Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 738 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

JESIENNA DEPRECHA

środa, 25 września 2013 23:45

 

 

   Hello, jak się macie w te smętne, dżdżyste dni? Przez ostatnie dni ciśnienie spadło do tego stopnia, że musiałem ratować się paroma kawowymi strzałami dziennie. Na domiar złego w delikatesach nieopodal mojego warszawskiego mieszkania znalazłem zapas taniego i prosto działającego narkotyku, którym raczyłem się przez dwa tygodnie z rzędu. Mowa o przeklętych krówkach. Tych kruchych, nie tam żadnych ciągutkach. I kiedy przyszły niskociśnieniowe poranki, podczas których jęzor chciał zwyczajowo uganiać się po polu niczym gniady kuc, ale mózg wysyłał uporczywe sygnały o spadku poziomu mocy, rozpiłem się kawą i wypuczyłem krówkami. Zastrzyki energii zadziałały - wreszcie byłem w stanie pochylić się nad długo odkładanym zadaniem bojowym. 

 

  W mijającym tygodniu usiadłem do tłumaczenia piosenek pana Serge’a Gainsbourga, (niezbyt) świętej pamięci piosenkarza, songwritera, aktora, reżysera, birbanta oraz admiratora kobiecości. „Ha!“, powiecie. „Przecież wy, Tymański, ani w ząb nie znacie francuskiego!“. Ano nie znam. Zna go pani Aneta, tłumaczka, która pomaga mi w tym poetyckim przekładzie. Znają go panowie Michnik i Młynarski, bo oni są starszej daty i wiedzą, że kulturotwórcy znać go nie wypada. Mój przyjaciel Cezi Studniak, reżyser sztuki o Gainsbourgu z wrocławskiego Capitolu rodem, wyszedł z założenia, iż z moją znajomością angielskiego oraz praktyczną wiedzą o „piosence“ i „prozodii“, jakoś sobie poradzę. I miał absolutną rację.

 

   Na kompie otworzyłem strony z tekstami Gainsbourga (m.in. „Je t’aime /moi non plus“ i „Les sucettes“,  słownikiem francusko-polskim wraz z wymową, wreszcie jakieś późne wywiady z jego pijacko-szamańskim bełkotem. Za chwilę na mym pulpicie pootwierały się kolejne intrygujące okienka - nie potrafię pracować systematycznie, kręci mnie działanie pośród chaosu faktów i inspiracji – wczesne, psychodeliczne płyty Greatful Dead z youtube’a z wikipediowymi opisami, transkrypcje sól Johna Coltrane’a z płyty „Love Supreme’a“ oraz artykuł Stevena Hawkinga o kwantowej pianie, małych tunelach czasoprzestrzennych zwanych „wormholes“ i hipotetycznej podróży w czasie. Byłem między siódmym a dziewiątym niebem; nieco ściemniona, kawowo-cukrzana moc przysporzyła memu umysłowi wyjątkowej acz dość krótkotrwałej jasności. Gdzieś pomiędzy mą korą przedczołową a hipokampem dokonywał się euforyczny montaż sowizdrzalskich piosenek Gainsbourga z brawurową coltranowską improwizacją, a przyćpane,  dziwaczne numery rodem z „Anthem Of The Sun“ miksowały się z pokaźnym deszczem cząstek elementarnych (z mitycznym bozonem Higgsa na czele). Fun, I’m tellin' ya. Comme la va vague irresolue.

 

   Celowo uciekam w zapracowanie. Gdybym miał siedzieć i kontemplować polską jesień, która podwędziła mi koniec sierpnia i gros dni miesiąca września, musiałbym zacząć pisać dołerskie piosenki w stylu emo, a przecież w moim wieku już nie wypada. Całe szczęście mam co robić - tu ostatnie montażowe poprawki do musicalu, tam soundtrack. Tu autoryzacja tekstu i zdjęć do mojej, wspólnie z Rafałem Księżykiem popełnionej książki typu wywiad-rzeka, która już za parę tygodni ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego, tam z kolei - tłumaczenie Gainsbourga, tekst piosenki do nowej płyty Ola Walickiego i blump do oficjalnej biografii Beatlesów autorstwa Huntera Daviesa. Poranna audycje i weekendowe koncerty. W głowie płyta z Monkiem, dwa scenariusze filmowe. cykl opowiadań o świętych wariatach, wreszcie obsesyjna myśl o powrocie do kontrabasu. Mam roboty na miesiące, lata, nawet jeśli świat jej nie potrzebuje. Ja jej potrzebuję, a może wraz ze mną potrzebuje jej parę osób. "Nawet gdyby wszyscy mieli uciekać na dźwięk mego saksofonu, zamierzam dalej grać tak, jak gram. To jedyny sposób, żebym mógł się rozwijać i osiągnąć artystyczną dojrzałość", powiedział kiedyś jeden z moich wielkich przodków, Eric Dolphy. Nic dodać, nic ująć.

 

 

 


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

DOKUMENT O GRUPIE "MIŁOŚĆ"

wtorek, 03 września 2013 20:48

 

    Niby nie wypada mi pisać o filmie na temat mojej macierzystej grupy Miłość, ale skoro może to Was zachęcić do pójścia do kina… Miałem cichą nadzieję, że obrazek Filipa pojawi się w ogólnokrajowej dystrybucji. Szansa była niewielka, bo przecież mimo klasy jego debiutu, mówimy o filmie dokumentalnym, w dodatku opowiadającym o historii grupy jazzowej (czy, jak wolicie, yassowej). Pozornie nic atrakcyjnego. A jednak… Dokument zbiera świetne recencje, piszą do mnie znajomi, zaczepiają obcy ludzie. Twierdzą, że film jest poruszający, choć większość z nich ma dość nikłe pojęcie o jazzie. Tego nie spodziewaliśmy się, ani Filip, ani ja, ale przecież w sumie o to chodzi. Nie wszystkich obchodzi jazz, ale wszystkich porusza rzecz o przyjaźni i pasji.

 

   Zaczęło się od tego, że pracując pierwszy rok w telewizyjnym „Łossskocie“, zakumplowałem się z obydwoma jego reżyserami, Grześkiem Jankowskim i Filipem Dzierżawskim. Obydwaj warszawiacy, jeden z Brudna, drugi z Ursynowa; obydwaj weseli, postrzeleni, chaotyczni, ambitni i pracowici. Z jednym i drugim znalazłem wspólny język, przesiadując po nocach nad browarkiem czy butelką wina, wymyślając pomysły na filmy. Z Grześkiem połączył nas projekt „PG“, który realizujemy od września 2008 do dzisiaj. Filipa natomiast próbowałem namówić na dokument o naszym – miłościowym - spotkaniu z Lesterem Bowie. Przyniosłem mu godzinę materiału na Becie, nakręconą podczas naszej ostatniej sesji nagraniowej w lipcu 1997. Filip obejrzał go i stwierdził, że to za mało. Zaproponował, że nakręci film o historii „klasycznego“ składu Miłości, który w latach 1992-1997 nagrał sześć płyt.

 

   Miłość powstała na początku 1988 roku. Pierwszy koncert zagrała 8 kwietnia 1988 w gdańskim klubie Pinezka. W pierwotnej, radykalnie free jazzowej edycji grupy, obok mnie i Mikołaja Trzaski pojawili się klarnecista Jerzy Mazzoll i bębniarz Bartek Szmit. Na początku 1990 roku odeszli Mazzoll i Szmit, do grupy dołączyli gitarzysta Tomek Gwincinski oraz młodziutki perkusista Jacek Olter. W marcu 1991 Gwincinskiego zastąpił pianista Leszek Możdżer. We wrześniu 1992 Miłość nagrała swoją pierwszą płytę. W kwietniu 1993 Trzaskę zastąpił Maciej Sikała,  w październiku do grupy wrócił Trzaska. Kwintet Miłość nagrał jeszcze sześć albumów, w tym dwa z legendarnym afro-amerykańskim trębaczem Lesterem Bowie. Pod koniec 1998 w miejsce Leszka Możdżera pojawia się kontrabasista Olo Walicki. Ja sam porzucam kontrabas i zaczynam grać w Miłości na gitarze. W roku 1999 skład grupy zmienia się na mocno yassowy: gramy teraz w składzie Trzaska-Tymański-Hesse-Olter. W styczniu 2001 ginie Jacek Olter, w marcu odchodzi Trzaska. Próbuję reaktywować grupę w innej ludzkiej konfiguracji, ale jest to łabędzi śpiew Miłości, która ostatecznie kończy działalność koncertem w Operze Leśnej w lipcu 2002 roku. W koncercie odmawia udziału Mikołaj Trzaska. Nie gramy ze sobą przez najbliższe sześć lat... Aż do spotkania na próbach w czerwcu 2008.

 

   Na ich pomysł wpadł Dzierżawski. Nie chciał zrobić filmu z samymi „gadającymi głowami“ i chwała mu za to. Większość filmu kręci się wokół osi, którą stanowią trzy dni prób, które mające przygotować nas do fikcyjnej trasy koncertowej. Sytuacja, mniej czy bardziej zmanipulowana, wywołuje frapujący efekt. Wchodząc w klimat wspólnego ćwiczenia, powoli zapominamy o obecności kamery. Wkrótce, niczym w ustawieniu hellingerowskim, pojawiają dawne sympatie i antypatie, podziały i animozje. Rzeczone próby przeplatają nasze emocjonalne wypowiedzi, fragmenty koncertów i prywatnych filmów, wreszcie nagrane przez Filipa „setki“ z młodymi aktorami, przypominającymi nasze młodzieńcze inkarnacje. Dokument żyje i oddycha dzięki reaktywowanym konfliktom, pieczołowicie wyszukanym i skompilowanym urywkom dokumentów, wreszcie dzięki znakomitym obserwacjom kamery, obsługiwanej przez Andrzeja Wojciechowskiego - operatora niezwykle uważnego, wrażliwego i cierpliwego. Sam Dzierżawski powstrzymuje się od oceny: pozwala nam mówić, dać upust wzruszeniom, traumom, resentymentom. Udaje mu się ukazać całe bogactwo naszych relacji, dawnych i teraźniejszych. Co jeszcze wspanialsze – odważnie daje wybrzmieć muzyce, której jest w dokumencie bardzo dużo.

 

   Jestem bardzo dumny z tego, że ten film powstał. Zespołowi Miłość należala się dokumentalna laurka. Tym bardziej cieszy, że dzieło Filipa jest udane, że podoba się widzom. Nieważne, czy jeszcze kiedykolwiek zagramy razem. Pewnie nie. Ważne jest to, że się spotkaliśmy, że potrafimy otwarcie i serdecznie mówić o naszej niełatwej przyjaźni. Naturą każdego związku - związku pary ludzi i grupy muzycznej - jest nietrwałość. Nasza Miłość paliła się bardzo jasnym płomieniem, miała swój czas kreatywnej świetności, którą film Filipa Dzierżawskiego ocalił od zapomnienia... Dlatego chciałbym zaprosić Was na kinowy seans z dokumentem o Miłości, póki go jeszcze grają. Gwarantuję Wam, że nie będziecie się nudzić!

 


Podziel się

komentarze (69) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  2 862 609  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

O moim bloogu

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmie...

więcej...

Tymon Tymański – kompozytor, tekściarz, felietonista. Lider formacji Miłość (1988-2002), Kury (1992-2003), Tymon & The Transistors (2002 - ). Współzałożyciel głośnej trójmiejskiej wytwórni płytowej Biodro Records. Autor muzyki teatralnej i filmowej (m.in. "Sztos", "Wesele", "Polskie Gówno"); prezenter kulturalnego programu Łossskot w TVP 1, współprowadzący w audycji "Ranne Kakao" w radiostacji Roxy FM.

schowaj...

Strony muzyczne

Projekty

  • Tymon & The Transistors – zespół gitarowy ("Wesele" 2004, "Don't Panic! We're From Poland" 2007)
  • Tymański Yass Ensemble – zespół jazzowy ("Jitte" 2004, "Free Tibet" 2008)

Polecam

  • Dyskografie: The Beatles, The Doors, The Velvet Underground, Frank Zappa, Bob Marley & The Wailers, Joy Division, Nirvana, John Coltrane, Eric Dolphy, Ornette Coleman, Lennie Tristano, Miles Davis, Ferenz List, Charles Ives, Arnold Schoenberg, Alban Berg, Conlon Nancarrow.
  • KSIĄŻKI: James Joyce - "Ulisses", Franz Kafka – "Zamek", Witold Gombrowicz – "Transatlantyk", "Kosmos", Hermann Hesse – "Siddharta", Kurt Vonnegut – "Rzeźnia Numer Pięć", Harper Lee – "Zabić Drozda".

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2862609
Wpisy
  • liczba: 238

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl