicier. „Jutro jedziemy do Nowogródka, wszystko ci pokażę“. „Teraz nie mogę“, odpowiedziałem. „Jutro musimy zapierdalać do domu“. „Ok – pokażę ci następnym razem“, powiedział Zmicier. Napiliśmy się wódeczki, pogadaliśmy. Było genialnie. Zamiast bać się Białorusi, mam ochotę tam szybko wrócić. Ech, zły panie hokeisto – marnujesz pan życie znakomitym ludziom...

 


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 698 901  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2698901
Wpisy
  • liczba: 237

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl